niedziela, 5 lutego 2017

Rozdział I - Kawiarenka

Nie ma to jak zrobić sobie przerwę między wykładami i posiedzieć trochę w okolicznej knajpie. Nawet moja niechęć do dużej ilości ludzi wokoło nie dawała o sobie znać, głód był wartością nadrzędną i nawet byłem w stanie ich wszystkich zaakceptować. Zresztą... nie siedzieli tu wcale tacy źli ludzie. Przy moim stoliku usiadła dziewczyna, od której często pożyczałem notatki z opuszczonych wykładów i która teraz z zadowoleniem pochłaniała ciastko z wisienką. Stolik dalej zajęło kilku chłopaków, którzy ani na sekundę nie wyciągali nosów ze swoich komórek, tabletów czy też laptopów w zależności od tego, co akurat mieli przy sobie. W sumie całkiem miło, biorąc pod uwagę ten zapach jedzenia unoszący się w powietrzu. Swoją drogą cały czas mnie dziwiło jakim cudem tak dobre jedzenie podają tam blisko uniwersytetu, gdzie 3/4 gości to wygłodniali studenci, próbujący zaoszczędzić każdy grosz. Czy właścicielom powodziło się za dobrze czy jak?
Sięgnąłem po kubek z gorącą kawą, wcześniej zsuwając z nosa i ust maseczkę ochronną. Kątem oka dostrzegłem tworzącą się kolejkę do kasy i mimowolnie wywołało to uśmiech na mojej twarzy. Niech się pomęczą, postoją, nóżki ich rozbolą, a ja już sobie będę siedział, patrzcie państwo! Na chwilę odwróciłem wzrok od tłumu ludzi by tak po prostu zerknąć za okno, skontrolować całą tą sytuację na zewnątrz, czy przypadkiem nie ominęło mnie nic ciekawego i właśnie wtedy ujrzałem tego wielkiego goryla, który wlazł jak jakaś burza do lokalu. Jeszcze tak bezczelnie się przepchnął na sam środek kolejki! O nie, takie zachowanie nie może zostać podarowane. Bez wahania naciągnąłem maseczkę na nos i wstałem od stoliku, szybkim krokiem podchodząc do jegomościa.
- Przepraszam, ale powinieneś poczekać na swoją kolej - zacząłem grzecznie i to właśnie wtedy zauważyłem, że między nami jest okropna różnica przynajmniej dziesięciu centymetrów wzrostu. Matko boska... gdzie to się takie wielkie uchowało? Ale zaraz, zaraz, momencik, jak on się do mnie odezwał? Julien, spokojnie. Wdech i wydech, nie możesz się denerwować, na ogół przecież jesteś spokojny to dlaczego masz dać się wyprowadzić z równowagi jakiemuś pospolitemu cholerykowi?
- Oni wszyscy byli tutaj przed tobą, uszanuj to choć trochę. Postaw się na ich miejscu, to wcale nie jest miłe i ani trochę grzeczne. Troszeczkę kultury i lepiej się cofnij na koniec kolejki - skrzyżowałem ręce na piersi i wyprostowałem się dumnie, wpatrując się w niego nieustannie złotymi oczami. - Kupisz sobie swoją kanapkę za parę minut, raczej cię to nie zbawi.

2 komentarze:

  1. I druga notka poszła. Są bardzo krótkie co przyśpieszy nadrobienie zaległości. Podoba mi się zachowanie niższego, milusi. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Leci drugi komentarz :) Zanosi się wojna pomiędzy obydwoma panami :D Julien wydaje się uroczy, słodki miś. Ale lepiej, by tak nie skakał bo niechcący zarobi w ząbki xD

    OdpowiedzUsuń