Trzydziesty pierwszy grudnia. Dla nas miał być dniem, jak każdy inny. Jak zwykle Julien obudził się pierwszy, a ja zwlokłem się z łóżka dopiero, kiedy zrobił już kawę i śniadanie i przyszedł mnie obudzić. Wyobrazić sobie, że kiedyś wściekałem się za te pobudki. Teraz jednak z radością przyciągnąłem go do siebie, pocałowałem i przez chwilę, dłuższą niż chciał mi na to pozwolić, nakryłem własnym ciałem, pogłębiając przy tym pocałunek. Nawet jeżeli ostatecznie zarobiłem kuksańca, to cieszyło mnie, że Julien czuł się przy mnie coraz bardziej swobodnie. Nie uciekał, nie peszył się i nie sztywniał. Rumieńce, na bladej buzi jednak mu zostały i cholernie mnie to cieszyło. Wyglądał naprawdę cudownie z wypiekami na twarzy i lekko szklącymi oczkami.
Kilka łyków kawy, szybki trening, przy którym Julien chwile mi się przyglądał, po czym zniknął w kuchni. Później prysznic i śniadanie w towarzystwie białowłosego, który zastanawiał się co zrobić dziś w ramach nie tyle obiadu, co zwyczajnie naszej wspólnej, małej imprezy Sylwestrowej. Nie miałbym nic przeciwko położeniu na stoliku góry kanapek tuz obok szampana i zwyczajnemu wylegiwaniu się ze zmarzluchem na kanapie, szczególnie, że niedużo nam już tego wolnego zostało, ale on uparł się, że tym razem zrobi coś dobrego. Wkrótce więc po kuchni rozszedł się zapach pieczonych naleśników, w których znaleźć się miało różnego rodzaju nadzienie. Dla mnie pikantne, słone, dla Juliena głównie słodkie, pachnące stopioną czekoladą i wanilią.
Dni od świąt miały taki właśnie rytm. Powolny, na pozór wręcz nudny. A mimo to cieszyły mnie cholernie. Nigdy nie pragnąłem spokoju, ale ten, który odnalazłem teraz był naprawdę cudny. Najpiękniejszy w tym wszystkim był jednak mój zmarznięty wiecznie, tleniony konus, za którym zwyczajnie szalałem. Tak wiele nas dzieliło. Mieliśmy całkowicie inne podejście do życia, świata, otaczających nas ludzi. On, spokojny, rozważny, uprzejmy i zwyczajnie dobry. Ja, wcielona kurwica jeżeli ktokolwiek na odcisk mi nadepnął, mający głęboko w dupie, co inni o mnie myślą. To samo było z zainteresowaniami. On kochał fantasy, komedie i godzinami mógł opowiadać o książkach. Mnie w żyłach musiała huczeć adrenalina, lubiłem wszystko co szybkie, łącznie z filmami, w których akcja toczyła się gęsto. A mimo to jakimś cudem mogliśmy siąść przed telewizorem, oglądać obojętnie co i wzajemnie komentować. Szczerze podobało mi się, jak z pasją opowiadał o tym czym i jak różniła się jego ulubiona książka od ekranizacji, co jeszcze się działo, a na co nie starczyło czasu ekranowego. Jeszcze lepsze bywały jego reakcje, kiedy udowadniałem mu, że niektóre z ciosów czy figur w moich "mordobiciach" faktycznie są wykonalne. Tym sposobem jakoś tak się uzupełnialiśmy.
Usiadłem wreszcie wygodnie i przyciągnąłem do siebie Juliena, którego przechwyciłem, kiedy biegł znów do kuchni.
- Muszę jeszcze kieliszki przynieść - stwierdził.
- Oj tam. Do północy jeszcze mnóstwo czasu. Zaraz po nie pójdę jeśli będziesz chciał, ale ty to sobie może już usiądź, co? - spytałem, choć i tak trzymałem go już uparcie na swoich kolanach.
- Musiałbym nieco posprzątać jeszcze w kuchni...
- Nie przesadzaj, naprawdę. Gary nie uciekną. Nawet ja to wszystko ogarnę, ale jutro. Teraz już chwila oddechu - pogładziłem go po policzku.
Nie wiem czemu, ale Julien wydawał się dziś jakiś... poddenerwowany. Biegał w te i z powrotem pospiesznie, zupełnie jakby o czymś myślał intensywnie i chciał to ukryć. Może rano nieco przesadziłem? Albo dalej przejmował się tą sprawą podczas zakrapianego wieczoru? Bez sensu, mówiłem mu już nie raz, że nic takiego się nie stało i nie ma się czym przejmować.
- To puszczamy jakieś filmidło czy zdajemy się na "przeboje" serwowane, na jednym z programów? - spytałem.
Pozwoliłem, żeby Julien zsunął się z moich kolan i usiadł bok mnie i sięgnąłem po pilot.
No nie mogę, jakie to jest słodkie... Mru <3 Śnieżyneczko ty moja, chodź do mnie i zrób naleśniczki. <3 Ta „chodząca kurwica” się trochę zmieniła i jest słodka. Tak, bądź dobry a może w końcu czeka cię nagroda. No należy ci się płomyczku. <3 Oglądajcie, oglądajcie koteczki. <3
OdpowiedzUsuń