Wziąłem z blatu kawę i zagrzałem ją w dłoniach odpowiednio, bo zdążyła już przestygnąć. Ruszyłem do salonu całkiem już spokojny, bo muszę przyznać, ze kiedy obudziłem się i nie było przy mnie Juliena to nieco się wystraszyłem. Sam nie wiem dlaczego, tak zwyczajnie, z czystego przewrażliwienia już chyba. Miałem niejasne, siedzące gdzieś z tyłu czaszki przeczucie, że jest dobrze tylko przez chwilę i zaraz coś się znów spapra. To było okropne i męczyło mnie zwyczajnie.
- Tata cię pozdrawia i życzy wesołych świąt - oznajmił białowłosy, kiedy siadałem obok niego.
- To fajnie... - zacząłem, odstawiłem kubek i przyciągnąłem go do siebie, żeby posadzić go sobie na kolanach i wtulić się w niego. - Nie znikaj mi tak z łóżka... Nie pozwalam - wymamrotałem ziewając.
Julien zaśmiał się i był to naprawdę cudowny dźwięk. Chłopak zaraz przekręcił się w moich ramionach i musną ustami moje czoło. Ja jednak szybko odnalazłem jego usta. Nie na długo, ale na tyle, żeby porządnie się z nim przywitać.
- I tak lepiej - stwierdziłem sięgając po kubek z kawą.
Julien dalej siedział mi na kolanach, lekko oszołomiony, ale nie protestował. Wyglądał jakby się and czymś zastanawiał, ale i na raczej zadowolonego.
- Więc czego dokładnie chciał mój przyszły teść? - spytałem i z radością zarejestrowałem to jak oczy chłopaka rozszerzają się w zdziwieniu, ledwie usłyszał moje słowa.
Oj tak, znalazłam nowy powód do kilku żartów, które miały sprawić, że policzki mojego tlenionego konusa, zapłoną rumieńcem. Już widziałem miny tego bydłopodobnego zbiegowiska, które nazywał znajomymi. To będzie iście piękne... Trzeba tylko było Julcię zapytać czy ma zamiar od tak powiedzieć innym, ze jednak go kręcę, czy raczej będzie wolał to trzymać w sekrecie... Cieszyłem się, że ja nigdy nie miałem takich dylematów. Lałem na to, kto i co o mnie mówił, nawet jeżeli moja orientacja i ekscesy łóżkowe były powodem takiej ilości plotek, że można by z tego trzy tomy spisać.
- Zaprosił mnie na kolację - oznajmił Julien i nieco zsunął się, choć dalej siedział blisko, pozwalając, żebym objął go ramieniem.
- Pójdziesz?
- Tak... raczej... To jednak święta. Czas na wybaczanie, godzenie się... Na pewno wszystko się poukłada - powiedział, choć w jego głosie nie było aż takiej pewności. Nie dziwiłem się. Harpia była na niego nieźle cięta i nieco wątpiłem, że od tak odpuści i będzie grać kochającą mamusię.
- A ty? Jedziesz do mamy? - zapytał.
Szczerze to było naprawdę dziwne... Tyle czasu, a my nie mieliśmy okazji nawet spokojnie pogadać o naszych planach na te kilka świątecznych dni. Najpierw dziewczyna Juliena, później kłótnia i dni z kategorii dna... Boże Narodzenie, a wcale nie było go czuć. Nawet śniegu na dworze nie było, a jedynie wredny mróz, zupłenie jakby i pogoda postanowiła, że chuj bombki strzelił i świąt nie będzie.
- Tak. Jadę po Marikę i razem jedziemy do mojej matki - oznajmiłem na co chłopak zerknął na mnie pytająco. - Mówiłem ci, że znam ją od dziecka. Mieszkaliśmy w sąsiednich blokach. Wychowywała ją ciotka, w każdym bądź razie suka była tak milutka jak twoja matka, z tym, że ona jeszcze Mari zwyczajnie olewała, więc mała przesiadywała większość czasu ze mną i moją mamą. W rezultacie spędzała z nami też święta i tak już zostało, że jest dla mnie nieco jak przyszywana siostra, a przynajmniej moja mam tak to traktuje.
- Ciekawa z was rodzinka - znów uśmiechnął się pięknie.
- Tak, moja mama ma pecha do dzieci - skwitowałem ze śmiechem. - W każdym razie zjemy coś razem i muszę się zbierać. Znając Mari spode jej domu będę jechał tirem... - skrzywiłem się na myśl o wszystkich tych pudłach z prezentami, których Mari znów nawiezie i tej jej śmiesznej sałatce z ryżem i ogórkiem, która nie stałą nawet obok czegoś takiego jak pieprz.
- Wrócisz po kolacji do domu? - spytał jeszcze białowłosy i wstał, żebyśmy razem mogli skierować się do kuchni.
- Pewnie - stwierdziłem z uśmiechem.
No to sporo rozdziałów się przewinęło że aż trzy tomy. :) Mam nadzieje że będzie dobrze. <3
OdpowiedzUsuń