sobota, 6 maja 2017

Rozdział XIII - Bezpiecznie...

- Nie jestem twój... - powtórzyłem, mimowolnie ściszając głos. Czułem się przy tym naprawdę... źle. Dlaczego to tak fatalnie brzmiało w moich ustach?
Nieistotnym stał się fakt, że prawie nagi właśnie siedzę pod kocem, którym to właśnie on mnie nakrył. W dodatku zrobił to z czystej... zazdrości? Mogę to tak nazwać..? Chyba mogę, bo sposób w jaki teraz na mnie patrzył był jakiś inny, taki... nowy.
Ta cała gra w rozbieranego pokera potoczyła się kompletnie inaczej niż sobie to zapanowałem. To nie ja powinienem był rozbierać się niemal do naga, ani też nie Arian. I to wcale nie tak, że zwyczajnie chciałem ujrzeć w ten sposób Marikę. W końcu już zrobiłem sobie w tej kwestii rachunek sumienia i wiedziałem doskonale, że nie pociąga mnie ona na tyle, bym był w stanie obłapiać ją wzrokiem. Bo nie potrafiłem ani jej, ani Aishy... nikogo z pewnym, małym wyjątkiem.
Gdy teraz trzymał mnie w ramionach, nie wiedziałem co powinienem ze sobą zrobić. Na powrót zrobiło mi się zimno oraz przeszedł mnie dreszcz, gdy nasze ciała się zetknęły. Już nie uważałem tego za złe czy obrzydliwe, tylko po prostu było mi z tym źle... A to tylko dlatego, że zobaczyłem go wtedy z tamtym brunetem. Gdyby to nie miało miejsca, być może te wszystkie trudne do przeżycia dni milczenia spędzilibyśmy zupełnie inaczej... Chciałem przecież z nim porozmawiać i powiedzieć o zerwaniu z dziewczyną oraz o jego przyczynie, ale... Właśnie, „ale”.
- Gdybym był, nie przyprowadziłbyś tego dupka ze sobą... - odparłem, zagryzając dolną wargę. Natłok myśli i rozmaitych uczuć nie pozwalał mi na jakieś trzeźwe spojrzenie na zaistniałą sytuację, a w dodatku musiałem się pilnować, by podbródek mi nie drżał tak, jakbym chciał się rozryczeć.
- To była głupota... Naprawdę wielka głupota. Byłem wkurzony, musiałem odreagować, on się napatoczył... Nie złość się... - również szeptał mi nad uchem.
- Przecież Cię nie odepchnąłem, wkurzyłeś się tak nagle...
- Ale przecież... odepchnąłeś mnie, powiedziałeś "nie", myślałem, że... znów mnie nie chcesz... - nie kryjąc zdziwienia, przyglądał mi się zaskoczony.
- To nie tak, gdybyś tylko umiał trzymać ręce przy sobie... - odwróciłem od niego wzrok, spoglądając w stronę, gdzie powinienem zobaczyć Marikę, jednak dziewczyny już tam nie było.
Nawet nie zauważyłem, że wyszła... kiedy wyszła? Jak wiele słyszała? Chociaż, tak szczerze mówiąc... nie obchodziło mnie to. Pierwszy raz od paru długich dni mogłem z nim porozmawiać i byłem jej naprawdę wdzięczny za to, że opuściła nasze mieszkanie. Naprawdę... chciałem zostać z nim sam na sam.
- Przepraszam.... Zwyczajnie myślałem... Sam z resztą wiesz. To, że mnie odtrąciłeś, za cholerę nie potrafiłem o tym zapomnieć...
- Naprawdę..? Myślałem, że to wszystko już dawno minęło... - zmrużyłem oczy. Byłem święcie przekonany, że to, co stało się między nami już tak długi czas temu było nieistotne i można było to wrzucić w otchłań zapomnienia. A teraz dowiaduję się, że... Arian, on... przez cały ten czas...
- Chciałem, żeby minęło.... Miałem nadzieję, że minie. Ale widać to nie takie proste...
- Zauważyłem – mruknąłem i dość niepewnie oparłem głowę na jego ramieniu. - Ostatnie dni były okropne.
- Okropne to mało powiedziane, choć nie wiedziałem, że dla Ciebie też – poczułem, że mnie obejmuje i choć jakaś część mnie miała przeciwko temu obawy, to nie ruszyłem się. Po prostu mu pozwoliłem, bo chyba chciałem tego bardziej, niż mi się wydawało. Lepiej. W jego ramionach poczułem się... bezpieczny. I było mi zdecydowanie cieplej, więc ciało odpowiedziało lekkim dreszczem.
- Jakby cię tu nie było, słowa nie zamieniliśmy... Ciężko to opisać, czułem się źle – zmrużyłem oczy, zaś on objął mnie mocniej. Było tak... zupełnie inaczej niż z jakąkolwiek dziewczyną.
- Myślałem, ze nie bardzo będziesz chciał ze mną rozmawiać, a do tego... sam nie wiedziałem czego ja chcę. Od teraz będzie lepiej, dobrze? - chyba zamruczał czy coś na ten wzór i zaczął mnie głaskać. Głupi... Przez niego kompletnie zapomniałem o tym, jak niewiele mamy oboje na sobie.
- Bo nie chciałem... - zrobiło mi się dziwnie głupio. - I jeśli chcesz to możesz mnie tak tulić... Nie przeszkadza mi to... - wyjaśniłem, całkiem zamykając oczy. A kiedy tylko to zrobiłem, on przyciągnął mnie bliżej siebie, a mi wyostrzyły się pozostałe zmysły, jak węch i słuch. Słyszałem jego oddech, zaskakująco spokojny i miarowy oraz czułem jego zapach.... Wciąż twierdziłem, że pięknie pachnie. Nawet lekko się uśmiechnąłem, napawając się chwilą.
- Brakowało mi Ciebie strasznie... Nawet już nie chodzi o to, jak cholernie mi się podobasz. Zwyczajnie, cię polubiłem i... naprawdę chciałbym, żebyś dał mi szansę...
- Również Cię polubiłem... zastanawiałem się, dokąd wychodzisz przez ostatnie dni... Chyba się martwiłem – mruknąłem, równocześnie uśmiechając się odrobinę szerzej. - Ja jeszcze nigdy... nie byłem z chłopakiem...
- Tak, zdążyłem już zauważyć i... rozumiem, że to może nie być łatwe – przesunął dłonią po moich włosach. - Spróbuj chociaż... Skoro jednak mnie choć trochę lubisz... I nie musiałeś się martwić. Mówiłem ci już, że mnie nic złego się nie przytrafia...
- Jednak mimo to martwiłem się, nie wiedziałem gdzie jesteś... - w końcu, dość niechętnie odsunąłem się od niego. To nie była rozmowa na tę chwilę. - Obejrzymy coś razem? I porozmawiamy jeszcze później... Proszę..? - instynktownie spojrzałem mu w oczy.
- No dobrze... Ale najpierw się może nieco ubierzmy, co? - on także się uśmiechnął. No w końcu... Nareszcie atmosfera przestała być gęsta, jak ten likier i toksyczna, jak chemikalia.
- To ja zajmuję łazienkę – odparłem, wygrzebując się z koca i zbierając ubrania z kanapy.
Parę chwil później stałem już pod prysznicem i była to chyba najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć. To niebiańskie uczucie, jakim było zmycie z siebie wszelkich stresów i zmartwień po raz pierwszy od długiego czasu zagościło we mnie na nowo. Nareszcie było... normalnie. Być może nawet lepiej, a w każdym razie inaczej. Coś się przed chwilą stało, coś się zmieniło, coś... zaiskrzyło, natomiast ja sam chciałem jak najszybciej do niego wrócić. Co za zabawne uczucie!
Standardowo, po paręnastu minutach wróciłem do salonu. Z racji tego, że już był właściwie wieczór włożyłem na siebie lżejsze, luźniejsze ubrania, jak na przykład te ulubione białe dresy. Bez zbędnych słów usiadłem obok niego na kanapie i tak, jak ostatnio porwałem koc, tylko, że tym razem zarzuciłem go również na niego. Niby wiedziałem, że to chodząca gofrownica i czasem bywa tak gorący, że można się poparzyć, jednak no... kurde, po prostu to zrobiłem, kej? Z troski.
Ostatnio oglądaliśmy wspólnie horror, więc tym razem znaleźliśmy jakiegoś thrillera. Byłem też w pewien sposób mu za to wdzięczny, bo w końcu jest to gatunek trochę bardziej wymagający myślenia od klasycznego horroru. A zatem nie telepałem się ze strachu, jak wtedy i nie leżałem na jego nogach... Tym razem jedynie oparłem głowę na jego ramieniu, traktując je jak poduszkę.
Po seansie znowu nastała chwila ciszy, jednak tym razem dało się czuć ja kompletnie inaczej. Ta cisza była inna, spokojna, pozbawiona mdlącego odoru złości i obaw. I ta cisza wpłynęła na mnie na tyle motywująco, że zebrałem się w sobie i zadałem to dość... krępujące pytanie.
- Mógłbym dzisiaj z tobą spać..?

1 komentarz:

  1. Na czas się zmyła, uratowała ich przed końcem. <3 Dobrze się stało, grzeczna ameba może się ogarnie. Kochany króliczek. <3 Odpowiednie pytanie.

    OdpowiedzUsuń