Wpiłem się mocno w usta Juliena spijając z nich kolejne
pocałunki. Smakowałem chłodnej słodyczy, która była nieodzowną częścią niego.
Tak charakterystyczna, dobrze mi już znana, a mimo to pragnąłem jej coraz
bardziej i bardziej.
Mimo jednak swoich pragnień byłem ostrożny. Nawet jeżeli
jego ciało z ochota przyciskało się do mojego, nawet jeżeli nie protestował,
kiedy pozwoliłem mu się zsunąć i ułożyć na kanapie, a sam nakryłem go swoim
ciałem. Co więcej, jego chłodne palce błądziły po moim ciele to wplatając się w
kosmyki włosów na karku, to zjeżdżając w dół, jakby chciały przyciągnąć mnie
jeszcze bliżej. A jednak wciąż szukałem choć odrobiny sprzeciwu. Gdyby kazał mi
przestać, zrobiłbym to. Nie byłoby to przyjemne, ale nigdy nie zrobiłbym nic na
siłę. Szczególnie teraz, kiedy zwyczajnie się między nami układało.
- A-Ari... - usłyszałem i od razu uniosłem się, odrywając od
jasnej skóry na jego szyi, którą znaczyłem kolejnymi pocałunkami. - Trochę mi
tu... niewygodnie - wyjaśnił i uśmiechnął się lekko.
- No dobrze... - wstałem i uniosłem go, a on wtulił we mnie
swoją zarumienioną buźkę.
Do sypialni wszedłem szczerze mówiąc lekko zestresowany.
Julien wyglądał na... raczej pewnego tego co robił i świadomego tego co się
działo. A ja byłem rozdarty pomiędzy euforią, która z całą pewnością mogła
pchnąć mnie do biegania w koło domu i krzyczenia z radości, a poddenerwowaniem
z samego faktu, że działo się właśnie coś, na co czekałem tak długo i strach,
że zaraz coś się posypie, odzywał się niemiłym impulsem z tyłu czaszki.
Ułożyłem mojego zmarzlucha na łóżku i znów złączyłem swoje
usta z jego w długim, namiętnym pocałunku, podczas którego nasze języki
błądziły razem w jego ustach. To, że nie opierał się, a wręcz przeciwnie pchało
mnie wciąż dalej. Moje dłonie zjechały na jego biodra, pośladki, wreszcie uda,
by zaraz wrócić w górę i wsunąć się pod jego koszulkę.
Julien syknął i zadrżał, kiedy moje gorące palce zetknęły
się z jego zimną, elektryzującą skórą. Tak bardzo chciałem zerwać z niego to
przeszkadzające mi ubranie, móc wreszcie zobaczyć go nagiego i pieścić go do
woli…
- Zmarzluchu… wiesz, że muszę zapytać… - powiedziałem,
unosząc się znów lekko i spoglądając w jego błyszczące, jasne oczka. Mój głos
był chrapliwy i nawet nie starałem się próbować ukryć tego, co się teraz ze mną
działo.
- Chcę tego… chcę ciebie – powiedział i uniósł się, tym
razem przejmując inicjatywę.
Wszelkie opory, które do tej pory miałem ustąpiły, w chwili,
w której to usłyszałem. Oderwałem się od jego ust i dźwignąłem do siadu, żeby w
pospiechu zdjąć koszulkę i z równym zapałem pozbawić góry odzieży i
białowłosego. Zaraz potem wróciłem do
jego ust, ledwie na chwilę, po której przeniosłem się na jego szyję, którą z
westchnieniem wygiął tak, bym mógł odpowiednio się nią zająć. Zjechałem niżej
skubiąc obojczyk, później klatkę piersiową chłopaka. Czułem jak jego dłonie
Przenosza się z moich ramion na kark, później wplatają we włosy. Słyszałem
przyspieszony oddech, przerwany westchnieniami pełnymi nieskrywanej
przyjemności . Podobnie słyszalne było bicie jego serca, które trzepotało mu
teraz w piersi.
Kiedy ścisnąłem ustami jego brodawkę dosłownie poczułem jak
jego ciałem targnął impuls, który sprawił, że jego skóra zrobiła się jeszcze
chłodniejsza. Moja zaś dostosowała się błyskawicznie, podnosząc temperaturę.
Gdy zjeżdżałem w dół jego brzucha niemal można było usłyszeć
syczenie za każdym razem kiedy moje rozgrzane usta musnęły choć jego zziębnięte
ciało. Szybko zająłem się zapięciem jego spodni i już po chwili zsunąłem
ubrania w dół aby pozostawić go całkowicie nagiego.
Julien w pierwszym odruchu chciał się zasłonić, ale nie
pozwoliłem mu na to. Oj nie… Miałem zamiar cieszyć oczy jego widokiem nawet
jeżeli sam mój wzrok wystarczył, żeby jego ciało nader żywo reagowało. Mimo
chłodu jego ciała, jego policzki płonęły żywym rumieńcem, oddech rwał się, a
serduszko dudniło.
- Jesteś cudowny – wymruczałem nie potrafiąc powstrzymać
uśmiechu. – I calutki tylko i wyłącznie mój… - dodałem po czym schyliłem się
znów, tym razem żeby moje usta musnęły skórę na jego biodrze, którą zaraz
później zassałem, robiąc w tym miejscy sporą, różową malinkę. Drugą zrobiłem na
wewnętrznej stronie jego uda. Był mój i z czystą rozkoszą to zaznaczyłem na
jego ciele.
Białowłosy szarpnął się i jęknął, kiedy ująłem w dłoń jego
wyprężoną męskość i zacisnąłem na niej usta. Nie mogłem się powstrzymać przed
dłuższym pieszczeniem najczulszego punktu chłopaka, szczególnie, że moich uszu
dochodził pełne rozkoszy pojękiwania, które czasami próbował tłumić dłońmi. Jego
ciało wiło się i prężyło, co tylko nakręcało mnie bardziej.
- Ari… - niemal zaszlochał, co sprawiło, że od razu
przestałem unosząc się i w pospiechu wpijając w jego usta.
- Jeszcze trochę zmarzluchu… Jeszcze trochę – obiecałem i
skubnąłem go w ucho, żeby zaraz wstać, zdjąć resztę ubrań, które strasznie mi
przeszkadzały, uwierając tam, gdzie zdecydowanie nie powinny, sięgnąłem do
szuflady przy łóżku po żel, który miał nieco ułatwić nam dalszą zabawę i
wróciłem do Juliena, tym razem jednak moja dłoń wsunęła się między jego uda,
bym mógł odnaleźć wejście do jego wnętrza. Lodowatego wręcz, jak cały on teraz,
ale słodko wrażliwego, co było widać po tym jak chłopak zadrżał ledwo wsunąłem
w niego palce.
- To… dziwne… - wyszeptał, widocznie próbując chować
zaczerwienioną twarzyczkę.
- Nieprzyjemne? – spytałem, ale nie zatrzymałem się ani na
chwilę, a wręcz przeciwnie.
Julien nie odpowiedział, w zamian za to pokręcił przecząco
głowa i jęknął głośniej, ostatecznie całkowicie mi się poddając.
Każdy szybszy oddech, jęk czy szybki impuls przeszywając
jasne, wijące się pode mną ciało, sprawiał mi cholerną rozkosz. Nic jednak nie
mogło się równać z uczuciem, które owładnęło mną, kiedy uniosłem biodra Juliena
i powoli w niego wszedłem. Kawałek po kawałku, coraz głębiej, nie potrafiąc
powstrzymać gardłowego, pełnego satysfakcji pomruku. Czułem przy tym jak dłonie
chłopaka łapią kurczowo moje ramiona, pragnąc przyciągnąć mnie bliżej, mocniej…
Krew w żyłach dosłownie mi wrzała stanowiąc idealne
przeciwieństwo do ciała Juliena, które pokryłby chyba szron, gdyby nie to, że
moje gorąco nie pozwoliło mu na to. Wokół nas zaczęły unosić się kłęby pary. A
ja czułem, że nic więcej niż chłód mojego kochanka nie jest mi potrzebne do
dalszego życia, nawet oddech, który odebrałem i sobie i jemu, łącząc znów nasze
usta razem.
O tak, tak tak. <3 Jakie to piękne i słodkie, w końcu ja się doczekałam. <3 Jaki Ari jest cudownie subtelny. :* Słodkości ty moje, nie chowaj się. O_O <--- Tak teraz wyglądam. No nie... Nie chcę się chwalić ale i ja czuję część emocji Julci, dosłownie i bez żadnych przenośni. <3 To jest tak dobrze opisane, zupełnie inaczej niż poprzednie gnioty które miałam okazje czytać. *_* Brak mi słów, po prostu najlepszy opis jaki miałam w życiu okazje przeczytać. <3
OdpowiedzUsuń