czwartek, 16 lutego 2017

Rozdział II - Czasochłonny makijaż

Słysząc ten żałosny jęk z jego ust nie mogłem zareagować inaczej niż tylko szczerym acz cichym śmiechem, który był przeznaczony wyłącznie dla mojej osoby. I bardzo dobrze tak, dziadowi jednemu! Niech się teraz zajmie tym swoim żałosnym motorkiem... kupa złomu i tyle. Ciekawiła mnie tylko kwestia tego, co tamci musieli zrobić, że zareagował a tak gwałtownie? Niby zetknąłem się z nim już drugi raz i wystarczyło to, abym wiedział, jak bardzo wybuchowym typem osobowości jest, ale mimo wszystko... no bo chyba musieli zrobić coś więcej, nie? Bo jak nie, to chyba uznam go już nie tyle co za amebę, a zwykłego trylobita. Z mózgiem jak orzeszek... i bez jakichkolwiek oporów... bez wyczucia... au, to naprawdę bolało.
Prosto z tamtego parkingu udałem się na uczelnię. W drodze ani na chwilę nie puściłem oka i części policzka, chcąc schłodzić te miejsce do maksimum, by ślad był jak najmniejszy. Szczęście, że nie musiałem kupować specjalistycznego okładu, czy też żelu, ale... po obejrzeniu się w łazience w lustrze wciąż nie wyglądało to za dobrze. Znaczy... jeszcze nie zsiniało aż tak... raczej było czerwone i spuchnięte, no i bolało. Będę musiał uważać, by do końca dnia nie podeprzeć się na tym policzku, bo oj.. średnio to widzę.
Do końca dnia nie pozostało mi nic innego, jak po prostu wstrzemięźliwość i ochrona policzka przed gapiami oraz wszelkim dotykiem. W pewnym momencie nawet zorientowałem się, że przez ciągłe chłodzenie tych obszarów całkiem straciłem czucie... super, tego mi brakowało! Dzięki świecie! Co mnie jeszcze spotka tego dnia? Po pierwsze: dupek z lokalu. Po drugie: bolące limo. Po trzecie: spóźniłem się na wykład. Po czwarte: limo mi zamarzło. Cudownie, no bosko po prostu! Gdy zapadł wieczór z niewiarygodną ulgą odciąłem się od świata, przy okazji unikając rodziców pod pretekstem wielkiego zmęczenia. Jak cudownie, że nie ma ich jutro już od rana! Nikt nic nie zauważy. Ech, dlaczego chronię dupę tej ognistej piździe? Chociaż może to nie tak... raczej bałem się, że jeszcze rodzice postanowią przydzielić mi prywatnych ochroniarzy, którzy będą chodzić za mną krok w krok. Tak, to chyba to. To na pewno to.

Następnego dnia wstałem godzinę wcześniej niż zazwyczaj i... aż wstyd się przyznać, ale zacząłem dzień od makijażu. Dzięki Bogu, że tak jasną karnację odziedziczyłem po matce i jej podkład pasował mi idealnie. Może nie miałem w tym wprawy, bo w prawdzie robiłem takie rzeczy pierwszy raz, ale po prawie godzinie męczarni stwierdziłem, że efekt jest całkiem zadowalający. W końcu, jakby nie patrzeć... przed nałożeniem fluidu miałem fioletowo-zieloną plamę od kości policzkowej aż do oka, a teraz udało mi się trochę zniwelować zielonkawy kolorek. Chociaż tyle... i po tym poranku nigdy więcej nie spojrzę już na damskie kosmetyki. Matko Boska, jak to się wszystko babrze, fuj. I od kiedy słowo „fluid” występuje w moim słowniku? Definitywny koniec z jakimkolwiek makijażem, na zawsze. Szybko już jedynie zaczesałem włosy na drugą stronę, by grzywka zasłaniała lewe oko, jak kurtyna. Dobrze, ze nadeszła wiosna i miałem pretekst, by założyć do tego duże, czarne okulary przeciwsłoneczne. Spojrzałem w lustro i nawet lekko się uśmiechnąłem. To nie wyglądało wcale tak tragicznie, jeszcze tylko pomodlić się szybciutko, by dziś nie mieć styczności z takimi debilami, jak tamten zwierz. A skoro góra nie wyszła najgorzej, to także ubrałem się wcale niebrzydko. Czarne, lekko zwężane rurki, do tego biała koszula i sportowa wersja marynarki z rękawkami podwiniętymi do łokcia. Tak, tak mogłem wyjść... chyba. Oby. Błagam, tylko żebym się nie spóźnił...
...i się spóźniłem! Nie wierzę! Może to tylko te 10 minut, ale.. ja?! Cichaczem wszedłem do sali i zająłem jedno z nielicznych wolnych miejsc. Zeszyt, długopis.. okej, chyba jestem gotowy. Tylko pytanie: czy mój mózg nastawił się na chłoniecie wiedzy czy na potencjalne spotkanie z bezmózgą amebą? Mózgu, odpowiedz mi szybko, masz trzy sekundy.

3 komentarze:

  1. Z ciężkim sercem stwierdzam że lodowy mi się bardziej podoba. O ironio co pchasz mnie do ognia czemu się mną bawisz? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejns osoba, która mnie kocha bardziej. Ari umrze w moim blasku, przygnieciony przez fangirlsy xD

      Usuń
  2. To ja powiem że bardzie odpowiada mi Ari, mimo wszystko ten zwierz jest według mnie najbardziej uroczy :D Ale rozdziały pisane z perspektywy Juliena też mi się bardzo miło czyta, w zasadzie tak miło jak Ariego, bo obie perspektywy kocham. A co do rozdziału... Ładnie lodowy się załatwił, a raczej ktoś go załatwił, że biedak musiał aż sięgnąć po fluid xD Współczuję Ci, chłopie xD Sama nie przepadam za zakładaniem tego kosmetyku (a muszę :')), znam ten ból ^^"""

    OdpowiedzUsuń