W głowie mi huczało i to dosłownie. Znów niczego nie rozumiałem. Dlaczego Julien tu wparował? Czego chciał? Przecież sam znów mnie odrzucił, znów odepchnął i dał mi do zrozumienie po raz kolejny, że niczego między nami nie będzie. Z jakiej racji tak się wkurzył, że z kimś byłem?
- Ale się chłopaczek zirytował. - Brian znów się zaśmiał.
- Z czego rżysz? - warknąłem i odepchnąłem go, żeby móc usiąść, bo chłopak objął mnie mocno i chciał do siebie przyciągnąć.
- Z niczego... - rzucił ostrożnie, widocznie nie chcąc mnie mimo wszystko bardziej zdenerwować, i również się uniósł. Jego dłonie wylądowały na moich plecach. Jedną przesunął na mój kark, a mnie przeszył dreszcz. Nieprzyjemny.
Odwróciłem się w ułamki chwili i złapałem bruneta za nadgarstek.
- Ubieraj się i wynocha - stwierdziłem twardo odtrącając jego dłoń.
- Co? Dlaczego niby? Coś nie tak zrobiłem? - dopytywał. - Daj spokój, ostatnio było nam razem tak cudownie... Nie moglibyśmy zwyczajnie tego powtórzyć?
- Nie! - ryknąłem ze wściekłością. - Wynocha!
Brian wstał i w pośpiechu doprowadził swoje ubranie do względnego porządku. Wciąż przy tym spoglądał na mnie widocznie zły i zdezorientowany.
- To przez tego dzieciak? - spytał jeszcze, a ja siłą powstrzymałem się przed tym, żeby nie wstać i nie przetrącić mu tego jego chudego karku.
- Masz ostatnią szansę, żeby stąd wypierdalać, inaczej drzwi tobą wytrzasnę - syknąłem.
Chłopak cofnął się mamrocząc coś pod nosem i dalej wlepiając we mnie wzrok, zaraz jednak odwrócił się i ruszył do drzwi.
Usłyszałem huk, kolejny już dzisiaj. Nie wiem dlaczego, ale cholernie mnie to rozśmieszyło. Zacząłem się dosłownie śmiać. W głos... długo i... histerycznie? Jestem przekonany, że gdyby ktoś mnie wtedy zobaczył, zsuwającego się z łóżka na podłogę, zanoszącego się śmiechem, w którym za cholerę nie szłoby się doszukać ni grama wesołości, to dostałbym gustowny kaftanik z za długimi rękawami wiązanymi na "przytul mnie mamo". Do tego dostałbym też jakieś proszki, które pozwoliłyby mi zapomnieć dlaczego się śmieję, dlaczego miałem przy tym ochotę wyć jak zarzynane zwierze i może jeszcze jak się nazywam. Świat byłby wtedy o niebo piękniejszy... A tak?
Śmiech w pewnym momencie uwiązł mi w gardle, a ja ukryłem twarz w dłoniach. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje. Dlaczego tak cholernie mnie to wszystko męczyło? Co robiłem nie tak, że wszystko wciąż się waliło. Dlaczego Julien nie chciał mi wyleźć z głowy? I dlaczego robił wszystko, żeby mnie zwyczajnie pogrążyć? Tak się właśnie czułem, jakbym się zapadał, tracił grunt pod stopami i nie miałem pojęcia co z tym zrobić. Pierwszy raz tak się czułem. Pierwszy raz byłem niepewny, nie umiałem się odnaleźć i zrobić czegoś co by mi pomogło...
Do tego wszystkiego dochodził fakt, że martwiłem się... Nie wiedziałem gdzie białowłosy poszedł. Może znów zawędruje w złą uliczkę i ktoś zrobi mu krzywdę? Tylko co miałem robić? Szukać go? Jak? Gdzie? Przecież nie chciał mnie w tym momencie widzieć...
Nie wiem ile tak siedziałem, niezdolny do podjęcia jakiejkolwiek decyzji, zamęczający się kolejnymi pytaniami, które na chwile przyciszył dźwięk, który wydał mój telefon. Chwyciłem w pośpiechu za urządzenie. To był Julien... "Dobranoc" taka była treść sms'a. Zanim pomyślałem nacisnąłem przycisk połącz. Co mu powiem kiedy... jeśli odbierze? Nie mam pojęcia...
No, ma szczęście ameba. Nie zdziwiłam się jego zachowaniem i właśnie to mnie ugłaskało. Ustrzegł się przed okrutnym sądem ostatecznym z mojej strony. Dzwoń, dzwoń i błagaj o litość. :*
OdpowiedzUsuń