środa, 22 lutego 2017

Rozdział VI - Ruda

Może i wdychał dym od chwili narodzin, ale do cholery nie papierosowy. Halo, idioto, nikotyna? Raczej nie waliłeś nią na kilometr, gdy trochę zapłonąłeś. Przynajmniej wtedy na parkingu, ani podczas wspólnej jazdy nic nie poczułem. Na razie odnośnie jego zapachu wysunąłem jeden wniosek: pachniał całkiem przyjemnie, kiedy był spokojny. Mam tylko nadzieję, że to nie było tylko w moim mniemaniu, bo inaczej zacznę się nad sobą poważnie zastanawiać. W końcu z ciekawości byłem skłonny powąchać jego ręcznik, co samo w sobie już nie było do końca normalne. No ale z drugiej strony chyba nie zrobiłem niczego złego. Chyba. Wąchałem ręcznik innego faceta... Jak to źle brzmi.
Odechciało mi się kontynuować tej jakże odkrywczej wymiany zdań, więc zwyczajnie odsunąłem się od okna i poszedłem w głąb korytarza na kolejne zajęcia. Nie spodziewałem się, że dziś dziewczęta zatoczą sobie wokół mnie jakieś koło wzajemnej adoracji. Na litość boską, przyszedłem tylko posłuchać wykładu... Panienki naokoło nie wyglądały na szczególnie zainteresowane tematem, bowiem ich szczebiot docierał do moich uszu nader często. Niegrzecznie przecież było wstać i się przesiąść, tym bardziej je wszystkie odgonić, bo przecież nic mi nie zrobiły tylko słuchać nie pozwalały. Tylko albo aż...
...chyba jednak aż, bo w rezultacie, gdy wykładowca już podziękował i sobie poszedł ja uświadomiłem sobie, że znowu nie pamiętam praktycznie ani słowa. Rzuciłem wzrokiem w kierunku Ameby, a następnie już bez żadnego przepraszania po prostu opuściłem owe panieneczki. Wystarczy, mózg mnie już bolał, a one chyba dopiero zaczęły temat tego nowego lakieru z Golden Rose czy jakoś tak. Boże, nawet zapamiętałem nazwę firmy lakieru do paznokci, a nazwiska wykładowcy już niekoniecznie. Za co?
Postanowiłem, że na tym zakończy się mój dzień na uczelni. Nie ma sensu zostawać na wszystkich, skoro mój mózg sprawiał wrażenie do końca wypranego babską paplaniną. Plotki typu: ten z tym, tamta z tamtym, lakiery, ciuszki i nieudolne próby wyciągnięcia ode mnie numeru dostatecznie mnie znużyły. W dodatku nie czułem się za dobrze, więc powrót do domu odpowiadał mi jak najbardziej. Szkoda tylko, że spóźniłem się na autobus, a kolejny był dopiero za dwadzieścia minut... pozostało mi nic innego, jak zasuwać pieszo. I właśnie wtedy, gdy przeszedłem już kilka ulic usłyszałem głos dziewczyny, która już po chwili znalazła się blisko mnie.
- No cześć – przywitała mnie i uroczo się roześmiała.
Na pierwszy rzut oka mogłem powiedzieć tylko tyle, że była faktycznie śliczna. Wysoka, o pięknych oczach i rudych włosach, naprawdę ładna. Tylko trochę... zbyt wysoka? Auć, miała szpilki, była wyższa ode mnie...
- Hej? - odpowiedziałem, zastanawiając się jednocześnie. - Znamy się?
- Nie, nie, jestem tu nowa, niedawno się przeprowadziłam i trochę zgubiłam, możesz mi pomóc?
- Oczywiście, czego szukasz? - odparłem, uśmiechając się lekko, czego nie mogła w pierwszej chwili zobaczyć. Jednak na pierwszym spotkaniu wypadałoby chyba się pokazać, dlatego zaraz ściągnąłem maseczkę. Trzeba być w końcu grzecznym, to bądź co bądź kobieta, jakoś nie wzbudziła we mnie podejrzeń.

3 komentarze:

  1. Dopiero teraz zrozumiałeś że to dziwne cukiereczku? Może następnym razem nie będziesz tykał cudzych ręczników. Na jego miejscu bym uciekła na drugi koniec sali przed tymi trudnymi przypadkami. No jakiego faceta obchodzą jakieś lakiery?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie obchodzą... Może przemaluję Lalunię? Na jakiś wkurwiający czerwony? Albo wypierdzielę płomyczki! Będą mi pasowały :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do lakierów do podpisuję się pod komentarzem Ariego :D Wszystko zależy JAKI lakier :D A co do Juleczka... Biedny, nic z wykładów nie zapamiętał. Racja, babska paplanina potrafi nużyć, sama jestem przypadkiem, który nie wyobraża sobie gadania o ciuchach. No, ok, uczciwie przynam że czasem są tematy "ta z tym, ten z tą" ale nie często! xD Hm, ruda panienka? Czyżby... Mari przyszła w odwiedziny do Ariego? Coś mi nie pasuje, by była nową uczennicą :P

    OdpowiedzUsuń