Wizyta mamy Ariana była chyba ostatnim
czego mógłbym się spodziewać. Nawet jeśli to raczej oczami
wyobraźni widziałem wredną, najlepiej czarnowłosą kobietę,
która raczej nie potrafi się ugryźć w język i jest co najmniej
wredna. Może nie aż tak, jak ta moja, ale wredna i to bardzo. Byłem
też mile zaskoczony faktem, że można było z nią tak po prostu
porozmawiać o niczym. Przecież odkąd zrobiłem nam herbaty rozmowa
się nie urywała, a to Arian coś mruknął, to ja dopowiedziałem i
czas zleciał naprawdę milo.
W czasie, gdy Ameba postanowiła zalec
na kanapie z pilotem w dłoni, ja odprowadziłem panią Rebeccę do
drzwi. Tak się postępuje z gośćmi, nawet jeśli to twoi rodzice,
ale zdawało się, że średnio go to obchodziło. W ogóle był
jakiś... grzeczny dzisiaj. To przez wizytę jego mamy czy coś się
stało? Może taki dzień, zwyczajnie wpadł w taki nastrój? A może
mi się wydawało? Może to dziwnie zabrzmi, ale przez cały dzień
zerkałem na niego kątem oka. Chyba nie zaniepokoiła się tylko i
wyłącznie jego matka.
Wracając do salonu, zahaczyłem o
kuchnię szybko zmywając talerze po obiedzie i kubki po herbacie
oraz kawie. Nadszedł czas na coś słodkiego, więc ochoczo
sięgnąłem po czekoladę, którą dla mnie kupił i usiadłem na
kanapie obok niego. W czasie, kiedy gniotłem kolejne rządki,
odłamując po kawałku słodkiej radości z każdego z nich,
zerkałem na obraz migający w pudełku. Ja wiem, że gust mamy
różny, ale oglądać taki chłam... no dobra, przesadziłem. Może
to nie było takie złe, ale mógłby przełączyć.
- Weź daj na coś innego... -
mruknąłem, wsuwając kolejną kosteczkę.- Zapomnij.
- Zrobiłem ci obiad, coś za coś – sięgnąłem po pilota, ale uprzedził mnie i wziął go do ręki.
- Nie prosiłem się o obiad...
- No daj spokój, dawaj pilota – już go prawie miałem, kiedy podniósł rękę wysoko do góry.
- Spadaj, moja kolej. Ostatnio zanudziłeś mnie tymi dokumentami i komediami – odparł z zaciętą miną i ani myślał mi ustępować.
- Oddawaj, pomęczysz się jeszcze dzisiaj – wyciągnąłem rękę do góry, opierając się drugą o jego ramię.
- Nie mam zamiaru – mruknął i schował za sobą pilota.
No jak Boga kocham, dziecko z podstawówki... jednak skoro tak, trzeba było zejść do jego poziomu. Odsunąłem czekoladę na bezpieczną odległość i jednym ruchem sprawiłem, że już siedziałem okrakiem na jego kolanach. Spojrzałem z równą zawziętością w jego oczy i chyba nawet spuszyłem policzek. Skoro nie chce go oddać, to chociaż zasłonię mu obraz, ot co. Jednak w głębi duszy bardzo bawiła mnie ta sytuacja, więc nie zdołałem zbyt długo utrzymać tej twardej, nieskalanej postawy i po prostu się roześmiałem.
- Dawaj tego pilota, albo nie zejdę.
Czy będzie walka o pilota? Byłoby słodko. <3 Tak, walka była i ten szantaż raczej bardzo się Ariemu spodoba. :D
OdpowiedzUsuń