Powinienem dziękować Bogu, że mam
tak cudownego faceta, jak on. Naprawdę. Pomimo tych wszystkich,
dziwnych zazwyczaj zgrzytów, jakie zachodziły między nami już od
samego początku, a które postanowiły wrócić w ostatnim czasie,
naprawdę uważałem, że jest niezwykły. Dlaczego? Już tłumaczę.
Zawsze był w gotowości, aby jechać dla mnie po cokolwiek
słodkiego. Podejrzewam, że gdyby zachciało mi się, jak jakiejś
kobiecie w ciąży ptasiego mleczka o godzinie jedenastek w nocy, on
by po nie poszedł. Kochał mnie, wiedziałem o tym doskonale, a ja
kochałem jego i tak to nasze życie, choć było jedną, wielką
sinusoidą się toczyło. Nikt, kto się prawdziwie nie zakochał
tego nie zrozumie, ale to co nas łączyło było jednym, wielkim
szczęściem, które okazywane było w najmniejszych pierdołach.
Dlaczego tak uważam? Bo nigdy wcześniej bym nawet nie pomyślał,
że kiedykolwiek będę wieszał się na jego szyi z szerokim
uśmiechem na ustach tylko dlatego, że wrócił cały z swojej
tajemniczej „pracy”. Swoją drogą... Dalej nie wiedziałem,
gdzie zarabiał tyle pieniędzy i dalej mnie to martwiło, jednak ze
względu właśnie na powyższe, za każdym razem cieszyłem się, że
wraca cały do domu.
Tym razem nie było inaczej, znów
wyszedł po coś słodkiego. Tym razem nie tylko dla mnie, odwiedziła
nas ta cud dziewczyna Marika, która od progu rozgadała się, jak
mało kto. Opowiadała mi o wszystkim. O tej wielkiej, sylwestrowej
imprezie. O tym, ile było na niej ludzi. O tym, jaka to mimo
wszystko wielka szkoda, że nas na niej nie było. A także o tym,
kogo tam poznała.
- I wiesz, ta twoja koleżanka Minami
przyszła! Jest taka słodka!
Wręcz pisnęła, kiedy tylko weszła
na jej temat. W życiu bym nie powiedział, że aż tak się jej...
spodoba? Chciało mi się śmiać, gdy zaczęła wyliczać, jakie to
ona ma cudowne, rude loki i duże oczy. A kiedy nadepnęła na
kwestię jej krótkiej sukienki wyglądała zupełnie tak, jak mops,
który zaraz poślini dywan. Bez wahania się z niej śmiałem,
kiwając głową co i rusz, by nie było, że jej nie słucham. A
ochom i achom nie było końca. Tak szczerze mówiąc to nie
spodziewałem się tego w momencie, gdy zapraszałem Minami na
imprezę u Mariki. Spodziewałem się, że się dogadają, ale żeby
ruda rudej w oko wpadła... No proszę, jak ten świat mnie co dzień
zaskakuje.
Mijały minuty, a Ariana wciąż nie
było w domu. Zacząłem się denerwować i dokładnie w odstępie
jednej minuty, co i rusz zerkałem na zegar wiszący nad drzwiami do
salonu. Rudowłosa starała się mnie uspokoić, tłumacząc chłopaka
czymś w rodzaju, że może się zagadał z jakimś znajomym na
ulicy, albo korki były tak gęste, że nawet jego Lalunia nie mogła
przecisnąć się między samochodami, ale to mi wcale nie pomagało.
Tik-tak, tik-tak tik-tak...
„Zaraz rozpierdolę ten zegar”
pomyślałem i poczułem, jak filiżanka w rękach powoli zamarza.
Nie ma to jak z latte zrobić kawę mrożoną, polecam.
Możliwe, że zupełnie jak czujny
pies, uniosłem głowę, parząc w korytarz, gdy tylko usłyszałem
dźwięk otwierających się z klamki drzwi. Od razu poderwałem się
z kanapy, omal nie wyrzucając kawy na dywan i poleciałem na
przedpokój. Po drodze jeszcze prawie się zabiłem o dywan, ale to
nie ważne.
- Ari, w końcu jesteś! - bez wahania
go do siebie przytuliłem, jednak odpowiedział mi tylko syk. Właśnie
wtedy spostrzegłem, że przecież jego ubrania są poobdzierane, a
ramiona obite. - Boże święty... Ari, wszystko w porządku? Nic ci
nie jest? Co się stało?
Delikatnie przyłożyłem dłoń do
jego policzka, zagryzając dosyć mocno dolną wargę. Coś się
stało, wiedziałem. Cholerna intuicja, cholerne złe przeczucia.
Wiedziałem, że nie martwię się na zapas, on przecież... Ale co,
pobili go? W życiu, Ariego? Raczej nie. Ubrania wyglądałyby
inaczej, choć specem od tego nie byłem. Może więc miał wypadek?
Chłód z mojej dłoni zaczął coraz mocniej działać na jego
gorący policzek, więc cofnąłem rękę, widząc unoszącą się
parę.
Przecież, on... Nie myliłem się,
tak...? Wiedziałem...
- Tak się cieszę, że wróciłeś
cały do domu...
Brawo, najbardziej gorąca partia w mieście należy do ciebie. No w sumie jak powstanie „taki” związek, będę się śmiać. Trochę szkoda tej kawy, ale zdarza się. No i Julien miał racje, chociaż nadal nie wie co się tak naprawdę stało. :)
OdpowiedzUsuń