Słysząc ten żałosny jęk z jego ust
nie mogłem zareagować inaczej niż tylko szczerym acz cichym
śmiechem, który był przeznaczony wyłącznie dla mojej osoby. I
bardzo dobrze tak, dziadowi jednemu! Niech się teraz zajmie tym
swoim żałosnym motorkiem... kupa złomu i tyle. Ciekawiła mnie
tylko kwestia tego, co tamci musieli zrobić, że zareagował a tak
gwałtownie? Niby zetknąłem się z nim już drugi raz i wystarczyło
to, abym wiedział, jak bardzo wybuchowym typem osobowości jest, ale
mimo wszystko... no bo chyba musieli zrobić coś więcej, nie? Bo
jak nie, to chyba uznam go już nie tyle co za amebę, a zwykłego
trylobita. Z mózgiem jak orzeszek... i bez jakichkolwiek oporów...
bez wyczucia... au, to naprawdę bolało.
Prosto z tamtego parkingu udałem się
na uczelnię. W drodze ani na chwilę nie puściłem oka i części
policzka, chcąc schłodzić te miejsce do maksimum, by ślad był
jak najmniejszy. Szczęście, że nie musiałem kupować
specjalistycznego okładu, czy też żelu, ale... po obejrzeniu się
w łazience w lustrze wciąż nie wyglądało to za dobrze. Znaczy...
jeszcze nie zsiniało aż tak... raczej było czerwone i spuchnięte,
no i bolało. Będę musiał uważać, by do końca dnia nie
podeprzeć się na tym policzku, bo oj.. średnio to widzę.
Do końca dnia nie pozostało mi nic
innego, jak po prostu wstrzemięźliwość i ochrona policzka przed
gapiami oraz wszelkim dotykiem. W pewnym momencie nawet zorientowałem
się, że przez ciągłe chłodzenie tych obszarów całkiem
straciłem czucie... super, tego mi brakowało! Dzięki świecie! Co
mnie jeszcze spotka tego dnia? Po pierwsze: dupek z lokalu. Po
drugie: bolące limo. Po trzecie: spóźniłem się na wykład. Po
czwarte: limo mi zamarzło. Cudownie, no bosko po prostu! Gdy zapadł
wieczór z niewiarygodną ulgą odciąłem się od świata, przy
okazji unikając rodziców pod pretekstem wielkiego zmęczenia. Jak
cudownie, że nie ma ich jutro już od rana! Nikt nic nie zauważy.
Ech, dlaczego chronię dupę tej ognistej piździe? Chociaż może to
nie tak... raczej bałem się, że jeszcze rodzice postanowią
przydzielić mi prywatnych ochroniarzy, którzy będą chodzić za
mną krok w krok. Tak, to chyba to. To na pewno to.
Następnego dnia wstałem godzinę
wcześniej niż zazwyczaj i... aż wstyd się przyznać, ale zacząłem
dzień od makijażu. Dzięki Bogu, że tak jasną karnację
odziedziczyłem po matce i jej podkład pasował mi idealnie. Może
nie miałem w tym wprawy, bo w prawdzie robiłem takie rzeczy
pierwszy raz, ale po prawie godzinie męczarni stwierdziłem, że
efekt jest całkiem zadowalający. W końcu, jakby nie patrzeć...
przed nałożeniem fluidu miałem fioletowo-zieloną plamę od kości
policzkowej aż do oka, a teraz udało mi się trochę zniwelować
zielonkawy kolorek. Chociaż tyle... i po tym poranku nigdy więcej
nie spojrzę już na damskie kosmetyki. Matko Boska, jak to się
wszystko babrze, fuj. I od kiedy słowo „fluid” występuje w moim
słowniku? Definitywny koniec z jakimkolwiek makijażem, na zawsze.
Szybko już jedynie zaczesałem włosy na drugą stronę, by grzywka
zasłaniała lewe oko, jak kurtyna. Dobrze, ze nadeszła wiosna i
miałem pretekst, by założyć do tego duże, czarne okulary
przeciwsłoneczne. Spojrzałem w lustro i nawet lekko się
uśmiechnąłem. To nie wyglądało wcale tak tragicznie, jeszcze
tylko pomodlić się szybciutko, by dziś nie mieć styczności z
takimi debilami, jak tamten zwierz. A skoro góra nie wyszła
najgorzej, to także ubrałem się wcale niebrzydko. Czarne, lekko
zwężane rurki, do tego biała koszula i sportowa wersja marynarki z
rękawkami podwiniętymi do łokcia. Tak, tak mogłem wyjść...
chyba. Oby. Błagam, tylko żebym się nie spóźnił...
...i się spóźniłem! Nie wierzę!
Może to tylko te 10 minut, ale.. ja?! Cichaczem wszedłem do sali i
zająłem jedno z nielicznych wolnych miejsc. Zeszyt, długopis..
okej, chyba jestem gotowy. Tylko pytanie: czy mój mózg nastawił
się na chłoniecie wiedzy czy na potencjalne spotkanie z bezmózgą
amebą? Mózgu, odpowiedz mi szybko, masz trzy sekundy.
Z ciężkim sercem stwierdzam że lodowy mi się bardziej podoba. O ironio co pchasz mnie do ognia czemu się mną bawisz? <3
OdpowiedzUsuńKolejns osoba, która mnie kocha bardziej. Ari umrze w moim blasku, przygnieciony przez fangirlsy xD
UsuńTo ja powiem że bardzie odpowiada mi Ari, mimo wszystko ten zwierz jest według mnie najbardziej uroczy :D Ale rozdziały pisane z perspektywy Juliena też mi się bardzo miło czyta, w zasadzie tak miło jak Ariego, bo obie perspektywy kocham. A co do rozdziału... Ładnie lodowy się załatwił, a raczej ktoś go załatwił, że biedak musiał aż sięgnąć po fluid xD Współczuję Ci, chłopie xD Sama nie przepadam za zakładaniem tego kosmetyku (a muszę :')), znam ten ból ^^"""
OdpowiedzUsuń