Kobieta przede mną wydawała się
przejawiać takie samo zdziwienie, co ja. Tak więc, no... pewnie
przyszła do Ariana, to pewne. Ale kto to był?
- Dzień dobry... - przywitałem ją,
lekko pochylając głowę ku dołu.- Dzień dobry, jesteś pewnie znajomym Ariana, prawda? - uśmiechnęła się do mnie miło, na co ja od razu zrobiłem jej miejsce, by mogła wejść.
- Tak, proszę, nie ma go teraz w domu, ale niedługo powinien wrócić – odprowadziłem ją wzrokiem i w końcu zadałem decydujące pytanie. - Przepraszam, ale kim pani jest?
- A przepraszam, gdzie moje maniery. Jestem jego mamą, ale proszę mów do Rebecca – znów się do mnie uśmiechnęła, na co na poczułem się tak, jakbym zobaczył ducha.
Co było z tą kobietą nie tak? Miałem
uwierzyć, że tak miła i ułożona osoba wydała na świat takiego
buca, jak Ameba? Nie byłem w stanie dostrzec choć odrobiny
podobieństwa między nimi. Właśnie stała przede mną jego matka,
która nie dość, że grzecznie się przywitała to jeszcze miała
do mnie od samego początku dobry stosunek... a może Ariego
podmienili w szpitalu? W każdym razie musiałem doprowadzić się do
porządku, bo zaczęła mi się dziwnie przyglądać.
- B-Bardzo miło mi panią poznać,
ja jestem Julien Fia... Od niedawna mieszkam razem z Arim –
uśmiechnąłem się lekko.
- Arian nie mówił mi, że z kimś
mieszka... Jesteście "przyjaciółmi"? - zaakcentowała
wyraźnie ostatnie słowo.
- Co? Nie, nie, nic z tych rzeczy.
tylko tutaj mieszkam... - odrobinę się zmieszałem.
Co to w ogóle za pytanie? Czy kiedy
się z kimś mieszka musi to oznaczać związek z tym kimś? Tyle
ludzi wynajmuje pokoje, przyjmuje współlokatorów, by poprawić
swoją sytuacje finansową i nikt z zewnątrz ich o to nie pyta...
Jednakże to o czymś świadczyło. Czy to znaczy, że o wszystkim
wiedziała? Wiedziała o tej skrzywionej orientacji? I to
akceptowała?
- Och... Wybacz. A już miałam
nadzieję, że mój syn wreszcie sobie kogoś znalazł.
- Nic się nie stało, naprawdę.
Ale byłem pewien, że on to co chwilę sobie kogoś znajduje...
- Z nikim jeszcze nie mieszkał i o
nikim nie myślał poważnie... Myślałam, że może tym razem jest
inaczej. Cóż... To, że znalazł sobie współlokatora to i tak
dla mnie spore zaskoczenie. Ari jest raczej niezależny.
- To już zauważyłem, ale jak
widzi Pani... udało mi się odgruzować to mieszkanie, a nawet
sprawić, że kupuje herbatę. Może się Pani napije? -
uśmiechnąłem się szerzej.
-Z chęcią - uśmiechnęła się
pogodnie. - Rzeczywiście mieszkanie wygląda o wiele przytulniej. A
Arian gdzie? Mam nadzieję, że nie w pracy...
Praca Ariana, znowu... jakiś cholerny
temat tabu. Dlaczego nie chciał mi powiedzieć?
- Nie, wysłałem go do sklepu po
pieczywo i coś słodkiego – wyjaśniłem kierując się do
kuchni, gdzie przed wstawieniem wody na gaz, wyłączyłem jeszcze
piekarnik. - Powinien niedługo być z powrotem, także proszę
poczekać, przy okazji załapie się pani na obiad.
- Z chęcią poczekam. Więc... może
opowiesz mi coś o sobie? Pracujesz, studiujesz?
- Studiuje na tym samym kierunku co
Arian, ale jednocześnie szukam pracy na weekendy. Jestem tez
wolontariuszem w schronisku, więc ciężko mi będzie to wszystko
ze sobą pogodzić, a pracodawcy rzadko kiedy są wyrozumiali.
- To rzeczywiście masz sporo pracy.
Masz jakieś preferowane zajęcie? Mogłabym podpytać znajomych
jeśli chcesz.
- Jest Pani bardzo miła, ale
podziękuję. Chcę znaleźć coś sam, całe życie nikt mi nie
będzie pomagał. I przepraszam jeśli brzmię niemiło, po prostu
chcę się usamodzielnić. Wprowadziłem się tutaj, żeby trochę
uciec od rodziców, rozumie pani – zalałem oba kubki z herbatą,
a także jeden z kawą specjalnie dla Ameby. Miałem takie
przeczucie, że zaraz tu się pojawi.
Mamusia Ariego jest cudowna, nie to co ta bestia Julka. Ona wie o pracy syna? I nie ma nic przeciwko nie do końca legalnego obijania się po pyskach? Kochany, nawet kawusie zrobił płomykowi.
OdpowiedzUsuń