niedziela, 11 czerwca 2017

Rozdział XV - Ogień i Lód (+18)


Wpiłem się mocno w usta Juliena spijając z nich kolejne pocałunki. Smakowałem chłodnej słodyczy, która była nieodzowną częścią niego. Tak charakterystyczna, dobrze mi już znana, a mimo to pragnąłem jej coraz bardziej i bardziej.
Mimo jednak swoich pragnień byłem ostrożny. Nawet jeżeli jego ciało z ochota przyciskało się do mojego, nawet jeżeli nie protestował, kiedy pozwoliłem mu się zsunąć i ułożyć na kanapie, a sam nakryłem go swoim ciałem. Co więcej, jego chłodne palce błądziły po moim ciele to wplatając się w kosmyki włosów na karku, to zjeżdżając w dół, jakby chciały przyciągnąć mnie jeszcze bliżej. A jednak wciąż szukałem choć odrobiny sprzeciwu. Gdyby kazał mi przestać, zrobiłbym to. Nie byłoby to przyjemne, ale nigdy nie zrobiłbym nic na siłę. Szczególnie teraz, kiedy zwyczajnie się między nami układało.
- A-Ari... - usłyszałem i od razu uniosłem się, odrywając od jasnej skóry na jego szyi, którą znaczyłem kolejnymi pocałunkami. - Trochę mi tu... niewygodnie - wyjaśnił i uśmiechnął się lekko.
- No dobrze... - wstałem i uniosłem go, a on wtulił we mnie swoją zarumienioną buźkę.
Do sypialni wszedłem szczerze mówiąc lekko zestresowany. Julien wyglądał na... raczej pewnego tego co robił i świadomego tego co się działo. A ja byłem rozdarty pomiędzy euforią, która z całą pewnością mogła pchnąć mnie do biegania w koło domu i krzyczenia z radości, a poddenerwowaniem z samego faktu, że działo się właśnie coś, na co czekałem tak długo i strach, że zaraz coś się posypie, odzywał się niemiłym impulsem z tyłu czaszki.
Ułożyłem mojego zmarzlucha na łóżku i znów złączyłem swoje usta z jego w długim, namiętnym pocałunku, podczas którego nasze języki błądziły razem w jego ustach. To, że nie opierał się, a wręcz przeciwnie pchało mnie wciąż dalej. Moje dłonie zjechały na jego biodra, pośladki, wreszcie uda, by zaraz wrócić w górę i wsunąć się pod jego koszulkę.
Julien syknął i zadrżał, kiedy moje gorące palce zetknęły się z jego zimną, elektryzującą skórą. Tak bardzo chciałem zerwać z niego to przeszkadzające mi ubranie, móc wreszcie zobaczyć go nagiego i pieścić go do woli…
- Zmarzluchu… wiesz, że muszę zapytać… - powiedziałem, unosząc się znów lekko i spoglądając w jego błyszczące, jasne oczka. Mój głos był chrapliwy i nawet nie starałem się próbować ukryć tego, co się teraz ze mną działo.
- Chcę tego… chcę ciebie – powiedział i uniósł się, tym razem przejmując inicjatywę.
Wszelkie opory, które do tej pory miałem ustąpiły, w chwili, w której to usłyszałem. Oderwałem się od jego ust i dźwignąłem do siadu, żeby w pospiechu zdjąć koszulkę i z równym zapałem pozbawić góry odzieży i białowłosego.  Zaraz potem wróciłem do jego ust, ledwie na chwilę, po której przeniosłem się na jego szyję, którą z westchnieniem wygiął tak, bym mógł odpowiednio się nią zająć. Zjechałem niżej skubiąc obojczyk, później klatkę piersiową chłopaka. Czułem jak jego dłonie Przenosza się z moich ramion na kark, później wplatają we włosy. Słyszałem przyspieszony oddech, przerwany westchnieniami pełnymi nieskrywanej przyjemności . Podobnie słyszalne było bicie jego serca, które trzepotało mu teraz w piersi.
Kiedy ścisnąłem ustami jego brodawkę dosłownie poczułem jak jego ciałem targnął impuls, który sprawił, że jego skóra zrobiła się jeszcze chłodniejsza. Moja zaś dostosowała się błyskawicznie, podnosząc temperaturę.
Gdy zjeżdżałem w dół jego brzucha niemal można było usłyszeć syczenie za każdym razem kiedy moje rozgrzane usta musnęły choć jego zziębnięte ciało. Szybko zająłem się zapięciem jego spodni i już po chwili zsunąłem ubrania w dół aby pozostawić go całkowicie nagiego.
Julien w pierwszym odruchu chciał się zasłonić, ale nie pozwoliłem mu na to. Oj nie… Miałem zamiar cieszyć oczy jego widokiem nawet jeżeli sam mój wzrok wystarczył, żeby jego ciało nader żywo reagowało. Mimo chłodu jego ciała, jego policzki płonęły żywym rumieńcem, oddech rwał się, a serduszko dudniło.
- Jesteś cudowny – wymruczałem nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu. – I calutki tylko i wyłącznie mój… - dodałem po czym schyliłem się znów, tym razem żeby moje usta musnęły skórę na jego biodrze, którą zaraz później zassałem, robiąc w tym miejscy sporą, różową malinkę. Drugą zrobiłem na wewnętrznej stronie jego uda. Był mój i z czystą rozkoszą to zaznaczyłem na jego ciele.
Białowłosy szarpnął się i jęknął, kiedy ująłem w dłoń jego wyprężoną męskość i zacisnąłem na niej usta. Nie mogłem się powstrzymać przed dłuższym pieszczeniem najczulszego punktu chłopaka, szczególnie, że moich uszu dochodził pełne rozkoszy pojękiwania, które czasami próbował tłumić dłońmi. Jego ciało wiło się i prężyło, co tylko nakręcało mnie bardziej.
- Ari… - niemal zaszlochał, co sprawiło, że od razu przestałem unosząc się i w pospiechu wpijając w jego usta.
- Jeszcze trochę zmarzluchu… Jeszcze trochę – obiecałem i skubnąłem go w ucho, żeby zaraz wstać, zdjąć resztę ubrań, które strasznie mi przeszkadzały, uwierając tam, gdzie zdecydowanie nie powinny, sięgnąłem do szuflady przy łóżku po żel, który miał nieco ułatwić nam dalszą zabawę i wróciłem do Juliena, tym razem jednak moja dłoń wsunęła się między jego uda, bym mógł odnaleźć wejście do jego wnętrza. Lodowatego wręcz, jak cały on teraz, ale słodko wrażliwego, co było widać po tym jak chłopak zadrżał ledwo wsunąłem w niego palce.
- To… dziwne… - wyszeptał, widocznie próbując chować zaczerwienioną twarzyczkę.
- Nieprzyjemne? – spytałem, ale nie zatrzymałem się ani na chwilę, a wręcz przeciwnie.
Julien nie odpowiedział, w zamian za to pokręcił przecząco głowa i jęknął głośniej, ostatecznie całkowicie mi się poddając.
Każdy szybszy oddech, jęk czy szybki impuls przeszywając jasne, wijące się pode mną ciało, sprawiał mi cholerną rozkosz. Nic jednak nie mogło się równać z uczuciem, które owładnęło mną, kiedy uniosłem biodra Juliena i powoli w niego wszedłem. Kawałek po kawałku, coraz głębiej, nie potrafiąc powstrzymać gardłowego, pełnego satysfakcji pomruku. Czułem przy tym jak dłonie chłopaka łapią kurczowo moje ramiona, pragnąc przyciągnąć mnie bliżej, mocniej…
Krew w żyłach dosłownie mi wrzała stanowiąc idealne przeciwieństwo do ciała Juliena, które pokryłby chyba szron, gdyby nie to, że moje gorąco nie pozwoliło mu na to. Wokół nas zaczęły unosić się kłęby pary. A ja czułem, że nic więcej niż chłód mojego kochanka nie jest mi potrzebne do dalszego życia, nawet oddech, który odebrałem i sobie i jemu, łącząc znów nasze usta razem.

1 komentarz:

  1. O tak, tak tak. <3 Jakie to piękne i słodkie, w końcu ja się doczekałam. <3 Jaki Ari jest cudownie subtelny. :* Słodkości ty moje, nie chowaj się. O_O <--- Tak teraz wyglądam. No nie... Nie chcę się chwalić ale i ja czuję część emocji Julci, dosłownie i bez żadnych przenośni. <3 To jest tak dobrze opisane, zupełnie inaczej niż poprzednie gnioty które miałam okazje czytać. *_* Brak mi słów, po prostu najlepszy opis jaki miałam w życiu okazje przeczytać. <3

    OdpowiedzUsuń