Byłem wielce zaskoczony, gdy rudowłosa
tak spontanicznie zaprosiła mnie na imprezę w jej nowym mieszkaniu.
Tłumaczenie, że „trzeba je ochrzcić, musisz tam być” też do
mnie średnio docierało, ale tak szczerze mówiąc nie miałem
przecież nic do stracenia. Dawno nigdzie nie byłem, dawno nikogo
nie poznałem, rzeczywistość zaczynała mnie nudzić, dlatego bez
wahania zgodziłem się na propozycję dziewczyny. Poza tym była
śliczna i skoro miałem możliwość ją bliżej poznać to tylko
lepiej dla mnie. I wreszcie spędzę sobotę inaczej. Bez koca,
herbaty, książki i kota, bo ja... pójdę na imprezę. Ja i
impreza. Te dwa słowa się ze sobą wykluczają, ale nie pomyślałem
o tym w tamtej chwili. Za bardzo przysłoniła mi zdrowy rozsądek
perspektywa zabawy w nowym towarzystwie. Będzie inaczej, to było
ważne.
Idea ta przyświecała mi przez resztę
tygodnia, przez co mój nastrój uległ wyraźniej zmianie na lepsze.
Wydawało mi się, że wszyscy wokół to zauważyli, bo jakoś tak
więcej ludzi się przy mnie zebrało, ale jednocześnie odniosłem
wrażenie, że zauważyli oni coś jeszcze. Arian bowiem przestał mi
przeszkadzać, wzajemnie nie mijaliśmy się szerokim łukiem, ale
nawet słowa ze sobą już nie zamieniliśmy. A wszystko przez jakieś
kółka wzajemnej adoracji, które gromadziły się wokół mojej
osoby. Tylko, psia mać, dlaczego? Przecież zakopaliśmy topór
wojenny... tak mi się zdawało. Zatem, czy z ich perspektywy
wyglądało to zupełnie odwrotnie?
Po raz pierwszy w życiu nie
przyszedłem gdzieś z prawie półgodzinnym wyprzedzeniem. No bo
chyba na imprezę to tak nie wypada, nie? Sam bym się dziwnie
poczuł, przychodząc przed wszystkimi. Niby mogłem się
usprawiedliwić chęcią pomocy przy szykowaniu jakiś napojów czy
poustawiania jedzenia na stole, ale wydawało mi się, że te kilka
minutek po godzinie jej rozpoczęcia będzie tak w sam raz. Widząc
dziewczynę uśmiechnąłem się do niej lekko i po krótkiej
wymianie „cześć” spróbowałem wmieszać się w tłum. Dziwne
tylko, że rudowłosa wydawała się niezwykle zadowolona z mojego
przyjścia. Czyżby to oznaczało, że wpadłem jej w oko? Byłoby
miło, jednak nim się obejrzałem, ujrzałem jak kokietuje innego
faceta nieopodal mnie. Aha.. czyli jednak nie.
Mieszkanie było naprawdę duże,
piętrowe, z pięknym salonem i z tego co zauważyłem to także
kuchnią. Ciekawe gdzie pracowała, musiała przecież zarabiać
krocie by było ja stać na takie miejsce. W dodatku w samym centrum
miasta, a była przecież taka młoda. Na pewnie nie w żadnej
korporacji, nie wyglądała mi na taką. Może tak samo, jak Arian
była gwiazdą w „pewnych sferach”? A może była po prostu
dobrze urodzona? Śmieszne, bo interesowało mnie teraz wszystko to,
o czym nikt inny poza mną by nie myślał. Znowu zdałem sobie
sprawę z tego, jak bardzo od nich wszystkich odstaje i, że tak
naprawdę nie uda mi się zgubić w tym tłumie. Jeszcze na dodatek
moje białe włosy rzucały się w oczy choćby z drugiego końca
ulicy. Na co ja właściwie liczyłem, idąc w to miejsce? Nikogo tu
nie znałem, ludzi było więcej niż się spodziewałem, a w dodatku
jedyna osoba, która zresztą namówiła mnie, bym się tutaj zjawił
spędzała właśnie czas z innymi. Mogłem się spodziewać, nie
czułem się tu zbyt dobrze. Kiedy znalazłem w miarę ustronne
miejsce, które zapewne inni uznali za zbyt odosobnione, usiadłem na
krześle i... rozpocząłem swą nudna egzystencję, łudząc się,
że może jakoś to będzie.
- Chodź, przedstawię ci kogoś! -
usłyszałem głos rudowłosej, więc spojrzałem na miejsce skąd
dochodził i zdębiałem. Arian? - Hej...
To chyba żart... co on tu robi? Niby
nie irytowała mnie jego obecność już aż tak, jak na początku,
ale jednak: co on tu robi. Znają się? To było ukartowane czy o co
chodzi? Wciąż w ciężkim szoku zwróciłem wzrok na drinka,
którego po tym jak przyszedł, podsunął mi pod nos.
- Dzięki... co to się stało, że
sam do mnie przyszedłeś? – poprawiłem sobie włosy i upiłem
łyka drinka. Słodki, nawet dobry, takie coś to jednak mogę pić.
- Doceniam, ale nie musisz ze mną tutaj siedzieć. Niedługo
planuję i tak stąd wyjść.
- Dopiero przyszedłeś – spojrzał
na mnie dziwnie, jakbym się z choinki urwał.
- Nie moje klimaty.
A czyli ruda to ukartowała. :o Cwana lisica. Ciekawe czy go trochę rozrusza.
OdpowiedzUsuńHm, Julciu, dla własnego dobra lepiej, byś nie wiedział, czym zajmuje się ruda... Twoje zdrowie psychiczne i tak już jest zagrożone przez Ariego xD A propo... Lepiej, by nie dał naszemu konusowi wyjść zaraz po tym, gdy się na siebie natknęli. Pogawędka od serca ma być, kurde!
OdpowiedzUsuń