wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział XVI - W kwestii czułości... (+18)

Miałem zamiar zamówić coś mocnego do picia, zjeść byle co, wziąć prysznic i tak oto spędzić wieczór. W samotności i spokoju. nie było mi to jednak dane, bo usłyszałem pukanie do drzwi. Naprawdę miałem nadzieję, że to ta recepcjonistka, która szczerzyła się do mnie jak klecha na pełną kopertę. Mógłbym zwyczajnie ją spławić i byłoby po sprawie. Jak się jednak okazało za drzwiami stał nikt inny, tylko Julien.
- Czyli dała ci adres... pięknie - warknąłem "na powitanie".
Jeszcze tego mi brakowało. Kolejnej kłótni, bo ta ruda cholera nie umiała trzymać jęzora za zębami. Następnym razem zaszyję się w jakiejś dziurze na drugim końcu miasta. 
- Mi też miło cię widzieć. Co ty tu robisz? - spytał.
- A co zazwyczaj robi się w pokojach hotelowych? - prychnąłem.
- Ari... Ale powiedz, że jesteś tu sam... - zaczął i spojrzał na mnie z mieszaniną podejrzliwości i niepewności.
- Serio...? - wypaliłem. Miło było się dowiedzieć jak niskie ma o mnie mniemanie... Tak, oczywiście, zwiałem, żeby się z kimś pieprzyć, tak na złość jemu... - Nie no... oczywiście, że nie jestem sam. Jak chcesz to wejdź i zobacz. Chowa się pod łóżkiem. Drugiego mam w szafie..
- Proszę cię - prychnął i wprosił się do środka. - Zawsze musisz uciekać? - spytał, mierząc mnie wzrokiem.
- Nie uciekam. Zwyczajnie zrobiłem ci miejsce, jeśli masz mnie tak dość - wyjaśniłem i zamknąłem za nim drzwi.

- Wcale nie mam ciebie dość. A ty nigdy nie dasz mi dokończyć, zawsze się odwracasz i - odwrócił się do mnie przodem, wyrzucając ręce w powietrze. - Znikasz! Pamiętasz jakie bagno wyszło wtedy, gdy źle odczytałeś moje intencje przy pocałunku? Brajanek i cała reszta, nie? Więc do cholery przestań zabierać dupę w troki.
- Sam mi to zasugerowałeś i to dość dobitnie! - warknąłem, wciąż rozjuszony ostatnią rozmową. - Czego ty ode mnie chcesz, co? I tak się składa, że tym razem nagadałeś się aż za dużo.
- Wcale nie! Nie chciałem tego. Chciałem tylko, żebyś mi powiedział i przestał słodzić od tego cholernego zmarzlucha. Nienawidzę tego... - fuknął i skrzyżował ręce na piersi.
Myślałem, że zacznę się zwyczajnie śmiać. Znowu było to samo...
- I tak nagle, zwyczajnie z dupy, ci się to ubzdurało? Poza tym jak to było? A tak... źle, że cię przeprosiłem. Powinienem się odwrócić i wyjść, bo przecież znasz mnie najlepiej i dokładnie wiesz, jak powinienem zareagować. Odwróciłem się i wyszedłem, to znów źle, bo nie o to ci chodziło! Może ty się zastanów czego do chuja ciężkiego chcesz, co?
- Ari, nie - wziął głęboki wdech, chyba, żeby się opanować. - Możemy kontynuować na spokojnie?
- Na spokojnie? - prychnąłem. - Jakoś wątpię, że to będzie takie proste, ale spoko... Próbuj.
- Po prostu się zmieniłeś, zasiedziałeś - tłumaczył. - Takie odnosiłem cholerne wrażenie. Jednocześnie jednak tak strasznie irytujesz mnie tą swoją "pracą". I nazywasz mnie tym okropnym zmarzluchem, którego tak nienawidzę, jakby ci się płyta zacięła, ale nie mówiłem ci o tym wcześniej, bo nie chciałem wyjść na jakiegoś złamasa. I zachowujesz się jak dzieciak, kiedy uciekasz z domu. Nie odbierając komórki. Dziesięć razy pod rząd! - pokazał mi odblokowany ekran z listą wybranych numerów. Widniały tam na przemian moje i Mariki.
Westchnąłem ciężko, żeby choć nieco się opanować.
- Czy ty siebie słuchasz? - zacząłem. - Zasiedziałem się? Spędzenie z tobą tego tygodnia w domu nazywasz zasiedzeniem się? Sądziłem, że ci to odpowiada, że tego chcesz. Jak wolałeś biegać po imprezach to trzeba było mówić! Albo jeszcze lepiej, może to ja sam miałem sobie wychodzić, mając cię w dupie? Co do zmarzlucha to też wystarczyło mi do cholery jasnej powiedzieć, że ci się to nie podoba. Może i w twoich oczach dalej jestem amebą, ale potrafiłbym to zrozumieć i nie miałbym z tym żadnego problemu! To tobie nagle wszystko przestało odpowiadać! Ponoć to ja się zmieniłem, a tym czasem ty zwyczajnie warczysz i rzucasz się, zamiast cokolwiek normalnie mi powiedzieć. Co do mojej pracy, to nie mówiłem, bo wiem jak zareagujesz... A raczej podejrzewałem, bo na chwilę obecną nie mam za chuj pojęcia czego ty chcesz i jak ci się poprzestawiały priorytety...
Miałem tego dość... Zarzucał mi zmianę, a sam stał tu i warczał na mnie. Znowu! Zamiast dać mi cokolwiek do zrozumienia, zwyczajnie szukał zaczepki. Gdyby jeszcze kilka dni temu ktoś mi powiedział, że dojdzie do czegoś takiego, wysłałbym go do psychiatry, dając bilet w jedną stronę.
- Nie jesteś... - spuścił głowę, łapiąc się za czoło. - Przepraszam.
- Po prostu mniejsza... - westchnąłem znowu, bo czułem, że nie mam już na to sił i usiadłem ciężko na łóżku.
- Zwyczajnie stęskniłem się za tą bardziej wybuchową częścią twojej natury. Mimo wszystko lubię ją i nie chciałbym, żebyś już na zawsze obchodził się ze mną, jak ze szklanką - westchnął, po czym zbliżył się do mnie i bez ostrzeżenia po prostu przytulił.
Przymknąłem oczy. Naprawdę nie wiedziałem co robić.
- Julien... - odezwałem się, starając się pozbierać myśli i nie warczeć bez potrzeby. Najwyżej znów mi nawrzuca, że ciepłe kluchy ze mnie... - Ja wybucham jak mam do tego powód. Kiedy jest spokój, nikt mnie nie wkurwia i nie wyprowadza z równowagi, to nie biegam po domu, rzucając wszystkim co mi się nawinie. A to, jak się z tobą obchodzę, to zwyczajnie dlatego, że mi na tobie zależy. Co w tym trudno zrozumieć?
- Zwyczajnie nie jestem z porcelany i chcę, byś to zrozumiał. Dzięki za troskę, naprawdę, doceniam ją, ale powinieneś rozumieć o co mi chodzi.
- Właśnie nie rozumiem - załamałem ręce - bo do tej pory nie mówiłeś nic na temat tego, że coś ci nie odpowiada.
- Traktujesz mnie trochę, jak jajko - stwierdził. - Trochę jakbyś zapominał, że też jestem facetem.
- A co miałem niby robić, co? - spytałem, dalej się gubiąc. Nie wiem, uraziłem jego męskie ego czy co? O to chodziło? Tylko co to miało do tego, co się działo? - Jak pożarłeś się z matką w Wigilię, to miałem cię dobić? Przelecieć cię jak się spiłeś? Kurwa... jak do Laluni mówię z czułością, to nikogo to nie dziwi, a ty masz problem, kiedy okazuję ją tobie. Jesteś do cholery ważniejszy dla mnie niż to, jaki film oglądam czy jak mam meble poustawiane w mieszkaniu. Taki już jestem. Dbam o swoje.
- To dbaj, ale nie jestem jajkiem. Nie stłukę się - powiedział i oparł policzek o moje ramię, co nieco mnie rozproszyło.          
- Dobra, dotarło to do mnie - burknąłem, mając nadzieję, że wreszcie wszystko wróci do jakiej takiej normy...
- I co, dalej się gniewasz? - spytał, a jego dłoń lekko zabłądziła na mój brzuch. Nie wiem czy było to celowe, ale spodobało mi się... Bardzo. Mimo wszystko jego obecność i przyjemny chłód ciała sprawiały mi sporo przyjemności. Cholernie zdążyłem się za tym stęsknić.
- Nie wiem... To zależy jak ładnie poprosisz, żebym się już nie gniewał - stwierdziłem i zaczepnie położyłem mu dłoń na udzie.
Julien dopiero teraz się odsunął, by następnie usiąść mi na kolanach. Oczywiście nie bokiem, a okrakiem i w dodatku bardzo blisko bioder. Następnie położył dłonie na moich policzkach i namiętnie pocałował mnie w usta.
Złapałem go za pośladki i gwałtownie do siebie przyciągnąłem. 
- Idziesz w zdecydowanie dobrą stronę.... - wymruczałem.
- Wiem - uśmiechnął się i zwyczajnie przewrócił mnie na plecy, żeby zaraz pochylić się i znów wpić w moje usta. 
Podobało mi się to coraz bardziej... Pospiesznie wsunąłem dłonie pod jego bluzkę, żeby ją z niego zaraz zdjąć. Po chwili jednak, z głośnym warknięciem, rzuciłem go na łóżko i zwisłem nad nim, majstrując przy jego spodniach, które zaczęły mi cholernie przeszkadzać.
Kolejne ubrania lądowały gdzieś koło łóżka, a nasze ciała coraz bardziej różniły się temperaturą. Spieszyło mi się cholernie z każdym kolejnym pocałunkiem. Wszystkie nagromadzone w ostatnim czasie emocje, całą złość, zmieniły się teraz w rządzę... Nawet przez myśl mi nie przeszło, by tym razem silić się na delikatność. Zwyczajnie go chciałem, tu i teraz, a on nie protestował. Nawet kiedy odwróciłem go do siebie tyłem, zmusiłem, by wypiął się w moją stronę i wszedłem w niego mocno.

1 komentarz:

  1. Tak dokładnie wścieklizno, dostał adres i mam nadzieję że mała zamieć nie odpuści tym razem i odpowiednio podejdzie do sprawy, albo chociaż skłoni go żeby wrócił do domu. Nie musiał wyskakiwać z tym towarzystwem, już raz to przerabiali i chyba tylko skończony idiota by popełnił ten sam błąd. Ten sarkazm, mógł sobie to naprawdę odpuścić... Bardzo dobrze, nie odpuszczaj tej patelni. Ta rozmowa przebiega dobrze, oby dobrze się zakończyła. Czy ten kociak kiedyś zrobi coś takiego żebym mu cisnęła? Chyba nie. Udało się dojść do porozumienia, chyba. :3

    OdpowiedzUsuń