I tak oto zakończyłem ten dziwny
dzień: uśmiechem Ariana. Byłem w szoku, że odwiedził mnie z
własnej woli. Martwił się? W sumie... Na to by wyszło. Chciał w
końcu sprawdzić „czy żyję”, nie? No to sprawdził i nawet
pomimo ogólnej złości mojej matki – poprawił mi nastrój. Miło
było zobaczyć kogoś z uczelni, tylko szkoda, że nie miał przy
sobie żadnych notatek... Ale czego ja oczekiwałem po takiej Amebie?
No nic, liczył się w końcu gest.
Samo to, że faktycznie pokazał się w
drzwiach mojego domu było wystarczająco zaskakujące, bo przecież
nikt mu nic nie kazał i on sam nie miał w tym żadnego interesu.
Zupełnie tak, jakby po prostu chciał mnie zobaczyć... O nie,
Julien, za dużo myślisz, znowu. Prędko schowałem się z powrotem
do domu, czując chłodny wiatr i jeszcze zimniejsze spojrzenie matki
zza okna. Tak... powróćmy do ulubionych chwil, takich sam na sam z
mamusią.
- Co ty za popisówkę tutaj
odstawiasz? Mówiłam wyraźnie, że...- Nie słucham Cię – odparłem, kierując się na schody.
- Julien! Co to za zachowanie?! Wiedziałam, wpadłeś w złe towarzystwo! Przez zadawanie się z takimi, jak to coś zaniedbałeś naukę i przestałeś mnie szanować!
- To „COŚ”, co zresztą bardzo pięknie określiłaś, było teraz dla mnie zdecydowanie milsze od Ciebie – syknąłem nienawistnie.
- On ci chyba mózg wyszarpał! Dziecko, czy ty masz pojęcie o czym mówisz? To zwykły kryminalista, nie potrafił nawet ugryźć się w ten rozpuszczony język, kiedy ze mną rozmawiał!
- Bo TY nie dałaś mu dojść do słowa! - wszedłem do pokoju i trzasnąłem drzwiami. Koniec, wyprowadzam się.
W poniedziałek triumfalnie powróciłem na uczelnię, oczywiście nosząc na twarzy maseczkę ochronną. Nie spodziewałem się, że wszyscy tak się do mnie zbiegną, bo przecież kiedy nie było mnie cały zeszły tydzień... nikt się tym za bardzo nie przejął. Dlaczego tak było? Jedyną osobą, z którą miałem jakiś kontakt przez ten czas była Minami oraz... Arian. Nie omieszkałem i rzuciłem mu spojrzenie, kiedy mignął mi na korytarzu. Wyglądał lepiej, nie był taki zdenerwowany, a nawet mnie zauważył. Oczywiście nie podszedł, za dużo ludzi naokoło, jednak wydawało mi się, że coś się stało. W gruncie rzeczy dobrze było znów tu być, poczuć zapach kurzu tych murów, smak niezbyt dobrej herbaty z automatu, przypalane końcówki włosów Ameby. Ale to nie czas na relaks, choć i na niego musiałem znaleźć chwilkę. W końcu wychodząc z domu miałem perspektywę doskonałej ciszy i spokoju od mojej matki! No ale różowo nie było, musiałem jak najszybciej nadrobić materiał sprzed tygodnia i... poszukać kogoś, kto może ma dla mnie trochę miejsca w domu.
Po czterech dniach przepytywania połowy
ludzi z uczelni jednak dałem sobie spokój. Od każdego słyszałem
odmowy mniej lub bardziej grzeczne, ponad połowa krzywiła się
dziwnie słysząc moje pytanie. Co jest..? Przecież to nie było nic
dziwnego, nienaturalnego, po prostu chciałem znaleźć kogoś, z kim
mógłbym trochę pomieszkać. No przecież nie na zawsze, a miałem
wrażenie, że właśnie w takiej perspektywie mnie widzieli. Było
to dla mnie bardzo dziwne, bo ja raczej nigdy nikomu nie odmawiałem
pomocy, a oni wszyscy tak po prostu na wstępie mówili mi „nie”,
opcjonalnie szukali lepszej wymówki. Kiedy miałem zamiar się już
poddać na myśl przyszła mi jeszcze jedna osoba, której raczej bym
podejrzewał o wszystko, ale nie o posiadanie ludzkiej empatii.
Jednak skoro już mi mignął przed chwilą, gdy wychodził z
budynku, to może warto zapytać..? Kto szuka nie błądzi, czy jakoś
tak to szło.
Wyszedłem prędko z budynku i
podszedłem do mojej Ameby.
- Hej, nie przeszkadzam za bardzo..?- Wow, żyjesz. Bydło cię nie udusiło?
- Arian, proszę... - westchnąłem i postanowiłem delikatnie zacząć temat. - Nie szukasz może współlokatora..?
- Współlokatora? Po co niby?
- No... ogólnie... Po prostu pytam.
- Nie, nie jakoś szczególnie i szczerze przyznam, że nigdy nad tym nawet nie myślałem. A co? Masz kogoś konkretnego na myśli?
- Chodzi o to, że... Nie za bardzo mam się gdzie podziać. Nie chcę brać pieniędzy od matki, nieco zajmie zanim przyznają mi stypendium, o ile je dostanę...
- I pomyślałeś, że fajnie będzie pożerować nieco na mnie?
- Wiedziałem, że to był głupi pomysł.
- Nie powiedziałem, że się nie zgadzam...
Otworzyłem szerzej oczy. Nie żartował..?
- N-Naprawdę...?
Bardzo dobrze Julcia, buntuj się. :D Wyprowadza się? O tak, tylko na to czekałam. Co za ludzie, tak to się zlatują jak szczury do sera a jak przyjdzie co do czego to nie ma kto pomóc. „Mojej Ameby”? To on jest już twój? No pewnie że się zgodzi, borsuk jeden. Nie odmówiłby, nie kiedy ma na ciebie chęć. :3
OdpowiedzUsuń