Przeczytałem wykład, jaki tleniony mściciel mi wysmarował. Ale się rozpisał? Na dodatek oczywiście musiał wylać żale odnośnie mojego braku kultury. Zdecydowanie się biedaczysku płyta zacięła, aż bym go chętnie kopnął tak na rozruch, żeby się odwiesił. Nie pasuje oczywiście nie wspomnieć o tym, że ostentacyjnie odwrócił mordkę, żeby poudawać jak to słucha psorki i jaki to z niego pilny psiaczek uczniaczek. Nie trudno było zauważyć, że jednak zezuje w moją stronę, zastanawiając się zapewne czy odpiszę.
Fakt, że chłopak pytał o moje personalia nieco mnie zdziwił. Nie widziałem powodu, dla którego miałby to robić, szczególnie, że jego uprzejmość raczej nie obejmowała mojej osoby. W pewnym sensie mnie to z resztą bawiło... takie wyprowadzanie go z równowagi i obserwowanie jak jego maska, a przynajmniej jedna z nich, znika i wyłazi z niego wredne stworzenie całkiem podobne do mnie.
Zabrałem się za odpisywanie na przydługą wiadomość. "Mało mnie obchodzi, co o mnie myślisz. Zapewne ktoś, o tak wysokim mniemaniu o własnej inteligencji już to zauważył. Wkurwiasz mnie, ale te twoje wywody są póki co zabawne. Moja studia to moja sprawa, ale tak, wolałbym nie musieć oglądać twojego zamaskowanego pyska. Nie wiem po co ci moje dane, ale skoro tak prawie ładnie prosisz, to jestem Arian Manoor.
PS: Makijaż Ci spływa, Laleczko :*" - tak, na końcu znalazła się słodka, całuśna buźka. Już nie mogłem się doczekać tego, jak to przeczyta i jak znów powieje tym swoim chłodem. W gruncie rzeczy dobrze mi robił, głowa mniej bolała, a powietrze było od razu bardziej rześkie. Tylko ludzie wokół nas zaczęli się coś opatulać i wzrokiem szukać źródła przeciągu. I kto tu niby był narwany, co?
Podałem tlenionemu karteczkę i przyglądałem się temu jak czytał. Dokładnie widziałem jak unosi dłoń do policzka, który zdobił siniec pod warstwą podkładu. Zaraz później obrócił się w moją stronę i próbował zrobić nic innego jak zaserwować mi kopniaka. Zaśmiałem się znów głośno.
- Dość tego - rzuciła wykładowczyni. - Proszę abyś opuścił salę - stwierdziła ostro, wpatrując się we mnie.
- A odhaczy mi pani obecność? - spytałem gotów oczywiście tu zostać i dalej uprzykrzać jej życie.
- Po prostu wyjdź... - syknęła, co uznałem za "tak". Grzecznie więc wyszedłem, uważając przy tym na kąsającą i kopiącą żmiję, której biała czupryna aż się zjeżyła.
- Hej... poczekaj! - zawoła za mną ktoś, kiedy zamierzałem wyjść na papierosa przed budynek.
- Ta? - odwróciłem się do chłopaka. Jakoś tak widok telepiącego się niemal ze złości konusa wprawił mnie w dobry nastrój.
Mój rozmówca był dość wysokim szatynem o przekrwionych oczach. Zdecydowanie zarwał ostatnio kilka nocek choć nie wyglądał mi na typ imprezowicza. Powiedziałbym wręcz, że to kujon. Okularki, koszula z kołnierzykiem. Do tego dźwigał sporą torbę, w której pewnie miał sporo podręczników i zeszytów.
- Masz na pieńku z Julienem? - zapytał ciekawski szczylek.
- Julien, co? Nie... ja tylko próbowałem poprosić go o numer telefonu - wyszczerzyłem się. - Bardzo brzydko odmówił... Co za pech.
- Numer... Mam go i z chęcią się nim podzielę.
- A to dlatego, że... - zacząłem, bo zainteresowały mnie intencje chłopaka.
- Czasami trzeba zrobić na złość panu idealnemu - stwierdził. Czyżby mój nowy, kujonowaty znajomy był zazdrosny i pałał z tego powodu nienawiścią do tlenionego? Może... Ważniejsze było jednak to, że w moim notesiku wylądował koleiny numer, tym razem należący do chłopaka, któremu jeszcze nie raz przyjdzie mi zrobić na złość, choćby tak dla zasady.
Laleczka <3 W sumie odrobinę przypomina białą żmiję. Jeszcze te oczka. <3
OdpowiedzUsuń<---- <3 Sama słodycz.
Robi się ciekawie, nie powiem. Nie dość, że nasza pochodnia została wyrzucona z wykładów za chamskie zachowanie, to jeszcze przypałętał się ten pseudo-sojusznik, który ma zamiar zrobić pod górkę Julienowi. Ciekawa jestem, czy nasz płomyczek z tego skorzysta :D Oby nie... ;_;
OdpowiedzUsuń