- To poczekaj, załatwię samochód, daj mi chwilkę - poprosiłem.
Cieszyłem się bardzo, że Julien wracał już do domu, ale miałem ochotę nim solidnie potrząsnąć za to martwienie się o mnie. Ja nie chorowałem... Z resztą dziwne byłoby, gdybym chorował... Do zwalczania zarazków wystarczy organizmowi jakieś czterdzieści stopni Celsjusza, wkurwiony ja miałem pewnie z dziesięć razy tyle... Nie zamierzałem się jednak spierać... no przynajmniej na razie.
Samochód szybko został mi dostarczony, więc mogłem wpakować swojego zmarzlucha na siedzenie pasażera i odwieźć go do domu. Tam zrobiłem mu miejsce na kanapie, tak, żeby mógł się położyć, miał pod ręką stoliczek, na którym stały leki i herbata, którą mu zrobiłem. No i nie będzie się nudził, bo w razie czego można było włączyć telewizor.
- Ari... ty tak serio? - spytał białowłosy, śmiejąc się lekko. Przeglądał właśnie moje notatki. Kiedy się zbliżyłem, odwrócił zeszyt w moją stronę akurat stroną, na której widniała czarownica na stosie... Czarownicą ową była wykładowczyni. Wyszła mi nawet podobna. Miała identycznie wredny wyraz pyska, co ta blond małpa, kiedy się wkurwiała, że znów się spóźniłem czy coś.
- Ari... ty tak serio? - spytał białowłosy, śmiejąc się lekko. Przeglądał właśnie moje notatki. Kiedy się zbliżyłem, odwrócił zeszyt w moją stronę akurat stroną, na której widniała czarownica na stosie... Czarownicą ową była wykładowczyni. Wyszła mi nawet podobna. Miała identycznie wredny wyraz pyska, co ta blond małpa, kiedy się wkurwiała, że znów się spóźniłem czy coś.
- No co? Pomarzyć nie wolno? - spytałem, udając niewiniątko. Rysunków było więcej, bo lubiłem od zawsze bazgrać na bokach kartek i z tyłu zeszytów.
Czas do wieczora jakoś upłynął... Ugotowałem nawet obiad instruowany przez Juliena, któremu zabraniałem wstawać, nawet jeśli go widocznie nosiło na widok moich działań. Zjadł jednak i nawet pochwalił, że udało mi się nie rozgotować ziemniaków. Było dobrze.
No i wtedy nastał wieczór, kiedy to Julien wziął garść przepisanych mu leków, na których widok automatycznie się skrzywiłem i poszedł się myć. Zaraz po nim do łazienki wszedłem ja, kiedy jednak ruszyłem do sypialni okazało się, że Julien wsiąkł...
- No chyba sobie jaja robisz - burknąłem na niego, kiedy zobaczyłem, że przeniósł się do swojego starego pokoju.
- Mówiłem, że nie chcę cię zarazić... - stwierdził, znowu się upierając przy swoim.
- A ja, że i tak nie dasz rady, więc ładuj tyłek do naszego wyra, bo to jest za wąskie - poradziłem.
- Nie... zostanę tutaj i... - i nie skończył, bo podszedłem do niego, złapałem go na ręce i przewiesiwszy sobie przez ramię, ruszyłem do NASZEJ sypialni.
- Arian puść mnie! - wrzasnął.
- Nie i nie wkurwiaj mnie nawet - warknąłem, położyłem go na łóżku i sam wcisnąłem się pod kołdrę, łapiąc go zanim zdążył zwiać. Mocno przyciągnąłem go do siebie, tak że jego plecy na całej długości przylegały do mojego torsu, a ja mogłem przytulić policzek do jego karku.
- Ari... - zaczął znów, ale tylko mocniej splotłem palce na jego brzuchu, dając mu do zrozumienia, że nawet siłą się nie wyrwie.
- Nie rób mi tak więcej - fuknąłem po chwili.
- No chyba mam prawo korzystać ze swojego łóżka, co? - odburknął.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi... - rzuciłem i lekko ucałowałem jego ramię. - Ja wiem, że.... no niezbyt mówię niektóre rzeczy i może nawet nie do końca umiem je pokazać, ale zależy mi na tobie. Bardzo... bardzo mocno. Nie strasz mnie tak więcej i nie zostawiaj. A teraz spać, bo masz wyzdrowieć, a do tego ponoć jest potrzebne dużo snu.
Lekko podniosłem temperaturę swojego ciała, tak, żeby wygrzać mu ten zmarznięty tyłek.
No to lecimy. Jak zwykle Ari jest kochany, zawsze i wszędzie można na niego liczyć i wszystko załatwi. Brawo, udało się ziemniaki ocalić.
OdpowiedzUsuńSuper, nie ma gadania z Arim, słuchaj się i nie marudź. XD Wszystko ładnie, mam nadzieje że Julek będzie się słuchał. <3