niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział IV - Dziękuję

Nie wierzę, że on był dla mnie miły. Może to nie był szczyt uprzejmości, ale nie spodziewałem się z jego strony takiej troski. Jakby nie patrzeć sprawdził, czy ze mną wszystko w porządku, nakarmił mnie, zaproponował, że mnie odwiezie... miło z jego strony. Jakby nagle ktoś postawił go dla mnie w innym świetle, jakby nagle pierdołowata ameba ewoluowała w wyższą formę, jak jakiś pokemon. Nie no, koniec żartów o ewolucji na tę chwilę, on naprawdę był milszy.
Poszedłem za nim do kuchni, by kontynuować mój wywiad środowiskowy, a przy okazji wyłapać kilka cennych informacji z jego wyglądu. Rozcięta warga nie wyglądała dobrze... ale powiedział, że to on się zajął tamtymi dupkami, więc to może przez nich? Ale to tak..? Wyglądało na to, że ktoś mu musiał tę wargę rozerwać w bardziej wyrafinowany sposób, bo choć już się troszkę zagoiła to wciąż wyglądała na dość świeżą. Musiała boleć. Nie, ja się wcale o niego nie martwię, tak tylko, ludzki odruch.
- W takim razie nie będzie ci przeszkadzało, jak zostanę jeszcze na kawę? Jak cudownie. Słodzę trzy łyżeczki, jedna łyżka kawy, proporcje wody do mleka to 1:3. Pięknie dziękuję, może być w kubki.
Jego mina była bezcenna! Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu, ale skierowałem już kroki w stronę łazienki, więc nie było mi dane dłużej oglądać wyrazu jego twarzy. Tak, to przykre, ale właśnie dotarło do mnie, że to bydle tylko przy ludziach jest takie wielkie i okropne. Może faktycznie źle go oceniłem? No ale z drugiej strony... jak miałem go pozytywnie ocenić po tym, jak przez niego bawiłem się w jakiś makijaż? Ale nie, tym razem nie popsuło to mojego nastroju i choć głowa wciąż mnie bolała to jakiś tam uśmieszek na ustach wciąż gościł.
Będąc w łazience od razu spojrzałem w lustro. Matko Boska, jak ja wyglądałem... te brudne włosy, twarz jakaś taka szara... trzeba się szybko doprowadzić do porządku. Tylko trzeba to zrobić delikatnie, bo ten opatrunek... naprawdę było ze mną tak źle, żeby musiał tak się mną opiekować? Rany... to takie... dziwne. Mieszkanie Ariana. Przespałem w nim całą noc... noc w towarzystwie wroga. Ludzie, ten świat schodził na psy. Kiedy już miałem zamiar się choć trochę doprowadzić do żywych nagle zdałem sobie sprawę z tego, że było tu coś co naprawdę ładnie pachniało. W dodatku ten sam zapach czułem już w kuchni, a wcześniej w salonie i... czekaj, czekaj. Nie było tu żadnych perfum, więc to nie one były źródłem zapachu. Tak więc skoro to nie były perfumy, to co tu tak pachnie? Aż mi się głupio zrobiło, kiedy zapach zaprowadził mnie to ręcznika wiszącego przy grzejniku. Chwyciłem go lekko i przyciągnąłem do nosa, a po powąchaniu wszystko stało się jasne. Ta ogromna ameba, kiedy tak się nie fajczyła ze wściekłości, pachniała naprawdę całkiem ładnie. Miła, bardzo miła niespodzianka. Ugh, zresztą, po co mi takie zbieranie nic nie wartych informacji? Po co mi wiadomość o tym, że Arian pachnie... dlaczego interesowały mnie takie pierdoły.
Opuściłem łazienkę po upływie dobrych dwudziestu minut, jednak plus tego był taki, że wreszcie wyglądałem jak ludź, no i nabrałem kolorów. Kiedy po wejściu do kuchni zobaczyłem kawę na blacie dodatkowo mój dobry nastrój się podkręcił. Powinienem być co najmniej poirytowany ta sytuacją, a jednak bawiło mnie to, że tu jestem, że z nim rozmawiam oraz to, że z nim faktycznie da się porozmawiać.
- Dziękuje.

2 komentarze:

  1. Ameba ewoluowała na Kicie. <3 Wow, polarek złożył perfekcyjne zamówienie. Czemu bydle? On się robi słodki i fajny a ten go dalej wyzywa. XD Dlaczego on wącha jego ręczniki? To jest dziwne. :D No, robi się miły. Doczekałam się tego słowa za uratowanie dupy. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. To lekkie zamówienie Juleczka mnie rozbroiło :D Kochaniutki, uwierz, że spanie u wroga to w sumie nie tak źle. Jak to mówią, przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej xD Dzięki temu wiesz, że ten twój znienawidzony Ari ładnie pachnie :D

    OdpowiedzUsuń