Powiedzieliśmy sobie, to co ciążyło nam na sercach. Czułem jakąś nieokreśloną satysfakcję z tego, że wreszcie pozbyłem się ciężaru. Wszystko zostało odkryte, ujawnione, bez żadnych niedopowiedzeń czy kłamstw. Wreszcie nie kryliśmy się z tym, co czujemy. Gdybyśmy dalej trzymali w sobie to wszystko, prędzej czy później któryś z nas by wybuchł. Ponieśliśmy konsekwencje rozmowy, ale były niewspółmierne do tego, jak bardzo cieszyłem się, że mogliśmy to wszystko wyrzucić z siebie.
Seks na zgodę nigdy nie jest dobrym wyjściem. Trzeba to zapamiętać i nigdy nie powtarzać mojego błędu. Myślałem, że tym razem wszystko będzie inaczej, lepiej, tak jakbyśmy kochali się pierwszy raz. A jednak wciąż czułem, że coś jest nie tak, że nie powinno tego być. Silne emocje nigdy nie są dobrym towarzyszem. Wiedziałem o tym doskonale, a jednak sam chciałem go poczuć przy sobie. Wszystko to sprawiło, że czułem ból. Psychiczny przerodził się w fizyczny, po to aby urzeczywistnić się w postaci maleńkich kropelek lecących po moich policzkach, które ginęły w materiale poduszki. Zdałem sobie sprawę, że jest inaczej, choć to nadal był Arian. No właśnie, nie przerwałem tego, bo to nadal był mój Arian, który na pewno by nie chciał, żebym czuł się źle. A jeśli mogłem mu oddać swoje ciało, w imię zgody, to zrobiłem to i gdyby istniała taka potrzeba, zrobiłbym to jeszcze raz.
Seks na zgodę nigdy nie jest dobrym wyjściem. Trzeba to zapamiętać i nigdy nie powtarzać mojego błędu. Myślałem, że tym razem wszystko będzie inaczej, lepiej, tak jakbyśmy kochali się pierwszy raz. A jednak wciąż czułem, że coś jest nie tak, że nie powinno tego być. Silne emocje nigdy nie są dobrym towarzyszem. Wiedziałem o tym doskonale, a jednak sam chciałem go poczuć przy sobie. Wszystko to sprawiło, że czułem ból. Psychiczny przerodził się w fizyczny, po to aby urzeczywistnić się w postaci maleńkich kropelek lecących po moich policzkach, które ginęły w materiale poduszki. Zdałem sobie sprawę, że jest inaczej, choć to nadal był Arian. No właśnie, nie przerwałem tego, bo to nadal był mój Arian, który na pewno by nie chciał, żebym czuł się źle. A jeśli mogłem mu oddać swoje ciało, w imię zgody, to zrobiłem to i gdyby istniała taka potrzeba, zrobiłbym to jeszcze raz.
Nazajutrz oczywiście obudziłem się pierwszy, w pierwszej kolejności sięgając po telefon. Godzina, którą zobaczyłem na ekranie blokady dosłownie mną wstrząsnęła. Ósma trzydzieści cztery... Dokładnie za dwadzieścia sześć minut rozpoczynały się pierwsze w tym roku zajęcia, a ja byłem w jakimś dziwnym hostelu?! Pospiesznie wziąłem się za wykonywanie codziennej, rutynowej misji pt: „Budzenie Ariana”. Na szczęście chociaż dzisiaj poszło mi to sprawnie, a w rezultacie już dziesięć minut później opuściliśmy pokój.
Ósma czterdzieści cztery... Ciągle
jeszcze mamy czas, ale przecież obowiązkowo musieliśmy jeszcze
zahaczyć o nasze mieszkanie, by przynajmniej zmienić ubrania. Już
nie wspomnę o wielkiej chęci wzięcia prysznica, jednakże na to
było już zdecydowanie za późno. Gdy wpadłem do domu, zadziałałem
jak burza, w mgnieniu oka sięgając do szafy po jakieś czyste
ubrania. Dziś bez szału, ciemnoszara koszula i czarne dżinsy, nie
miałem czasu by stroić się przed głupim wykładem. Zaraz... Czy
ja właśnie zbluźniłem przeciwko słuszności tych zajęć?! Za
dużo przebywam z Arim! Jego podejście zaczęło mi się częściowo
udzielać.
O ósmej pięćdziesiąt sześć
dopiero opuściliśmy mieszkanie, dosłownie biegnąc (a przynajmniej
ja) do tej całej Laluni tej chodzącej Zapałki.
- No szybciej, nie wlecz się tak...
Jęknąłem, przebierając nogami tuż
przy tym czarnym „cudeńku”. Dlaczego nigdy mu się tam nie
spieszyło?! Ja tu marznę, a on tak powolutku schodzi po schodach,
no na złość mi to robił! Na szczęście pod koniec już ruszył
swoje szanowne cztery litery i już chwilę po tym ruszyliśmy w
stronę uczeni.
Dziewiąta szesnaście, a my dopiero na
parkingu... Jak mogło do tego dojść?!
- Ja się nigdy nie spóźniam... Co
profesor sobie o mnie pomyśli... - wyrwało mi się, gdy
wchodziliśmy do ciepłego wnętrza budynku.
- Że masz życie i nie jesteś tylko
kujonem? - odpowiedział kąśliwie, na co tylko fuknąłem. Nie
miałem czasu wdawać się z nim w głębsze dyskusje. Tu chodziło o
mój honor...! I oczywiście o oszczędność czasu, bo im szybciej
tam wejdę, tym mniej notatek będę musiał spisywać od Minami.
A skoro już jesteśmy przy Minami...
Chyba najwyższy czas z nią porozmawiać, opowiedzieć jej co nieco
o wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. Na szczęście
wykład minął w tempie ekspresowym, a rudowłosa dziewczyna złapała
mnie od razu po wyjściu z sami.
- Julien, jak ja Cię dawno nie
widziałam! - pisnęła uradowana, zaraz mocno mnie przytulając.
- Ja Ciebie też, Minami –
uśmiechnąłem się szeroko. - Co tam u Ciebie? Jak się bawiłaś
na imprezie u Mariki?
- Dobrze, tylko szkoda, że Ciebie tam
nie było – napuszyła zabawnie policzek. - Ta cała Marika jest
naprawdę świetna. Skąd ty bierzesz takie dziewczyny, co? Zazwyczaj
wszystkie ignorujesz – pociągnęła teatralnie nosem. - Nawet
mnie.
- A tam, ty i Marika to wyjątkowe
przypadki – uśmiechnąłem się czarująco, odczuwając wielką
satysfakcję z faktu, że Ari stojący tam kawałek dalej zapewne
płonie teraz, ale z zazdrości.
- Skoro tak to dlaczego Ciebie tam nie
było? Bo kiedy pytałam, to tylko powiedziała, że jesteś zajęty
„pewną osobą” - mówiąc to, zaznaczyła w powietrzu palcami
cudzysłów.
- Tak właściwie to byłem „kimś”
zajęty – wskazałem otwartą dłonią na ciemnowłosego pod
ścianą. - O tam stoi.
- Nim? Chyba nie rozumiem... Albo
rozumiem, ale jeszcze do mnie nie dotarło... - mruknęła, chwytając
się za głowę. - Julien, proszę, tylko nie ty. Ty nie możesz,
miałeś być tym jedynym – jęknęła, bliska rozpaczy.
- Tym jedynym...? - uniosłem brew w
górę, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
- Tak, tym jedynym – spojrzała na
mnie poważnie. - Tym, który oprze się wszechobecnej fali
zgejowacenia. Tak bardzo Cię lubiłam, lodówko – dźgnęła mnie
palcem w pierś, na co jedynie uśmiechnąłem się szerzej.
- „Lubiłaś”? Czyli już wypadłem
z twojego kręgu wybrańców?
- Dalej lubię, ale nie wpuszczę Cię
już w mój osobisty kwadrat – mruknęła, po czym dodała ciszej.
- A bardzo chciałam...
- Minami... Nie wiedziałem,
przepraszam... - naprawdę zrobiło mi się jej żal, a przede
wszystkim poczułem się, jak skończony kretyn.
- Nie przepraszaj. Wiem, że nie
patrzyłeś na nikogo w taki sposób – znowu się do mnie
uśmiechnęła, może nawet weselej niż wcześniej. - Czyli
jesteście razem, to takie słodkie. Jednak nie jest takim bucem, za
jakiego go wciąż mam?
- Nie jest, nie jest. Czasami trochę,
wiadomo, wszystkich chwastów się nie pozbędę – zacząłem się
śmiać, na co rudowłosa odpowiedziała tym samym. - Idziemy teraz
na kawę, pójdziesz z nami?
- Jasne, do naszej kawiarni?
- Tak, do naszej kawiarni – mrugnąłem
porozumiewawczo, a zaraz po tym skierowaliśmy się razem do
ciemnowłosego. - A i jeszcze jedno – przyłożyłem palec do
swoich ust. - Nikomu ani słowa.
- Jestem jedynym wybrańcem?
- Jedynym, bądź zaszczycona.
- Jestem – spojrzała z uśmiechem na
Ariego. - Pamiętasz mnie, prawda?
Dobrze że pogadali. Chyba nie do końca rozumuje o tej godzinie ale nie wiem czemu on ma mieć jakieś poczucie winy. Przecież był szczery, nie? Mimo wszystko trochę smutne, biedna pupka śnieżynki. Ooo tak, boska aura płomyczka dobrze działa. Wykłady to zło. Koniec świata, armagedon, apokalipsa bo słodziak spóźnił się na zajęcia. Ta dziewczyna jest naprawdę fajna, wcześniej tego jakoś nie zauważyłam. A Arien czemu zazdrosny? To już nie może sobie porozmawiać z koleżanką? No bez przesady, wszystko ma swoje granice. Chwastów? No super, czyli charakter Ariena to taki zachwaszczony ogródek. XD Ja się boje co ten biedny Ari będzie przeżywać, chyba będzie pluć jadem. Jest w końcu tak słodko zaborczy. :3
OdpowiedzUsuń