środa, 12 lipca 2017

Rozdział XVI - "Lodówka"

Powiedzieliśmy sobie, to co ciążyło nam na sercach. Czułem jakąś nieokreśloną satysfakcję z tego, że wreszcie pozbyłem się ciężaru. Wszystko zostało odkryte, ujawnione, bez żadnych niedopowiedzeń czy kłamstw. Wreszcie nie kryliśmy się z tym, co czujemy. Gdybyśmy dalej trzymali w sobie to wszystko, prędzej czy później któryś z nas by wybuchł. Ponieśliśmy konsekwencje rozmowy, ale były niewspółmierne do tego, jak bardzo cieszyłem się, że mogliśmy to wszystko wyrzucić z siebie.
Seks na zgodę nigdy nie jest dobrym wyjściem. Trzeba to zapamiętać i nigdy nie powtarzać mojego błędu. Myślałem, że tym razem wszystko będzie inaczej, lepiej, tak jakbyśmy kochali się pierwszy raz. A jednak wciąż czułem, że coś jest nie tak, że nie powinno tego być. Silne emocje nigdy nie są dobrym towarzyszem. Wiedziałem o tym doskonale, a jednak sam chciałem go poczuć przy sobie. Wszystko to sprawiło, że czułem ból. Psychiczny przerodził się w fizyczny, po to aby urzeczywistnić się w postaci maleńkich kropelek lecących po moich policzkach, które ginęły w materiale poduszki. Zdałem sobie sprawę, że jest inaczej, choć to nadal był Arian. No właśnie, nie przerwałem tego, bo to nadal był mój Arian, który na pewno by nie chciał, żebym czuł się źle. A jeśli mogłem mu oddać swoje ciało, w imię zgody, to zrobiłem to i gdyby istniała taka potrzeba, zrobiłbym to jeszcze raz.

Nazajutrz oczywiście obudziłem się pierwszy, w pierwszej kolejności sięgając po telefon. Godzina, którą zobaczyłem na ekranie blokady dosłownie mną wstrząsnęła. Ósma trzydzieści cztery... Dokładnie za dwadzieścia sześć minut rozpoczynały się pierwsze w tym roku zajęcia, a ja byłem w jakimś dziwnym hostelu?! Pospiesznie wziąłem się za wykonywanie codziennej, rutynowej misji pt: „Budzenie Ariana”. Na szczęście chociaż dzisiaj poszło mi to sprawnie, a w rezultacie już dziesięć minut później opuściliśmy pokój.
Ósma czterdzieści cztery... Ciągle jeszcze mamy czas, ale przecież obowiązkowo musieliśmy jeszcze zahaczyć o nasze mieszkanie, by przynajmniej zmienić ubrania. Już nie wspomnę o wielkiej chęci wzięcia prysznica, jednakże na to było już zdecydowanie za późno. Gdy wpadłem do domu, zadziałałem jak burza, w mgnieniu oka sięgając do szafy po jakieś czyste ubrania. Dziś bez szału, ciemnoszara koszula i czarne dżinsy, nie miałem czasu by stroić się przed głupim wykładem. Zaraz... Czy ja właśnie zbluźniłem przeciwko słuszności tych zajęć?! Za dużo przebywam z Arim! Jego podejście zaczęło mi się częściowo udzielać.
O ósmej pięćdziesiąt sześć dopiero opuściliśmy mieszkanie, dosłownie biegnąc (a przynajmniej ja) do tej całej Laluni tej chodzącej Zapałki.
- No szybciej, nie wlecz się tak...
Jęknąłem, przebierając nogami tuż przy tym czarnym „cudeńku”. Dlaczego nigdy mu się tam nie spieszyło?! Ja tu marznę, a on tak powolutku schodzi po schodach, no na złość mi to robił! Na szczęście pod koniec już ruszył swoje szanowne cztery litery i już chwilę po tym ruszyliśmy w stronę uczeni.
Dziewiąta szesnaście, a my dopiero na parkingu... Jak mogło do tego dojść?!
- Ja się nigdy nie spóźniam... Co profesor sobie o mnie pomyśli... - wyrwało mi się, gdy wchodziliśmy do ciepłego wnętrza budynku.
- Że masz życie i nie jesteś tylko kujonem? - odpowiedział kąśliwie, na co tylko fuknąłem. Nie miałem czasu wdawać się z nim w głębsze dyskusje. Tu chodziło o mój honor...! I oczywiście o oszczędność czasu, bo im szybciej tam wejdę, tym mniej notatek będę musiał spisywać od Minami.
A skoro już jesteśmy przy Minami... Chyba najwyższy czas z nią porozmawiać, opowiedzieć jej co nieco o wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. Na szczęście wykład minął w tempie ekspresowym, a rudowłosa dziewczyna złapała mnie od razu po wyjściu z sami.
- Julien, jak ja Cię dawno nie widziałam! - pisnęła uradowana, zaraz mocno mnie przytulając.
- Ja Ciebie też, Minami – uśmiechnąłem się szeroko. - Co tam u Ciebie? Jak się bawiłaś na imprezie u Mariki?
- Dobrze, tylko szkoda, że Ciebie tam nie było – napuszyła zabawnie policzek. - Ta cała Marika jest naprawdę świetna. Skąd ty bierzesz takie dziewczyny, co? Zazwyczaj wszystkie ignorujesz – pociągnęła teatralnie nosem. - Nawet mnie.
- A tam, ty i Marika to wyjątkowe przypadki – uśmiechnąłem się czarująco, odczuwając wielką satysfakcję z faktu, że Ari stojący tam kawałek dalej zapewne płonie teraz, ale z zazdrości.
- Skoro tak to dlaczego Ciebie tam nie było? Bo kiedy pytałam, to tylko powiedziała, że jesteś zajęty „pewną osobą” - mówiąc to, zaznaczyła w powietrzu palcami cudzysłów.
- Tak właściwie to byłem „kimś” zajęty – wskazałem otwartą dłonią na ciemnowłosego pod ścianą. - O tam stoi.
- Nim? Chyba nie rozumiem... Albo rozumiem, ale jeszcze do mnie nie dotarło... - mruknęła, chwytając się za głowę. - Julien, proszę, tylko nie ty. Ty nie możesz, miałeś być tym jedynym – jęknęła, bliska rozpaczy.
- Tym jedynym...? - uniosłem brew w górę, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
- Tak, tym jedynym – spojrzała na mnie poważnie. - Tym, który oprze się wszechobecnej fali zgejowacenia. Tak bardzo Cię lubiłam, lodówko – dźgnęła mnie palcem w pierś, na co jedynie uśmiechnąłem się szerzej.
- „Lubiłaś”? Czyli już wypadłem z twojego kręgu wybrańców?
- Dalej lubię, ale nie wpuszczę Cię już w mój osobisty kwadrat – mruknęła, po czym dodała ciszej. - A bardzo chciałam...
- Minami... Nie wiedziałem, przepraszam... - naprawdę zrobiło mi się jej żal, a przede wszystkim poczułem się, jak skończony kretyn.
- Nie przepraszaj. Wiem, że nie patrzyłeś na nikogo w taki sposób – znowu się do mnie uśmiechnęła, może nawet weselej niż wcześniej. - Czyli jesteście razem, to takie słodkie. Jednak nie jest takim bucem, za jakiego go wciąż mam?
- Nie jest, nie jest. Czasami trochę, wiadomo, wszystkich chwastów się nie pozbędę – zacząłem się śmiać, na co rudowłosa odpowiedziała tym samym. - Idziemy teraz na kawę, pójdziesz z nami?
- Jasne, do naszej kawiarni?
- Tak, do naszej kawiarni – mrugnąłem porozumiewawczo, a zaraz po tym skierowaliśmy się razem do ciemnowłosego. - A i jeszcze jedno – przyłożyłem palec do swoich ust. - Nikomu ani słowa.
- Jestem jedynym wybrańcem?
- Jedynym, bądź zaszczycona.
- Jestem – spojrzała z uśmiechem na Ariego. - Pamiętasz mnie, prawda?

1 komentarz:

  1. Dobrze że pogadali. Chyba nie do końca rozumuje o tej godzinie ale nie wiem czemu on ma mieć jakieś poczucie winy. Przecież był szczery, nie? Mimo wszystko trochę smutne, biedna pupka śnieżynki. Ooo tak, boska aura płomyczka dobrze działa. Wykłady to zło. Koniec świata, armagedon, apokalipsa bo słodziak spóźnił się na zajęcia. Ta dziewczyna jest naprawdę fajna, wcześniej tego jakoś nie zauważyłam. A Arien czemu zazdrosny? To już nie może sobie porozmawiać z koleżanką? No bez przesady, wszystko ma swoje granice. Chwastów? No super, czyli charakter Ariena to taki zachwaszczony ogródek. XD Ja się boje co ten biedny Ari będzie przeżywać, chyba będzie pluć jadem. Jest w końcu tak słodko zaborczy. :3

    OdpowiedzUsuń