Kiedy siedzieliśmy tak razem, pijąc
kolejne drinki dowiedziałem się o nim paru ciekawych rzeczy. Po
pierwsze: ten facet jednak potrafił się śmiać bez krzty ironii.
Mogłem nawet połasić się na stwierdzenie, że uśmiech znacznie
bardziej mu pasuje, wygląda wtedy dużo lepiej, zdrowiej i
zwyczajnie żywiej. Dopiero teraz byłem w stanie dostrzec, że
faktycznie jest przystojny, a wystarczyło tylko, by przestał się
na chwilę kwasić i ciągle warczeć. Po drugie: potrafił być
miły. Niby przekonałem się o tym w chwili, kiedy przebudziłem się
w jego mieszkaniu, a on bez marudzenia zrobił mi kawę oraz
śniadanie, o które się w końcu nie prosiłem, jednak teraz dobrze
wiedziałem, że mógłby balować w najlepsze z innymi członkami
domówki... a jednak siedział ze mną. A po trzecie: umiał być
wyrozumiały. W końcu jednak robił mi za asekurację, gdy to
poskarżyłem się na ból głowy. Nie zrobił mi wywodu (gdyby
zrobił to szczerze bym się zdziwił), nie wyśmiał od siwych
konusów, tylko zwyczajnie mi pomógł. Mogłem się podeprzeć
gdybym potrzebował i w dodatku cały czas ze sobą rozmawialiśmy.
No gdyby tak ktoś mi powiedział ze trzy tygodnie temu, że
przegadam z tym gościem cały wieczór to w życiu bym mu nie
uwierzył.
A teraz? Usiedliśmy razem huśtawce i
dopiero mogłem wziąć spokojny wdech. Tam było za duszno, za
tłoczno, za głośno... nie moje klimaty, absolutnie.
- Lepiej? - zapytał, a ja od razu
na niego spojrzałem. Nie mogłem w to uwierzyć, on znowu to robił.- Już drugi raz się o mnie martwisz... - odparłem i uśmiechnąłem się delikatnie.
Ta sytuacja w normalnym świetle by mnie na pewno zaniepokoiła. Była noc, naokoło nas było pusto i cicho. My razem na huśtawce, blisko siebie i... spojrzałem mu w oczy. To nie powinno się dziać, więc skoro tak, to dlaczego miało miejsce? Cholerny alkohol, nigdy więcej nie piję. Może to za sprawą tych wszystkich drinków, ale ciężko mi było oderwać od niego wzrok. Miał, skubaniec, ładne oczy, miał. Nigdy w życiu mu tego nie powiem. I chyba patrzyłem się w nie odrobinę zbyt długo, aż usłyszałem, że ten mruczy coś pod nosem. Wybił mnie tym z rytmu, zamrugałem szybko oczami i rozchyliłem usta, by coś powiedzieć, zapytać, nie wiem, nic już nie wiem, a to wszystko za sprawa tego, że on... mnie pocałował.
Byłem w szoku, a moje ciało przeszedł
dziwny dreszcz. Nie mogłem się ruszyć, dlatego zamknąłem oczy,
wydając z siebie coś na dźwięk pomruku. Dlaczego całował mnie
mężczyzna, w dodatku ta Ameba, z którą ledwo zakończyłem wojnę,
a ja zwyczajnie nie mogłem się odsunąć..? Nie potrafiłem, nie
chciałem, było... przyjemnie. To takie dziwne uczucie, nie
powinienem tego robić, to nie powinno mieć miejsca. A jednak
rozchyliłem usta i z wolna odwzajemniłem pocałunek, zwyczajnie nie
mogąc się oprzeć. Były takie ciepłe i przyjemne, zupełnie inne
od moich i zupełnie inaczej też smakowały. Smak ostatnio wypitego
drinka był dosyć gorzki, jednak teraz wydawał mi się bardzo
słodki. W dodatku będąc tak blisko czułem delikatny zapach, który
tak mnie zwiódł wtedy, w łazience. W końcu jednak ułożyłem
dłoń na jego policzku i odsunąłem się, ponownie musząc wziąć
oddech.
Przyszedłem tu się uspokoić,
rozluźnić, a w rezultacie skończyłem z NIM w ogródku. Nie
podobało mi się to. Gorzej, chyba po raz pierwszy odczułem przy
nim strach. Jednak nie bałem się jego, wystraszyłem się siebie.
- M-Muszę już iść...- Ale impreza się dopiero zaczęła, daj se siana. Zostań.
- Nie, idź sam, sio – machnąłem ręką w jego stronę. - Jestem chory, muszę wracać do domu...
- Odprowadzę cie chociaż.
- Nie, nie, pójdę sam – odparłem, kończąc temat i prędko odnalazłem wyjście na ulicę.
Po czymś takim zdecydowanie nie mogłem tam zostać. Szlag by to trafił, w co ja się właśnie wplątałem... Miałem szczerą nadzieję, że w nic, ale z drugiej strony... jego usta były naprawdę ciepłe. Smakował naprawdę dobrze. Ta chwila na huśtawce była piękna. Nie, trzeba o tym zapomnieć. Nigdy więcej nie piję.
Biedna Skandynawia, nie powinien tak pić skoro nie jest przyzwyczajony. Nasz cukiereczek jest zmieszany, ale grunt że mu się podobało. <3
OdpowiedzUsuń