- Pieszczoszku, coś się stało? - spytała i nie czekając na odpowiedź po prostu wciągnęła mnie do środka. Byłem jej za to wdzięczny, naprawdę nie chciałem odpowiadać w progu.
Zagryzłem więc wargę, ściskając również mocno ręce.
- B-Bo my dzisiaj z... Arim... - zamknąłem oczy, karcąc się w duchu za to, jak załamuje mi się głos.
Dziewczyna zareagowała natychmiast, prowadząc mnie do salonu. Boże, Mari... przecież ja jej będę tyle winny... naprawdę chciała mnie słuchać...
- Spokojnie, weź głęboki oddech... - poprosiła, gdy usiedliśmy razem na kanapie. - Teraz powiedz mi, co się stało... - pogłaskała mój policzek dłonią, którą zaraz objąłem swoją nie będąc pewny, czy chcę by kontynuowała czy raczej się odsunęła.
- Złapałem go z jakimś f-facetem w łóżku... - szepnąłem, ściskając mocniej jej dłoń.
- Och... Arian... - westchnęła ciężko, kręcąc głową. - Ja mu kiedyś kark przekręcę... a tak dobrze się trzymał... Stało się coś między Wami?
- Dzisiaj rano... my... - pociągnąłem nosem. - C-Całowaliśmy się... I potem on się wkurzył... I wrócił z jakimś... uh, kurwa mać - jęknąłem, opierając czoło na kolanach, zginąć się w pół i próbując pozbierać myśli.
- Nie rozumiem... Od dawna Ari tego bardzo chciał... dlaczego miałby się zdenerwować... Powiedziałeś coś albo on zrobił coś nie tak?
- Ja po prostu nie chciałem, żeby mnie dotykał... Gdyby nie pchał tych łap...
- Ojejku... Chyba wiem w czym rzecz... Widzisz, Pieszczoszku, Ari niezbyt dobrze zniósł poprzedniego kosza... A teraz... wydaje mi się, że twoja odmowa została potraktowana... kompleksowo... - wyjaśniła pośpiesznie, starając się chyba wybrać najdelikatniejsze słowa.
- - Ale nie zrobiłem tego gwałtownie, więc liczyłem, że... - urwałem, nie bardzo wiedząc, jak pochwycić temat dalej. - Nie wiedziałem, że przyjdzie z kimś innym... - znowu przygryzłem wargę i wtedy moją głowę naszła myśl, która nigdy wcześniej nie była tak silna. Owszem, bywała już nie jedna tego typu tego dnia, ale... po raz pierwszy poczułem to tak mocno, zdecydowanie i... chyba właśnie zrozumiałem, dlaczego tak źle się z tym czułem. - Mari, nie chce widywać go z innymi... - szepnąłem, protestując się i plącząc ze sobą palce u rąk.
- Pieszczoszku, ja ci bardzo chętnie pomogę, ale musisz mi odpowiedzieć na jedno, ważne pytanie.
- Co? Pomożesz? - spojrzałem na nią. - Jak? Jakie pytanie?
- Czy ty coś do niego czujesz..? Ale tak naprawdę i szczerze, dobrze się zastanów...
Poczułem się jeszcze dziwniej niż do tej pory. Przyszedł czas na rachunek sumienia..? Nie, proszę, błagam, niech ona nie każe mi mówić tego calego mętliku, który zagościł w mojej głowie... Czy ja coś do niego czułem..? Czy ja... ja... coś czułem...
- N-Nie wiem... - odparłem, czując się coraz żałośniej. - Mari... kiedy Aisha mnie pocałowała nie poczułem... to było tak obojętne, że aż przykre...
- Dobrze... wystarczy, rozumiem - odgarnęła mi włosy za ucho, a ja dopiero teraz poczułem, że powoli zaczynam się uspokajać. Naprawdę ją uwielbiałem... - Zaraz zrobię ci coś do picia, tylko zadzwonię, bo miałam wyjść.
- A-Ale to żaden problem, możesz wyjść, nie przejmuj się mną, poradzę sobie, popilnuję ci domu... - powiedziałem tak szybko, jakby już mi uciekała.
- Zwariowałeś? Uważasz, że Cię tak po prostu zostawię? Jesteś mi bliski, Pieszczoszku, a bliskim się pomaga - odparła i odwróciła się na pięcie, po czym wyszła z pokoju z telefonem w ręku.
I jak nie kochać tej dziewczyny? Dla mnie zmieniła swoje plany... Dla mnie! Nawet teraz, kiedy minął mi okres szaleńczej miłości do Mariki, strasznie mnie to cieszyło. Ufała mi, naprawdę. I szczerze darzyła sympatią. Jestem jej coś winny, to pewne.
- Mari, dziękuję - spojrzałem na nią takimi wielkimi oczami, jak jakieś szczenię, gdy tylko wróciła. - Jesteś kochana.
- Nie ma za co - uśmiechnęła się słodko. - To czego się napijesz? Kakao, kawa, a może likierek? Paul przywiózł mi taki pyszny, orzechowy.
Paul? Jaki Paul? Dobrze, nie, nie będę wnikać... lepiej nie.
- Ja już nie... a w sumie, możesz dać likier - zwinąłem koc z kanapy i zarzuciłem go sobie na nogi, znowu było mi zimno. To oznaczało, że emocje już trochę opadły, bo zaczynałem czuć własny chłód. Biedna Marika, przecież ona przy mnie zamarznie. Ja sam także zmaraznę, nie to co przy Arim... Przy nim było ciepło... - Pewnie teraz zabawia się z nim w najlepsze... - mruknąłem jeszcze cicho.
- Nie ukrywam, że to... możliwe - podała mi wysoki kieliszek z gęstym likierem. - I tak bardzo długo wytrzymał... Szkoda tylko, że jak zwykle zamiast poczekać i pomyśleć, zapalił się i zaczął warczeć po swojemu. Cały Arian. Dosłownie jak ogień, jak zawieje tak go nosi.
- Niech ja tylko zobaczę tego brunecika jeszcze raz... - warknąłem ze spojrzeniem wbitym w likier, a ten zamarzł od razu na kość. - Tak perfidnie się śmiał...
- Spokojnie kochany... Już moja w tym głowa, żeby Ari był tylko twój. A co do ewentualnych konkurentów, to nie tylko Ari wie, jak ukryć zwłoki - dalej słodko się do mnie uśmiechała, a ja przez chwilę nie wiedziałem, jak zareagować.
- Ale ja nie chcę, żeby on był mój... to skomplikowane...
- Uczucia zawsze są skomplikowane. Tak już jest i będzie. Ari jest dla ciebie ważny... Ty dla niego też tylko trzeba mu to uświadomić.
Znowu na nią spojrzałem, lecz tym razem sam czułem to, jak dziwnie musiały rozbłysnąć moje oczy, na dźwięk tych słów. Tak dziwnie... ucieszyłem się... jestem dla niego ważny... Czy to znaczy, że podświadomie chciałem, by tak było? Chciałem być dla niego ważny? Jakkolwiek by nie było... polepszył mi się humor, choć odrobinę. Gdyby tylko jeszcze móc cofnąć te wydarzenia sprzed paru godzin... może gdybym był bogatszy o tę wiedzę, wszystko potoczyłoby się inaczej? Być może nawet bym go nie odsunął i teraz nie musiałbym prosić się o nocleg u Mariki... Tak, wszystko mogło pójść zupełnie inaczej.
Siedzieliśmy tak popijając likier dosyć długo, obgadując przy tym pół świata. Rozmowa była absolutnie o wszystkim, bo przecież po ponarzekaniu na Amebe trzeba było zejść na bardziej przyjemne tematy. Zeszło więc na naukę, pracę, ostatnie miłe wydarzenia, partnerów, imprezy i z powrotem na Niego... Matko boska, "On" brzmi, jakby mówił o Czarnym Panu!
Położyć się miałem dopiero po upływie przynajmniej dwóch godzin i to właśnie wtedy znowu naszły mnie myśli o nim. Nie powinienem się przecież w ogóle do niego odzywać... ale czy to było jakkolwiek uzasadnione? Przecież on mnie nie zdradził, totylko chore urojenia... To tylko głupie uczucia... Niepewnie sięgnąłem po telefon i wystukałem do niego krótką wiadomość.
"Dobranoc."
Prędko odłożyłem telefon gdzieś na stolik i zamknąłem oczy, przyciskając mocno głowę do poduszki, chcąc jak najszybciej zasnąć i może choć trochę odpocząć. Może... Ale nie, bo zaraz usłyszałem wibracje telefonu. Sięgnąłem wbrew pozorom prędko po urządzenie i... zdębiałem. Arian... Nie... Nie dzwoń do mnie, nie odbiorę, a może jednak... Nie, na pewno nie... Zastanawiałem się zbyt długo. Komórka przestała dzwonić, a zamiast tego dostałem wiadomość.
"Wrócisz do domu?"
Bez wahania odpisałem.
"Nie."
Znów poczułem, że cały drżę, jakby zbierało mi się na kolejną falę płaczu. Przecież był teraz z... nim... kimkolwiek ten chuj był... Nie spodziewałem się kolejnej wiadomości, ale jednak. Natomiast jej treść... kompletnie mnie rozbiła.
"Jesteś na mnie zły?"
Nie odpisałem. Po prostu nie wiedziałem, niby jak? Tak czy nie? Byłem, ale co go to obchodzi..? Niech zajmie się obracaniem Brunecika. To mu najlepiej wychodzi.
Nastał kolejny dzień, a ja już od samego rana czułem się, jak skończony frajer bez chęci do życia. Musiałem wrócić do Jaskini Lwa... On tam będzie, co ja mu powiem? Co prawda Marika mi pomogła, udało nam się opracować jakiś "plan działania" na najbliższe dni, ale to chyba nie znaczy, że mam tam wejść i od wejścia powiedzieć mu prosto w twarz, że... "spałem" z Mari. Tak... to był ten nasz genialny plan, ale chyba od czegoś trzeba było zacząć. Jak to rudowłosa stwierdziła: "Sprawdźmy, czy mu naprawdę zależy"... jak mogłem dać się namówić?
Tak bardzo się bałem, gdy przekręcałem klucz w zamku mieszkania. Co zrobię, jeśli wejdę i zobaczę tego Skurwysyna? Albo mieszkanie będzie puste? Albo będzie sam Ari? Albo... jeśli na mnie naskoczy... Bałem się go? Nie, nie jego. Nigdy się go nie bałem, tu raczej chodziło o jego reakcję. Nie wiedziałem dlaczego, ale wciąż czułem się źle, a im bliżej Ariana tym gorzej. Ściskało mnie w żołądku, było mi zimno, denerwowałem się i byłem wściekły, a to wszystko na raz tworzyło tak niesamowitą mieszankę, że trzymając klucz miałem wrażenie, jakby przymarzał mi do dłoni. Na szczęście, to tylko wrażenie. Przełknąłem ślinę i pchnąłem drzwi z zamkniętymi oczami. Dobra... Bałem się.
Wracamy do mojego biednego pieszczoszka. :* To wiemy na czym stoimy, lodóweczka chyba wie czego chce. No złota kobieta. :D Umiejętności fajne ale bywają kłopotliwe, zwłaszcza jak się człowiek chce napić z rozpaczy. Bardzo dobrze, trzeba zrobić teścik i wszystko będzie dobrze. No nie bój się kochanie, będzie dobrze. <3
OdpowiedzUsuń