poniedziałek, 4 września 2017

Rozdział XVII - Ogonki i inne słodkości (+18)

Julcia wreszcie przystopował nieco ze zmianami klimatycznymi i dało się go zaciągnąć między ludzi. Na szczęście żadna mało wyparzona japa nie rzuciła już imienia brunecika z moich obecnych koszmarów. Tia... wlókł się ten kurwiszon za mną jak smród za gaciami. Jak to dobrze, że ludzie nauczyli się, że przy mnie drażniących mnie tematów się nie porusza, bo wtedy ktoś szybko dostaje w ryło i jest wielki płacz.
Julien w końcu dał się namówić na kilka drinków, słabych oczywiście tak, że ledwie się to nieco różniło od zwykłego soku, ale i tak humorek mu się jeszcze poprawił. Do tego Marika z Edith go zagadały nieomal na śmierć, ale chyba mu się to nawet podobało. Nie, żeby mnie się podobał fakt, że zostało mu coś z zamiłowania do zerkania w pokaźne biusty. Ja za to podnosiłem na duchu Andy'ego, który zwyczajnie się w końcu spił, jak idąca na ubój świnia. Owszem miał do tego pewien powód, no ale bez przesady, a tak tylko wszystko pogarszał, ale co ja się będę wtrącał. Życie zacząłem jako tako układać dopiero przy Julienie, a i to od niedawna przecież...
Impreza jednak jakoś szła i szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał trzeba było pozbierać co bardziej schlane towarzystwo, a i samemu ruszyć do domu. Wsiadłem więc na Lalunię, a Julien po pożegnaniu się z Mari do mnie dołączył i tak ruszyliśmy w stronę domu. Niezbyt szybko, bo dostałem ochrzan na wstępie odnośnie tego, że przecież miałem wypadek. Ostatecznie jednak białowłosy wtulił się we mnie mocno, rozpraszając mnie nieco podczas jazdy. Z maszyny zeszliśmy pod domem w wyraźnie dobrych nastrojach. Nawet Julien szeroko się uśmiechał, choć dzionek łatwy dla niego nie był.
- I co? Było aż tak źle czy jednak dalej myślisz o sprowadzeniu na ludzkość kolejnej epoki lodowcowej i mam szukać mamutów? - spytałem i złapałem go w pasie, żeby pociągnąć w stronę domu. Było zimno, a jazda motocyklem sprawiała przeważnie, że Julien zwyczajnie marzł.
- No dobra, może nie było aż tak całkiem źle - odparł, obejmując mnie ręką w pasie w taki sposób, aby zaraz wsunąć palce do mojej tylnej kieszeni spodni. - Zawsze może być lepiej - dodał z uśmiechem, który bardzo mi się spodobał.
- Uuu...~! Lepiej? A jak bardzo lepiej? - złapałem go i przyciągnąłem do siebie jeszcze zanim przekręciłem klucz w zamku.
Julien roześmiał się i jego druga dłoń wsunęła się do drugiej kieszeni na moim pośladku, po czym pocałował mnie krótko w usta.
- O wiele, wiele lepiej - stwierdził.
- Ariemu się podoba... Ari lubi - wymruczałem i wciągnąłem go do mieszkania. Zamknąłem drzwi z piłkarza i zacząłem skubać Julcię po szyi. Oj tak... lubiłem smak jego chłodnej skóry. Mój kochaś zaś w pierwszej kolejności wtulił nos w zagłębienie mojej szyi, a gdy złożył już na niej krótki pocałunek, położył ręce na moich ramionach i nieco się odsunął, ku mojemu niezadowoleniu.
- Ale nie tak od razu - zamruczał, raz jeszcze muskając moje usta.
- A niby dlaczego nie od razu? - miętosiłem z zapałem jego pośladki, przyciskając tym samym jego biodra do swoich.
- Bo cię ładnie proszę, żebyś zaczekał. Mam dla ciebie coś, co powinno ci się bardzo spodobać - wręcz wymruczał, naciągając palcem moją koszulkę.
- A gdzie mam poczekać? I dlaczego tak długo? - znów przyciągnąłem go bardziej do siebie i skubnąłem jego jasne uszko.
- Jeszcze nie powiedziałem, jak długo - złapał mnie za podbródek, by nakierować moje spojrzenie na siebie i namiętnie mnie pocałował, przesuwając ukradkiem językiem po moim podniebieniu. - Możesz w salonie, tylko grzecznie i nie podglądaj.
- Ale to i tak będzie za długo! Stęsknię się i uschnę! - lamentowałem straszliwie, ale pozwoliłem się Julci odsunąć.
- Nic ci nie będzie, jak poczekasz kilka minut. To wymaga czasu - poklepał mnie po głowie, jak grzecznego pieska i udał się do naszej sypialni.
- Pospiesz się, bo mi pochodnia stygnie! - wydarłem się i usiadłem prawie grzecznie na kanapie w salonie. Prawie bo zrzuciłem z siebie nadmiar ubrań, które mi teraz cholernie przeszkadzały. Po głowie chodziły mi różne rzeczy, ale nic nie wydawało mi się na tyle prawdopodobne, bym nie zastanawiał się dalej, cóż on takiego tam robi. Moja cierpliwość była taka, że niemal jej nie było, więc czekanie zdawało mi się wiecznością... Kiedy jednak Julien wreszcie wparadował do salonu dech mi zaparło. Chłopak patrzył na mnie lekko, przygryzając wargi, a jego oczka skrzyły się ślicznie w zarumienionej buzi. Ubrany był w moją starą koszulę.. tylko w nią, bo kiedy odwrócił się do mnie bokiem i lekko wypiął widziałem jego nagie pośladki, a między nimi.. ogonek! Koci, puszysty ogon. Aż na ten widok zamruczałem.
- No takie kociaki, to ja rozumiem! - rzuciłem i przyciągnąłem go do siebie, żeby posadzić na swoich kolanach okrakiem i wpić się mocno w jego usta.
- Prezent od Mariki nie mógł się przecież zmarnować - uśmiechnął się szeroko, po czym odwzajemnił pocałunek. - W dodatku to takie dziwne, bo to nie ty.
- Oj... niedługo będę ja... ale najpierw nieco cię podręczę... Takimi rzeczami się bawić... Beze mnie... - złapałem ogonek u nasady i zacząłem lekko nim poruszać. Lekko w bok, później drugi, szarpnąłem lekko i znów wsunąłem głębiej do wnętrza Juliena. Niemal od razu z jego ust wydobył się jęk. Zagryzł jednak szybko dolną wargę co niezbyt mi się podobało. Lubiłem jak pokrzykiwał, lubiłem jego głosik...
- Brakuje obroży, szkoda - stwierdził i sapnął głośno kiedy znów mocniej poruszyłem jego ogonkiem.
- Kiedyś ci kupię taką z dzwoneczkiem - rzuciłem i znów wpiłem się w jego usta, tym razem zmuszając go by lekko się uniósł i bym mógł tym samym zsunąć z siebie bokserki... Jak dobrze, że ze spodniami uporałem się wcześniej.
Jeszcze chwilę bawiłem się ogonkiem sprawiając, że Julienowi coraz trudniej było się kontrolować. W końcu jednak wyciągnąłem zabawkę i wylądowała obok łóżka, a ja ułożyłem mojego niegrzecznego słodziaka na kanapie i nakryłem go swoim ciałem by w pośpiechu znaleźć wejście do jego gotowego już na mnie wnętrza. Białowłosy wygiął się pięknie w moich ramionach, a ja zacząłem skubać jego obojczyk i szyję, poruszając się w nim jednocześnie tak, że z jego gardziołka wymykały się kolejne słodkie jęki. Nie pozwoliłem mu tłumić tych przecudnych odgłosów dłońmi, które ostatecznie skrępowałem mu ponad głową, mocno je trzymając.
- Jesteś przesłodki - wymruczałem biorąc go szybciej, ale wciąż rytmicznie, napawając się jego słodką, czerwoną buźką i włosami rozsypanymi po poduszce. Widok ten był jeszcze rozkoszniejszy, bo całą resztę zaczęły skrzętnie ukrywać kłęby unoszącej się z naszych ciał pary. Był więc tylko Julien... mój słodki zmarzluch, bez względu na to jak nienawidził tego przezwiska.
Nadeszła długa chwila wypełniona wzajemnymi pieszczotami, bo w końcu uwolniłem jego dłonie. Szybko przeniósł je na moje pośladki, na których mógłbym przysiąc, że zostaną mi krwawe ślady po jego pazurkach. Poczułem jak ciało Juliena spina się mocno ostatni raz, a i ja szybko dołączyłem do niego, sięgając spełnienia i oboje opadliśmy na zmiętą kapę, która zazwyczaj leżała ładnie i równo na całej długości siedziska.
- No... to ja tu zostaję... - stwierdziłem, pewnie tuląc policzek do jego klatki piersiowej jak do poduszki. Chłodnej i wilgotnej od skraplającej się pary i potu, ale idealnej...
Julien zaśmiał się krótko, wciąż łapiąc słodko oddech.





Siedziałem w salonie i czytałem nowo zakupione pisemko motoryzacyjne. Ot kilka nowinek ze świata mojego i Laluni, z którego Julien niezbyt wiele rozumiał, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Był czwartek... nudny czwartek kiedy to nie miałem nic do roboty. Nawet Tarix siedział cicho i nie wołał mnie do kolejnej roboty. Kasa się jak najbardziej po ostatnim zgadzała, wiec uznał pewnie, że nie warto mnie znów wkurwiać. Do tego Julien wybył się na zakupy swoją puszką... A to oznaczało, że zanim wróci, zdążę tu korzenie zapuścić, ale cóż... zdarza się.

1 komentarz:

  1. Zaczyna się ładnie. Nie wyobrażam sobie Ariego jako pocieszyciela. 0.o Co ty, już jeden mamut jest, taki z ciemna czupryną. Lepiej? Coś ten Julek kombinuje... No nie, Ari jest tu głodny i potrzebujący a ten zawraca mu głowę jakimiś badziewiami. Wow, jaki burek grzeczny. Chyba terapia działa. Chwasty znikają. Aha... ciekawy pomysł. Zabawka fajna, ale rzeczywiście bez obroży to trochę słabo. :> Za słodko. :D
    Biedny Ari, czeka grzecznie na swojego kociaka. Naucz się cierpliwości. ;)

    OdpowiedzUsuń