czwartek, 27 kwietnia 2017

Rozdział XII - Najgorsza noc mojego życia?

W głowie mi huczało i to dosłownie. Znów niczego nie rozumiałem. Dlaczego Julien tu wparował? Czego chciał? Przecież sam znów mnie odrzucił, znów odepchnął i dał mi do zrozumienie po raz kolejny, że niczego między nami nie będzie. Z jakiej racji tak się wkurzył, że z kimś byłem? 
- Ale się chłopaczek zirytował. - Brian znów się zaśmiał. 
- Z czego rżysz? - warknąłem i odepchnąłem go, żeby móc usiąść, bo chłopak objął mnie mocno i chciał do siebie przyciągnąć.
- Z niczego... - rzucił ostrożnie, widocznie nie chcąc mnie mimo wszystko bardziej zdenerwować, i również się uniósł. Jego dłonie wylądowały na moich plecach. Jedną przesunął na mój kark, a mnie przeszył dreszcz. Nieprzyjemny.
Odwróciłem się w ułamki chwili i złapałem bruneta za nadgarstek.
- Ubieraj się i wynocha - stwierdziłem twardo odtrącając jego dłoń.
- Co? Dlaczego niby? Coś nie tak zrobiłem? - dopytywał. - Daj spokój, ostatnio było nam razem tak cudownie... Nie moglibyśmy zwyczajnie tego powtórzyć?
- Nie! - ryknąłem ze wściekłością. - Wynocha!
Brian wstał i w pośpiechu doprowadził swoje ubranie do względnego porządku. Wciąż przy tym spoglądał na mnie widocznie zły i zdezorientowany. 
- To przez tego dzieciak? - spytał jeszcze, a ja siłą powstrzymałem się przed tym, żeby nie wstać i nie przetrącić mu tego jego chudego karku. 
- Masz ostatnią szansę, żeby stąd wypierdalać, inaczej drzwi tobą wytrzasnę - syknąłem.
Chłopak cofnął się mamrocząc coś pod nosem i dalej wlepiając we mnie wzrok, zaraz jednak odwrócił się i ruszył do drzwi.
Usłyszałem huk, kolejny już dzisiaj. Nie wiem dlaczego, ale cholernie mnie to rozśmieszyło. Zacząłem się dosłownie śmiać. W głos... długo i... histerycznie? Jestem przekonany, że gdyby ktoś mnie wtedy zobaczył, zsuwającego się z łóżka na podłogę, zanoszącego się śmiechem, w którym za cholerę nie szłoby się doszukać ni grama wesołości, to dostałbym gustowny kaftanik z za długimi rękawami wiązanymi na "przytul mnie mamo". Do tego dostałbym też jakieś proszki, które pozwoliłyby mi zapomnieć dlaczego się śmieję, dlaczego miałem przy tym ochotę wyć jak zarzynane zwierze i może jeszcze jak się nazywam. Świat byłby wtedy o niebo piękniejszy... A tak? 
Śmiech w pewnym momencie uwiązł mi w gardle, a ja ukryłem twarz w dłoniach. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje. Dlaczego tak cholernie mnie to wszystko męczyło? Co robiłem nie tak, że wszystko wciąż się waliło. Dlaczego Julien nie chciał mi wyleźć z głowy? I dlaczego robił wszystko, żeby mnie zwyczajnie pogrążyć? Tak się właśnie czułem, jakbym się zapadał, tracił grunt pod stopami i nie miałem pojęcia co z tym zrobić. Pierwszy raz tak się czułem. Pierwszy raz byłem niepewny, nie umiałem się odnaleźć i zrobić czegoś co by mi pomogło...
Do tego wszystkiego dochodził fakt, że martwiłem się... Nie wiedziałem gdzie białowłosy poszedł. Może znów zawędruje w złą uliczkę i ktoś zrobi mu krzywdę? Tylko co miałem robić? Szukać go? Jak? Gdzie? Przecież nie chciał mnie w tym momencie widzieć... 
Nie wiem ile tak siedziałem, niezdolny do podjęcia jakiejkolwiek decyzji, zamęczający się kolejnymi pytaniami, które na chwile przyciszył dźwięk, który wydał mój telefon. Chwyciłem w pośpiechu za urządzenie. To był Julien... "Dobranoc" taka była treść sms'a. Zanim pomyślałem nacisnąłem przycisk połącz. Co mu powiem kiedy... jeśli odbierze? Nie mam pojęcia...

1 komentarz:

  1. No, ma szczęście ameba. Nie zdziwiłam się jego zachowaniem i właśnie to mnie ugłaskało. Ustrzegł się przed okrutnym sądem ostatecznym z mojej strony. Dzwoń, dzwoń i błagaj o litość. :*

    OdpowiedzUsuń