niedziela, 7 maja 2017

Rozdział XIII - Słodki początek nocy

Film znów nie koniecznie mnie interesował i tym razem także byłem pogrążony w myślach jednak zdecydowanie innych, a przy tym bardzo przyjemnych. Miałem wrażenie, że wreszcie zaczyna się nieco układać. Być może już tak zostanie? Może wreszcie będzie lepiej? Chciałem tego bardzo.
Film skończył się, a ja nie przestałem lekko obejmować Juliena, który tulił policzek do mojego ramienia. Chłód jego ciała znów był niesamowicie przyjemny, choć tym razem nie powodowało to "dyskomfortu". Mógłbym szczerze mówiąc nie wstawać... Tak było dobrze. Wreszcie dobrze, od wielu dni.
- Mógłbym dzisiaj z tobą spać...? - spytał białowłosy.
Spojrzałem na niego nieco zaskoczony. Zauważył to widocznie, bo lekko się wyprostował.
- Tylko spać... znaczy... Nie chcę, żebyś to zrozumiał.... - tłumaczył się chyba nie za bardzo wiedząc jak mi to powiedzieć, żeby nie wypalić wprost, że nie chodzi mu o seks.
- Spokojnie, rozumiem. Nic na siłę i... tym razem postaram się z niczym nie spieszyć - obiecałem i pogłaskałem go lekko po policzku.
Julien rozluźnił się widocznie. Cóż, do wszystkiego musiał przywyknąć. Nie tylko zresztą on. Dla mnie też była to swego rodzaju nowość. Czekać, testować swoją cierpliwość, a do tego być z kimś, na kim mi zależało i to na poważnie. Większość moich relacji z innymi, trudno było nazwać związkiem, o ile którykolwiek w ogóle, szczególnie tak na poważnie.
- Dobra, to tym razem ja idę się wymoczyć i możemy zmykać do wyrka - powiedziałem z uśmiechem i... nachyliłem się, żeby szybko skraść mu całusa, a już po chwili wstać. - Nie mówiłem, że będę całkiem grzeczny - rzuciłem widząc jego zdziwioną minkę i puściłem mu oko.
Szybko pozbierałem swoje rzeczy, żeby zaszyć się w łazience i wziąć szybki prysznic.
Szczerze mówiąc dzionek był dość męczący, nawet jeżeli działo się potencjalnie niewiele. Emocje jednak robiły swoje, a ich natłok potrafił wykańczać jak mało co. Ruszyłem więc do swojego pokoju.
- Julien? - spytałem, chcąc rozeznać się w tym, gdzie przebywa chłopak.
- Zaraz przyjdę! - usłyszałem z jego sypialni.
Ziewając solidnie, nastawiłem na wszelki wypadek budzik, tak by nie zwlec się w południe, za co mama znów suszyłaby mi głowę. Miałem w końcu jutro zgarnąć Mari i do niej jechać. Wgramoliłem się do łóżka i przewróciłem na bok. Oczy zaczęły mi się już przymykać, kiedy poczułem jak Julien wsuwa się pod kołdrę i ostrożnie przywiera do moich pleców.
- A już myślałem, że się rozmyśliłeś - zaśmiałem się lekko czując jego palce na moim karku. Mimowolnie zamruczałem, bo tej czynności tak cholernie mi brakowało. Co najgorsze odkryłem, że odpowiadało mi to obecnie tylko, kiedy robił to ten zmarzluch.
- Wybacz... Mari chciała wiedzieć czy obaj żyjemy - zachichotał.
- Hmmm...? - mruknąłem, bo szczerze mówiąc mało co do mnie dotarło.
- Słuchasz mnie w ogóle? - Chłopak pozwolił mi się obrócić w jego stronę, co nieco ułatwiło mi zebranie myśli. No, przynajmniej częściowo, bo choć jego chłodne palce przestały błądzić po mojej skórze, to miałem teraz twarz niepokojąco blisko jego i naprawdę niewiele było potrzeba, abym to wykorzystał. Z tym, że nie mogłem. Tym razem nie chciałem go spłoszyć. Jeżeli znów coś zepsuję może nie być kolejnej szansy.
- No uznajmy... Zwyczajnie kiedy miziasz mnie po kraku... - zacząłem, bo tego akurat nie potrafiłem sobie odmówić. Wreszcie mogłem być przynajmniej szczerym i mówić to, co mi leżało ciężko na wątrobie przez ostatnie tygodnie. - Powiedzmy, że to cholernie rozprasza. Tak to już jest, że facet ma tyle krwi, żeby obsłużyć tylko jeden "organ myślący".
- Och... - wymsknęło się chłopakowi. - Nie myślałem, że to... aż tak...
- Mówiłem, że mi się podobasz. Naprawdę jesteś całkiem w moim typie - uniosłem dłoń i położyłem ją na jego chłodnym, gładkim policzku, żeby lekko go pogładzić. - Szkoda, że na początku ukrywałeś tą śliczną buźkę za maseczką.
Opuszek mojego palca delikatnie zahaczył o jego dolną wargę, a ja szczerze biłem się z myślami. Miałem ochotę go pocałować, ale... istniała szansa, że dostanę wtedy po łbie i skończy się wspólne spanie.
Moje wątpliwości rozwiał Julien, który przysunął się lekko i oparł dłoń na mojej klatce piersiowej.
Złączyłem swoje usta z jego i aż zamruczałem z zadowolenia. Chłodna słodycz jego skóry była tym, czego ponad wszystko pragnąłem. Zatopiłem się w tym pocałunku, który z każdą chwilą nabierał na namiętności, ale tym razem dbałem o to, żeby moje dłonie nie hasały samopas. Nie póki Julien nie zdecyduje, że ma być inaczej...

1 komentarz:

  1. Jaki on nagle wyrozumiały się zrobił... Tak, wiedziałam że nie będzie do końca grzeczny, przecież to on. Ostrożny jest, uczy się... Słodko... … … … … … … <3 Bardzo dobrze, grzeczny i nie pozwala sobie na zbyt wiele.

    OdpowiedzUsuń