Naprawdę bardzo nie chciałem mu oddać tego pilota... Julien siedzący na mnie okrakiem był zwieńczeniem pewnych moich marzeń... a przynajmniej snów. Tych snów, po których budziłem się z przykopconą poduszką i rozłożonym w stan pełnej gotowości "masztem"... Jak ja cholernie chciałbym żeby on był teraz nagusieńki i cały, calutki mój.
Chłopak poruszył się, zbliżył do mnie i sięgnął za mnie, chcąc wygrzebać pilota, którego wcisnąłem między tyłek, a opieranie kanapy. Musiałem dosłownie wstrzymać oddech, kiedy jego chłodny oddech owiał moją szyję. Dlaczego nie mogłem do cholery przyciągnąć go do siebie, wpić się w te jego miękkie usta i kochać się z nim aż wreszcie poczułbym się lepiej? Dlaczego musiałem znosić te wszystkie męczarnie? A do tego sam je sobie zafundowałem... Myślałem, że mi przejdzie! Byłem o tym święcie przekonany, a tu co? Było jeszcze gorzej! O wiele gorzej.
- Masz tego pilota... Oglądaj sobie co chcesz - stwierdziłem w końcu, wyciągając obiekt sporu zza pleców. Musiałem dać za wygraną, bo po kolejnej próbie Juliena i tym jak nacisnął mnie tam, gdzie nie powinien, z trudem stłumiłem jęk.
- Szybko mi poszło - uśmiechnął się triumfalnie i zsunął się z moich kolan chcąc usiąść obok mnie. - To co oglądamy..? - spytał jeszcze, ale ja wstałem i ruszyłem do swojego pokoju.
- Ty oglądasz. Ja wychodzę - zakomunikowałem.
- To dlatego, że nie chcę oglądać tego... mordobicia? - spytał.
- Nie... Zwyczajnie mam ochotę się napić i to czegoś więcej niż piwa tutaj - oznajmiłem i zniknąłem w swoim pokoju. Pozbierałem swoje rzeczy, założyłem luźniejsze spodnie i wyszedłem z mieszkania. Zdecydowanie musiałem się po prostu napić. Nic więcej. Tylko porządnie popić, odpocząć, nie myśleć... Wsiadłem na Lalunię i pojechałem do Mariki mając nadzieję, że będzie sama i, że będę mógł zrobić jej mały napad na barek. Zdecydowanie musiałem się przygotować na to, że będzie siedzieć i podpytywać o co chodzi, ale i tak lepsze to niż bar, w którym tłum ludzi nijak się miał do odpoczywania, a picie w jakimś parku też odpadało. Jeszcze nie daj Boże ktoś mi się nie spodoba i dostanie po mordzie.
- Hej... - przywitałem się z rudą i wszedłem do jej domu. Na szczęście była sama i nigdzie się nie wybierała. Było dobrze...
!!!!!!!!! Czekanie jest straszne :< jeszcze zostawianie sobie 3 postów żeby przeczytać je na raz >< cóż warto czekać :3 ale mi zawsze mało xd
OdpowiedzUsuńNa starcie brudne myśli kopciucha, no to bierze się za niego jak chcesz. Nie czekaj. Ale to słodkie, musiał odpuścić, nie mógł spełnić swoich pragnień, po co. ^_^ Zamiast tego poszedł chlać, no zero wyczucia. :D
OdpowiedzUsuń