Czas do soboty minął szybko. Na uczelni był względny spokój, a mój zamaskowany prześladowca marudził jakoś mniej. A może to ja zacząłem inaczej traktować te nasze utarczki słowne? Ciężko stwierdzić. Wiedziałem tylko, że kurdupel przestał mi przeszkadzać. Można by powiedzieć, że wręcz... czasami było pusto kiedy nie miał mi kto pomarudzić nad uchem. Stało się to nawet zabawne, szczególnie, że znajomi Juliena robili wszystko, żeby go ode mnie odseparować. Tu ktoś miał ważną sprawę do niego, tu znów po prostu stał i szczebiotał mu nad uchem, żebym czasami ja nie mógł dojść do słowa i nie daj Boże zrobić ich koledze jakąś krzywdę swoim niewyparzonym jęzorem. A on? On uprzejmie słuchał tego bełkotu. Zero asertywności, słowo daję. Ode mnie usłyszeliby krótkie i treściwe: "wypierdalać!". Kłopot byłby z głowy.
Resumując można było uznać, że nasz topór wojenny został przykryty warstewką kurzu, choć z boku zdecydowanie tak to nie wyglądało. Miało to sporo plusów, jak choćby taki, że nie wkurwiałem się aż tak i uczelnia przestała być katorgą. Do tego miałem także sporo okazji do podziwianie milusich widoczków, bo białowłosy mnie nie unikał, za to często chodził w obcisłych spodniach idealnie leżących na jego zgrabnym tyłku. Ja za to musiałem zainwestować w luźniejszą garderobę...
- No jesteś wreszcie! - przywitała mnie Marika, kiedy tylko przestąpiłem próg jej nowego domu. Dość sporego, pasuje nadmienić. Nie ma co, któryś z jej wielbicieli się solidnie szarpnął.
- Mała imprezka, co? Kilku znajomych? - spojrzałem na tłum ludzi kotłujących się w salonie.
- Oj tam... jakoś tak się wszystko rozeszło... Sam wiesz jak to bywa - powiedziała. - Chodź, przedstawię ci kogoś. Jest uroczy! Milutki, śliczny i do tego taki pomocny, mówię ci cud chłopak - szczebiotała ciągnąc mnie za sobą. Kiedy ujrzałem obiekt jej zachwytu, zdębiałem.
- Julien...? - spytałem, bo miałem wrażenie, że mam omamy. Kto, jak kto, ale on w takim miejscu?
- Hej... - rzucił chłopak niepewnie. Widać było, że nie był w swoim żywiole.
- O! To wy się znacie? Jak słodko! - wypaliła Mari, a jej idealnie wymalowane głęboką czerwienią usta wygięły się w promienny uśmiech.
- Mari... chodź no na słówko.. Sądzę, że mamy do pogadania.
Tym razem to ja ją pociągnąłem za sobą i zawlokłem do kuchni.
- Marika, co ty odpierdalasz?! - ryknąłem na nią.
- Zaprosiłam twojego Pieszczoszka, a co? Coś nie tak? - spytała z minką niewiniątka. Miałem ochotę skręcić jej ten chudy kark.
- Tak! Jego obecność tutaj jest "nie tak"!
-
Oj nie tragizuj... Kto się czubi, ten się lubi, a ty na nikogo jeszcze
nie byłeś tak wkurwiony, wniosek jest prosty: bardzo go lubisz - mówiąc to zaczęła poprawiać obcisłą sukienkę, która podwinęła jej się odrobinkę za bardzo.
- No jeszcze tego brakło, żeby porad uczuciowych udzielała mi kurwa...
- Nie kurwa! Wypraszam sobie! Jestem prostytutką i to bardzo dobrą!
- Tak, jakby to była jakaś różnica.
-
To ogromna różnica! - rzuciła i pogroziła mi palcem. - Sądzisz, że ci wszyscy mężczyźni płacą mi małe
fortuny tylko i wyłącznie za seks? To bardzo się mylisz! Nikt nie wie
więcej o miłość niż dobra prostytutka, bo to nią władamy. Mężczyźni
pragną kochać i być kochani. Lubią jak się ich adoruje, zwraca na nich uwagę i się ich pożąda. Pozwalam im się kochać i odwdzięczam się tym samym, a
że mam pojemne serduszko i spore potrzeby to robię z tego użytek.
- Co innego też masz pojemne - burknąłem.
- Nie bądź uszczypliwy, bo ci nie wychodzi. A teraz proszę - podała mi dwa drinki. - Działaj.
- Oszalałaś... - wymamrotałem.
Kolano Mari wylądowało na moich pośladkach kiedy się odwróciłem. Rzuciłem jej pełne złości spojrzenie przez ramię.
- To na szczęście! A i jak coś to postaram się, żeby pięterko było wolne - wymruczała jeszcze na odchodne i ruszyła pełnym gracji, wyuczonym krokiem w stronę nowego gościa.
Ruszyłem do Juliena, który przysiadł na krześle na uboczu. Opadłem obok niego i podałem mu drinka.
- No to skoro już dałeś się tu przyciągnąć przynajmniej się napij - rzuciłem.
Wowowowo więcej! Dzieje sie zupelnie inaczej niz sobie wyobrażam a to chyba dobrze. Nieprzewidywalnie :3 tylko teraz.. Impreza alkohol.. Arien bierz go XD -Heicia
OdpowiedzUsuńZ chęcią! :D
UsuńNie wytrzymam, czy on gapi się na tyły Julci przy każdej okazji? No nie spodziewałam się że ta babka zaprosi naszego pieszczoszka na imprezę. :3 Ari jest odrobinę chamski ale lubię to w nim. :) Dobrze! Bierz go tygrysie! :D
OdpowiedzUsuńNo proszę, nasz ognisty dresik zaczyna akceptować obecność zamrażarki :D Kumple Julci chyba widzą, co się święci, skoro go pilnują przed złym, zdemoralizowanym ognikiem xD Brak asertywności, nadmierna uprzejmość u sopelka? Bosz, skąd ja to znam... I nawet nie chodzi o mnie tylko o np. moją siostrę czy kumpelę. Podpisuję się pod Arim, u mnie również byłoby krótkie i treściwe "wypierdalać" :D No, może nie tak od razu, ale limit cierpliwości do płomyczka mam zbliżony. I to podziwianie wdzięków Julci xD Nieładnie. Cóż, Mari nieźle się szarpnęła ze "skromną" imprezką.
OdpowiedzUsuńŁo Matko Bosko, te odzywki Ariego względem przyjaciółeczki są naprawdę chamowate xD Lubię ją, jest urocza ale oczywiscie dres tego nie rozumie, że nasza ruda chce mu pomóc. I ma rację dziewczyna! On BARDZO lubi Julcię ale nie chce się przyznać. Dobra, chłopaki, napijcie się. Może w końcu zbliży was męska rozmowa xD