środa, 29 marca 2017

Rozdział X - Paraliż

Miło było zacząć dzień trochę inaczej niż zwykle. Co prawda poranna kawa i śniadanie nie uległy zmianie, jednak fakt, że nie robiłem tego sam wystarczająco podniósł mnie na duchu. Na uczelnię za to nie musiałem iść na piechotę, ani tłuc się komunikacją miejską, a dojechałem tam na motorze, oczywiście w towarzystwie mojego współlokatora. Co prawda przyprawił mnie samą jazdą o zawał co najmniej kilka razy, ale było to coś... nowego, innego. Nie zaplanowałem sobie wielkiego wejścia w nowe życie uwzględniając jazdę na tej całej Laluni, ale zawsze był to jakiś krok do przodu. No i nie miałem przy sobie komórki, no miodzio! Nie ma komórki, nie ma telefonów d matki i wszyscy byli szczęśliwi – ja, że nie muszę jej słuchać i Ari... że nie musi jej słuchać. Heh, tak, wybitnie nadepnęła nam obu na odcisk w ostatnim czasie. Ale zaraz, zaraz... czy ja właśnie w myślach zdrobniłem jego imię? Cholera.
Pod uczelnią dodatkowo poczułem się lepiej widząc Minami. Dziewczyna miała rude włosy spięte w dwa kucyki i duże, przepiękne, zielone oczy, które otoczone były koronką długich, czarnych rzęs. Tak, była naprawdę śliczna, a kilka słodkich piegów na jej policzkach tylko dodawały jej uroku. Uwielbiałem ją: jej śmiech, poczucie humoru, elokwencję oraz to, jak życzliwa i ciepła była do innych ludzi. No i kochała zwierzęta, mały ideał.
- Nawet fajna ta twoja koleżanka. Ma całkiem ładne płuca... - usłyszałem i od razu na niego spojrzałem. Mogłem się tego spodziewać...
- Jesteś taki płytki... ma cudowne oczy i idealne usta, a ty patrzysz tylko na biust... - zerknąłem na dziewczynę, która podeszła bliżej nas.
- Zostaniesz dzisiaj na tej dodatkowej godzinie? - spytała, patrząc na mnie tymi wielkimi oczami.
- Tak, zostanę. Ale będę potrzebował od Ciebie notatek z kilku ostatnich, nie nadrobiłem wszystkiego.
- Jasne, wszystko ci dam – uśmiechnęła się promiennie i odwróciła w stronę schodów. - Zajmę ci miejsce w sali.
- Dziękuję – odwzajemniłem uśmiech, spoglądając kątem oka na stojącego obok mnie Pana Amebę. - Rusz się, idziemy na salę – rozporządziłem i udałem się w ślad za dziewczyną.

Tak coś czułem, że ten dzień zapowiadał się zbyt miło. Przyjemny poranek, miły Arian, słodka Minami, ciekawy wykład i plan na miłe popołudnie poświęcone częściowo notatkom, a z drugiej strony bliższym poznaniu osoby, z którą mieszkam. W końcu miałem do zrobienia obiad, a przy obiedzie się rozmawia na wszystkie tematy, więc liczyłem na poznanie rytmu dnia Ariana i jego preferencji smakowych. Nie chciałem zbytnio się narzucać, wypytywać o bardzo osobiste kwestie, ale wydawało mi się, że skoro razem zamieszkaliśmy to chyba mogę dowiedzieć się kilku rzeczy. A tak kompletnie poza chęcią zdobycia informacji zwyczajnie chciałem z nim porozmawiać. Był zupełnie inny niż wydawało mi się na początku i... tak, chyba mogę to śmiało przyznać – polubiłem go. Podobało mi się, że zajmował własne stanowisko w wielu sprawach, nie szedł za resztą tępych baranów, nie bał się wyrażać opinii i mówił co myślał. Był szczery, czasem aż za bardzo, ale był i właśnie tę cechę lubiłem w nim najbardziej. Był prawdziwy.
W każdym razie ten miły dzień został popsuty bardzo gwałtownie i szczerze myślę, że mogłem się tego spodziewać. Wychodząc z budynku w towarzystwie ciemnowłosego zobaczyłem srebrny samochód na podjeździe, a tuz obok niego moją ukochaną mamusię. Nie wróżyło to niczego dobrego, a ja nie miałem ochoty z nią rozmawiać, dlatego od razu odwróciłem się w drugą stronę, ciągnąc za sobą Ariana.
- Chodź stąd... - odparłem, kątem oka widząc, jak blondynka w milczeniu zmierza w naszym kierunku. Ameba ku mojemu zdziwieniu nawet nie protestowała i pozwoliła mi samemu wyznaczyć trasę, jaką będziemy szli. Szli, nie jechali, wrócimy po motor, obiecuję.
- Chętnie bym sobie z nią pogadał... tak od serca... - mruknął, a ja poczułem, jak zaczynam się denerwować.
- Cicho, nie możesz, będzie gorzej, chodź, chodź...
- Ale wiesz, że na się nie odczepi, co?
- Warto mieć nadzieję... szybciej, dawaj, przebieraj nóżkami.
- Ja na twoim miejscu zwyczajnie powiedziałbym jej co nie co...
- Nie mogę – syknąłem. - To nie w moim stylu, a to moja matka i...
- JULIEN, W TEJ CHWILI WRACAJ! - usłyszałem głos mojej matki i... co to, sparaliżowało mnie? To trochę straszne, ale jak na zawołanie się zatrzymałem.
- Nie chce z tobą rozmawiać...
- Nie obchodzi mnie to! - dogoniła nas, stając tuż przed nami. - Uciekasz z domu, czy ty jesteś poważny?! Nie odbierasz telefonów, nie wiem gdzie jesteś, co ty sobie wyobrażasz?!
- Zostaw mnie w spokoju, nie jestem już dzieckiem! Mogę robić co chcę i kiedy chcę, a wyprowadzić powinienem się już dawno.
- I gdzieś ty poszedł? - spojrzała pogardliwie na chłopaka stojącego obok mnie. - Że niby co niego? - prychnęła. - Pewnie to jakaś melina...
- Mamo! Nie przesadzasz?! Mieszkanie jak mieszkanie, nie oceniaj go jeśli zamieniliście raptem kilka zdań!
- Ha, czyli miałam rację. Mój syn trzyma z taką patologią jak ty... to takie smutne. Pewnie robisz to wyłącznie dla pieniędzy...

1 komentarz:

  1. Coś się dzieje, akt uczucia rozpoczyna się od zdrabniania imion. <3 boi się troche mamuśki czy może nie chce wysłuchiwać jej mamrotania? Pewnie to drugie. Jakie to przebrzydłe babsko, Ari, wytrzymaj, proszę. :3

    OdpowiedzUsuń