środa, 7 czerwca 2017

Rozdział XIV - Układ idealny

Po przeczytaniu wiadomości od Ariana zrobiłem się faktycznie spokojniejszy. Może i nie szargały mną nerwy na prawo i lewo na tyle, by inni mogli to jakoś specjalnie zauważyć, ale w głębi duszy czułem lekki niepokój. Bądź co bądź ten właśnie chłopak stał się niedawno najbliższą mi osoba i nie to, żebym chciał znać każdy jego ruch, ale wiedza o tym, gdzie będzie przebywać przyniosła mi ulgę. Tak, martwiłem się. W końcu nie tak dawno temu uświadomiłem sobie, że to co mnie z nim łączy to prawdziwa miłość i czułbym się, ładnie mówiąc, niekomfortowo, gdyby coś mu się stało.
Tak jak się spodziewałem, nie wyszedłem od rudowłosej dziewczyny zbyt szybko. Musieliśmy w końcu omówić wszelkie tematy dotyczące dnia codziennego i niedawnych zdarzeń w naszym otoczeniu, a to wymagało czasu. Poza tym, jak to mówią, w dobrym towarzystwie czas płynie szybciej, więc nim się obejrzałem, a zegar wybijał czwartą po południu. Chyba czas najwyższy było wrócić do mieszkania i może wreszcie ze sobą porozmawiać. Wreszcie się ze sobą zobaczyć.
...tęskniłem za nim przez te parę godzin?
Kiedy przestąpiłem próg domu, Arian już tam był. Bez wahania więc do niego podszedłem i nim się rozebrałem, ucałowałem jego policzek.
- Hej śpiochu – uśmiechnąłem się szeroko, zaś on w tym czasie wykorzystał moment i pocałował mnie w usta.
- No, hej, hej, Bestio ty moja. Co tam u naszej wiedźmy?
- Upiekła ciasto, dostaliśmy trochę, prezent jej się podobał, więc ogólnie jest wszystko dobrze – odparłem, wieszając już kurtkę na haczyku w przedpokoju.
- No to się cieszę. Zapas słodkości zawsze ci się przyda... A tak poza tym wszystko, ok? Ominął cię kac? - spytał, kontrolnie na mnie zerkając i wstawiając jednocześnie wodę na gaz.
- Kac morderca nie ma serca... Oczywiście, że nie... - burknąłem, wyciągając swój kubek z szafki, by następnie mu go podsunąć, a on naszykował mi w nim kawy.
- A widzisz... trzeba było aż tyle nie pić. Nie martw się, ja też czuje się jak odgrzane zwłoki.
- Ile ja wypiłem? - przerwałem z czystej ciekawości. - Straciłem rachubę, potem urwał mi się film...
- Sporo, choć nie liczyłem dokładnie – podał mi kawę, którą mocno chwyciłem w dłonie. - A w którym miejscu film ci się urwał..?
- Chciałeś mi chyba zabrać kieliszek, ale jakoś niekoniecznie ci to wyszło - zaśmiałem się, upijając łyk. - To mniej więcej wtedy. A co?
- I nic nie pamiętasz z tego, co było później? - również się napił, patrząc na mnie dziwnie podejrzliwym wzrokiem. - Tak coś myślałam, że tak to się skończy... - mruknął, a jego twarz przybrała dziwny, niezidentyfikowany wyraz, który spowodował, że zacząłem się obawiać tego, co za chwilę usłyszę.
- Czarna dziura... Właśnie, tak na temat. Czemu spałeś na kanapie? - dopytałem jeszcze, jednak odpowiedź kompletnie zwalila mnie z nóg.
- Po prostu... Powiedzmy, że włączył ci się apetyt na... czułości. A że raczej byliśmy mało trzeźwi to... tak było bezpieczniej.
- Apetyt na czułości..? - poczułem, jak moje policzki pokrywają się czerwienią, zaś oczy otwierają coraz szerzej. - Co ja zrobiłem?
- Jak bardzo źle to zabrzmi, jeśli powiem, że zacząłeś się łapać za mój rozporek? - westchnął, a mnie zatkało.
To właśnie dlatego miałem już więcej nie pić... Ostatnim razem po dwóch drinkach przypadkiem skończyliśmy razem na huśtawce, kiedy było to jeszcze co najmniej mało pożądanym zjawiskiem. Aż zacząłem się bać co się stanie kolejnym razem, gdy trochę popiję.
- O Boże... - pisnąłem, chowając czerwoną twarz w dłoniach. - Naprawdę... Przepraszam, Jezu...
- Nie masz za co przepraszać. Gdyby nie to, że słabo się trzymałeś, byłoby całkiem milutko – zmierzwił mi włosy.
- Nie wiem czy chce wiedzieć, ale... robiłem jeszcze jakieś... żenujące rzeczy..?
- Poza tym, że słodko chichotałeś, wypominając mi... cóż... gotowość bojową? Nie specjalnie... Udało mi się zanieść cie do sypialni, pomarudziłeś coś nieco i poszedłes spać, a ja dokończyłem butelkę i padłem na kanapie.
- Jezu.... Nigdy więcej nie pije... Boże, jaki wstyd.... - nieśmiało uniosłem na niego wzrok. - Nigdy, przysięgam, ani pół łyka.
- No nie przesadzajmy. Naprawdę nie masz się czym aż tak martwić. Nie pierwszy raz dobierał sie do mnie ktoś pijany... Za to pierwszy raz taki słodziak. Aż mi to schlebia – i choć już mi to tak nie przeszkadzało, to tym razem, kiedy postanowił mnie przytulić i zaczepić ustami okolice ucha, czułem się... cóż. Wciąż zażenowany. - Tylko następnym razem upewnij się, że nie będziesz miał zaników pamięci, jak ci sie zbierze na pościelowe zabawy, co? Wolałbym, żebyś jednak był obecny nie tylko ciałem...
- Miałeś więcej rozumu niż ja, tak się cieszę... Gdybyś nie pomyślał... To straszne, mógłbym o niczym nie pamiętać... Ari, w Sylwestra nie pijemy – rozporządziłem, raptownie rzucajac mu bojowe spojrzenie.
- Na lampke szampana o północy możemy sie spokojnie załapać, nikomu to nie zaszkodzi. A na dzisiaj mamy jakies plany czy zwyczajnie idziemy odchorowywać wczorajsze?
- Ale potem już tego nie zakrapiam winem czy czym tam jeszcze - mruknąłem, opierając się czołem o jego ramię. - Dziś jestem chory, ale jeśli masz jakiś pomysł to słucham.
- To rozkładamy się na kanapie z kawą i czymś słodkim dla ciebie, możemy włączyć jakiś film i pochorujemy sobie razem, dobrze?
Plan jak z marzeń! Doskonale wiedziałem, że co najmniej nie odpowiada mu typ filmów, jaki wybieram czy też wszechobecne słodycze, które były nieodzownym elementem mojego codziennego, miejskiego i domowego surwiwalu. Mimo to on nic nie mówił, dalej nudził się na kolejnej komedii czy filmie fantastycznym z mojej półki ulubionych i dalej znosił ciągłe nanoszenie przeze mnie słodyczy do domu. Był kochany.
- A nie jesteś głodny? Zjadłeś w ogóle śniadanie? Mogę coś zrobić na szybko, jeśli chcesz - odsunąłem się trochę, dość nieznacznie, ale w pełnej gotowości by przygotować coś dobrego na już.
- Jakoś nie mogłem go w siebie wmusić – posłał mi porozumiewawcze spojrzenie, a ja wszystko zrozumiałem. Wszystko przez zakrapiany wieczorek. - Co do gotowania to może bez przesady, co? Zamówimy sobie coś i tyle.
- No w sumie, pizza? - uśmiechnąłem się do niego lekko, sięgając do szafki po herbatniki.
- Najlepiej ze dwie, żeby nie trzeba było robić i kolacji. Jakieś specjalne życzenia co do dodatków? - spytał, unosząc głowę znad telefonu, gdzie wybraną miał już stronę pobliskiej pizzerii.
- Żeby była ostra i z podwójnym serem, najwyżej będę gruby.
- Ostra? Uuuu! Przejmujesz moje nawyki. Brawka! Dobra... To pikantna razy dwa... A co do twojej figury – wyszczerzył się, klepiąc mnie po tyłku. - Temu nic nie zaszkodzi.
- Ari! - znów zarumieniłem się mocno, automatycznie odwracając przodem. - Jesteś okropny.
- Wiem - posłał mi całusa i wybrał numer do lokalu.

Resztę dnia spędziliśmy bardzo leniwie i nadzwyczaj mało produktywnie. Ja, Ari, kawa, pizza, film, koc i tak do późnych godzin nocnych. Gdybym miał taką grzałkę zawsze, kiedy byłem chory w dzieciństwie to może teraz z moją odpornością byłoby trochę lepiej. Nie ucieka, głaszcze, porozmawia, a wystarczy to raz na jakiś czas nakarmić czy pocałować. Idealny układ.

2 komentarze:

  1. Witam serdecznie, z tej strony Gwynnie (eldarya) :D Ponieważ wczoraj udało mi się zakończyć czytanie wszystkich obecnie wypuszczonych fragmentów postanowiłam skomentować.
    Oprawa graficzna NICE NICE NICE. Układ strony przejrzysty i wygodny, nie utrudniający poruszania się za co wielki plus. Co do treści... Ciężko mi przyjąć konkretne stanowisko. Nie mogę pominąć, że niektóre rozdziały jakościowo straszliwie raziły ilością literówek, nagłych zmian płci bohaterów oraz powtórzeniami. Te pierwsze można do pewnego stopnia wybaczyć tym, że każdy może się pomylić lub zwykłym zmęczeniem i chęcią trzymania terminów, natomiast powtórzeń już nie... A mówię to, bo czasami lepiej wypuścić tekst dzień później, ale dokładnie sprawdzony. Tak po prostu z szacunku do czytelników (a tych sądząc po ilości wyświetleń jest sporo). Z góry mówię, nie jestem jakimś specem, albo polonistką, we własnych tekstach nie raz coś mi umknęło. Właśnie z tego powodu tym bardziej rzuca się w oczy, że coś nie gra, kiedy ludzie niezbyt obyci z tekstem widzą babole. Polecam również mieć swoją ''betę'', która zobaczy tekst i oznaczy ewentualne błędy logiczne, ortograficzne, interpunkcyjne itd. Teraz możecie czuć się oburzone, ale na dłuższą metę, to pomaga się rozwijać i poprawiać jakość budowanych zdań. To tyle w kwestii technicznej. Idąc dalej... Zaczęło się super i z ogromnym przytupem przyciągając czytelnika i wciągając go w wir wydarzeń . Zdaję sobie sprawę, że nie da się cały czas utrzymywać akcji, ale niestety w połowie historii ta akcja... Wyparowała. Oczywiście, mamy tu założenie, 2 nienawidzących się bohaterów ma się kochać, wszystko super, tylko dlaczego kiedy już odkrywają swoje uczucia oboje stają się ciepłymi kluchami? Dlaczego chłopak tłamszony przez matkę, w końcu zyskujący wolność, non stop w myślach nienawidzący większości otoczenia, wiecznie zirytowany... W pierwszej kolejności zostaje kurą domową sprzątającą i gotującą? Ok, siedzi w mieszkaniu za free, może poczuwać się do jakiejś odpowiedzialności, okazania wdzięczności, nie wydaje się wam to jednak zbyt ''inwazyjne''? Bardzo mocno zraziła mnie też reakcja drugiego bohatera. To osoba całkowicie niezależna, z własnymi nawykami, jak zauroczony by nie był i jaki nie starał się być elastyczny, stracił całkowicie swoją osobowość, kiedy na powyrzucanie jego rzeczy i przestawienie wszystkiego w pokoju zareagował tak bardzo bez emocji. Bił się w robocie, zmęczenie... Słaba wymówka. Takie osoby najpierw robią awanturę i szukają swoich wyrzuconych ze śmieciami skarbów, a później dopiero mówią, aby nie wchodzić więcej do ich pokoju, gdy są nieobecni. Najpierw robią, później myślą. Mniej więcej o tego właśnie momentu osobowości bohaterów zaczynają się zlewać i tracić na wyrazistości. Właściwie to także od tego momentu jedyne co mnie dalej trzymało przy opowiadaniu to zwyczajna ciekawość. Jak to rozwiążecie, czy coś poprawicie, czy bohaterowie do końca już zostaną niemalże klonami. Do tego sympatia do ich pierwotnych wersji. Wierzę, że ludzie w otoczeniu najbliższych potrafią nagle być kochani i uczynni, nie wierzę natomiast w tak diametralne zmiany :D Rzucił mi się też w oczy prezent świąteczny w formie auta. Nie było nic wspomniane o posiadaniu prawka, tak, racja, można je mieć i nie mieć auta, jednak wygląda to dziwnie biorąc pod uwagę, że sugerowany stan majątkowy rodziny Juliena umożliwia to bez problemu. Czepiam się? Nie wykluczam. Jestem zbyt wymagająca lub oczekująca cudów? Przepraszam. Zwyczajnie musiałam to napisać. Trafiłam na historię z ogromnym potencjałem i poczułam się trochę jakbym dostała policzek dłonią w kształcie napisu ''marnuję swoje możliwości''. Będę czytać dalej, bo głęboko w serduszku dopinguję zarówno opowiadanie jak i twórców. Nie pozostawiam więcej sugestii czy pretensji. Daję wam za to moje odczucia oraz na początku wspomniane porady. Nie na złość, po prostu, od serducha. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta rozmowa jest cudowna, mimo wszystko. Julek! Nie przepraszaj, to było słodkie. XD Dobrze, Arienku kochany nie tylko oczka masz złote. <3 Jak zarywa, klepac po tyk zgrabnym tyłeczku. :* Już nawet ja sama bym brała. XD Nie bądź zazdrosny dźwiadku, wiem że twój. No Julien, straszliwie wykorzystujesz tego mruczka, grzejnik, dostawa słodyczy i tak dalej.

    OdpowiedzUsuń