piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział XVI - Strach

Powinienem dziękować Bogu, że mam tak cudownego faceta, jak on. Naprawdę. Pomimo tych wszystkich, dziwnych zazwyczaj zgrzytów, jakie zachodziły między nami już od samego początku, a które postanowiły wrócić w ostatnim czasie, naprawdę uważałem, że jest niezwykły. Dlaczego? Już tłumaczę. Zawsze był w gotowości, aby jechać dla mnie po cokolwiek słodkiego. Podejrzewam, że gdyby zachciało mi się, jak jakiejś kobiecie w ciąży ptasiego mleczka o godzinie jedenastek w nocy, on by po nie poszedł. Kochał mnie, wiedziałem o tym doskonale, a ja kochałem jego i tak to nasze życie, choć było jedną, wielką sinusoidą się toczyło. Nikt, kto się prawdziwie nie zakochał tego nie zrozumie, ale to co nas łączyło było jednym, wielkim szczęściem, które okazywane było w najmniejszych pierdołach. Dlaczego tak uważam? Bo nigdy wcześniej bym nawet nie pomyślał, że kiedykolwiek będę wieszał się na jego szyi z szerokim uśmiechem na ustach tylko dlatego, że wrócił cały z swojej tajemniczej „pracy”. Swoją drogą... Dalej nie wiedziałem, gdzie zarabiał tyle pieniędzy i dalej mnie to martwiło, jednak ze względu właśnie na powyższe, za każdym razem cieszyłem się, że wraca cały do domu.
Tym razem nie było inaczej, znów wyszedł po coś słodkiego. Tym razem nie tylko dla mnie, odwiedziła nas ta cud dziewczyna Marika, która od progu rozgadała się, jak mało kto. Opowiadała mi o wszystkim. O tej wielkiej, sylwestrowej imprezie. O tym, ile było na niej ludzi. O tym, jaka to mimo wszystko wielka szkoda, że nas na niej nie było. A także o tym, kogo tam poznała.
- I wiesz, ta twoja koleżanka Minami przyszła! Jest taka słodka!
Wręcz pisnęła, kiedy tylko weszła na jej temat. W życiu bym nie powiedział, że aż tak się jej... spodoba? Chciało mi się śmiać, gdy zaczęła wyliczać, jakie to ona ma cudowne, rude loki i duże oczy. A kiedy nadepnęła na kwestię jej krótkiej sukienki wyglądała zupełnie tak, jak mops, który zaraz poślini dywan. Bez wahania się z niej śmiałem, kiwając głową co i rusz, by nie było, że jej nie słucham. A ochom i achom nie było końca. Tak szczerze mówiąc to nie spodziewałem się tego w momencie, gdy zapraszałem Minami na imprezę u Mariki. Spodziewałem się, że się dogadają, ale żeby ruda rudej w oko wpadła... No proszę, jak ten świat mnie co dzień zaskakuje.
Mijały minuty, a Ariana wciąż nie było w domu. Zacząłem się denerwować i dokładnie w odstępie jednej minuty, co i rusz zerkałem na zegar wiszący nad drzwiami do salonu. Rudowłosa starała się mnie uspokoić, tłumacząc chłopaka czymś w rodzaju, że może się zagadał z jakimś znajomym na ulicy, albo korki były tak gęste, że nawet jego Lalunia nie mogła przecisnąć się między samochodami, ale to mi wcale nie pomagało. Tik-tak, tik-tak tik-tak...
„Zaraz rozpierdolę ten zegar” pomyślałem i poczułem, jak filiżanka w rękach powoli zamarza. Nie ma to jak z latte zrobić kawę mrożoną, polecam.
Możliwe, że zupełnie jak czujny pies, uniosłem głowę, parząc w korytarz, gdy tylko usłyszałem dźwięk otwierających się z klamki drzwi. Od razu poderwałem się z kanapy, omal nie wyrzucając kawy na dywan i poleciałem na przedpokój. Po drodze jeszcze prawie się zabiłem o dywan, ale to nie ważne.
- Ari, w końcu jesteś! - bez wahania go do siebie przytuliłem, jednak odpowiedział mi tylko syk. Właśnie wtedy spostrzegłem, że przecież jego ubrania są poobdzierane, a ramiona obite. - Boże święty... Ari, wszystko w porządku? Nic ci nie jest? Co się stało?
Delikatnie przyłożyłem dłoń do jego policzka, zagryzając dosyć mocno dolną wargę. Coś się stało, wiedziałem. Cholerna intuicja, cholerne złe przeczucia. Wiedziałem, że nie martwię się na zapas, on przecież... Ale co, pobili go? W życiu, Ariego? Raczej nie. Ubrania wyglądałyby inaczej, choć specem od tego nie byłem. Może więc miał wypadek? Chłód z mojej dłoni zaczął coraz mocniej działać na jego gorący policzek, więc cofnąłem rękę, widząc unoszącą się parę.
Przecież, on... Nie myliłem się, tak...? Wiedziałem...
- Tak się cieszę, że wróciłeś cały do domu...

1 komentarz:

  1. Brawo, najbardziej gorąca partia w mieście należy do ciebie. No w sumie jak powstanie „taki” związek, będę się śmiać. Trochę szkoda tej kawy, ale zdarza się. No i Julien miał racje, chociaż nadal nie wie co się tak naprawdę stało. :)

    OdpowiedzUsuń