To co się działo w
ostatnim czasie na pewno nie było dla mnie zbyt dobre. Po raz
pierwszy w życiu będąc na uczelni nie czułem się ani trochę
komfortowo, na wykładach nie mogłem się skupić, a moje notatki
przypominały ciąg nierozczytywalnych bazgrołów. Nie mogłem tylko
znaleźć nigdzie przyczyny, przecież ból brzucha minął, więc
nie byłem chory. Nie zmieniłem także diety, wciąż stołując się
w tamtej feralnej knajpce. Towarzystwo także było to samo, więc
nie mogła być to ich wina. Codzienność pozostawała wciąż taka
sama i tylko nieliczne aspekty, jak temat wykładu czy film na
wieczór się w nim różniły. No więc może ktoś by mi
podpowiedział, o co mi chodzi? Po tamtej krótkiej rozmowie z amebą
na parkingu wcale nie poczułem się lepiej. Znaczy, brzuch przestał
mnie boleć, ale to wszystko. Gdy zmieniałem salę i przechodziłem
korytarzem czułem często na sobie spojrzenie, które z pozoru
starałem się ignorować, ale ile można udawać, że to takie nic?
To było straszne, nie wiedziałem kto to, nie wiedziałem czy może
czegoś sobie nie ubzdurałem, a co najważniejsze, czy przypadkiem
nie przesadzam? Jednak to nie jedyna rzecz, jaką udało mi się
zaobserwować przez te kilka dni. Otóż po tym, jak powiedziałem
Arianowi, by go ręka boska broniła, by koło mnie nie siadał... to
praktycznie go już nie widziałem. Przecież go nie unikałem i
wątpię, by to on unikał mnie. Jedynie zauważałem, jak to
spóźnione ciele włazi z buta niemal ZAWSZE spóźniony na wykład
i czasem niechcący złapałem go na tym dziwnym spojrzeniu w moją
stronę. O co mu, do cholery, chodziło? Znowu chce mi podbić oko,
bo tak? Niedoczekanie jego, drugi raz już się nie dam.
Najgorsze było jednak nie
to, co się działo na uczelni, a to poza nią. Myślałem, ze skoro
rozkojarzenie łapie mnie wśród reszty studentów, tak tu, poza
murami uniwersytetu będę się czuł znacznie lepiej. Prawda? Guzik
prawda. Gówno prawda. Jak wyszedłem z domu koło godziny 17, tak
poszedłem i... znowu odpłynąłem. Myślałem o nauce, o tym co
będę robić po skończonych studiach i o tym, czy gdziekolwiek mnie
przyjmą, bo przecież kulturoznawstwo to chyba jeden z najbardziej
oklepanych kierunków. Tak, nawet takie myśli mnie wzięły.
Myślałem także o tym, czy w moim życiu jest choć odrobina tego,
co zazwyczaj u „młodych” bywa. Nie było zbyt wiele imprez,
przelotnych związków jeszcze mniej, a większość wolnego czasu
spędzałem w domu, na dodatkowej nauce. Jaki ja jestem
inteligentny... wolny czas na naukę, to się w ogóle mija z celem.
Tak naprawdę jedyną rozrywką, która naprawdę sprawiała mi
przyjemność była moja co tygodniowa wizyta w schronisku, skąd
przygarnąłem swoje oba koty. Moje myśli pognały jeszcze dalej,
bowiem zahaczyły nawet o tematy czysto egzystencjalne, przeplatając
je z umięśnioną amebą z uniwerku. Głupi mózgu, po cholerę ty
sobie tak dokładnie zapamiętałeś jego pysk, a wczorajszych
notatek nie pamiętasz prawie wcale? W każdym razie zamyśliłem się
i to dość mocno. Za mocno, o czym dowiedziałem się w momencie,
gdy ktoś pociągnął mnie gwałtownie za ramię do tyłu.
Otworzyłem szeroko oczy, przywracając umysł do automatycznego
stanu trzeźwości psychicznej. Gdzie ja jestem?! Szybko odwróciłem
głowę w stronę tejże osoby, a wredny, szeroki uśmiech na ustach
mężczyzny uświadomił mnie, że mam kłopoty. Kiedy chciałem się
wyrwać, szarpnął mnie mocno i docisnął do ściany budynku.
Cholera jasna, gdybym tylko nie był rozkojarzony... poradziłbym
sobie, na pewno! Spojrzałem na niego wrogo i kopnąłem go znienacka
z całej siły w nogi, celując tak dokładnie w piszczele. Facet
warknął, a ja nie dość, że dostałem od niego po pysku, bo
jakżeby inaczej, jak spod ziemi wyrósł drugi i... urwał mi się
film.
Dziwne... było mi ciepło,
całkiem wygodnie, ale nie mogłem się ruszyć. Czułem absolutną
pustkę w głowie, a ciało jakby odmówiło mi posłuszeństwa. Ale
gdzie ja jestem? Przecież nie wróciłem do domu, a gdybym właśnie
leżał na chodniku chyba nie byłoby mi tak ciepło. To może jestem
w szpitalu? Nie... w szpitalach jest ten charakterystyczny zapach
talku, pomieszanego z lekami i sztuczną sterylnością. To może
umarłem..? To nie takie głupie, w końcu dostałem w głowę...
Jasne, kiedy tylko zdałem sobie z tego sprawę ta zaczęła
niemiłosiernie boleć, jakby ktoś właśnie uderzył mnie łomem.
- Tss... au... -
mruknąłem cicho, układając dłoń gdzieś na włosach.
- O, żyjesz.
Usłyszałem nagle i dopiero
wtedy uchyliłem powoli powieki. Byłem w jakimś mieszkaniu, a
przede mną stał... Arian. Zaraz... ARIAN?
- Umarłem i trafiłem do
piekła, o ludzie... - jęknąłem, naciągając na siebie bardziej
koc, czy co to właśnie mnie okrywało. Nie ważne, było ciepłe,
a ja znowu zamknąłem oczy.
- Bardzo ciekawie
dziękujesz za pomoc – warknął, a ja znowu na niego spojrzałem.
Co ten dupek zrobił? Dlaczego jestem w jakimś obcym mieszkaniu?
Dlaczego stoi przede mną akurat ON, świecąc tak o nagim torsem?
To na pewno nie omamy? Zerwałem się do siadu, ale przed oczami
zrobiło mi się ciemno, więc znowu złapałem się za głowę.
- Aua...
OdpowiedzUsuńSpóźnione ciele. <3 Aż się do niego uśmiecham. :) Jakże on się nieładnie zaczyna wyrażać, to chyba zła aura nowego kolegi. ;)
Biedny polarek. Tak, będzie niedźwiedź i polarek. <3 Wracając... Kto śmiał obijać tą słodką mordzioszke? :O Niech ginie.
Co za podziękowanie, trafił do piekła. Dupe mu uratował a ten już marudzi. Czuje chemie.
Ta chemia to gaz pieprzowy, którym Julcia by mnie chętnie poszczuł...
OdpowiedzUsuńTo dziwne uczucie, jakoby ktoś obserwował Julcia to pewnie sprawka tego pacana, który podał Ariemu numer do naszej zamrażalki. I pewnie przez niego Julek został pobity. Czuję to. Kurde, też często się zamyślam, ale nie do takiego stopnia, by zapuszczać się w szemrane dzielnice! Julek, ogar! Ty się ciesz, że otrzymałeś pomoc :D Jeszcze takimi widoczkami zostajesz uraczony po przebudzeniu... Nie narzekałabym <3
OdpowiedzUsuń