piątek, 23 czerwca 2017

Rozdział XVI - Pierdolona "praca"

 //Przepraszam za brak postów, które miały się ukazać w środę i czwartek. Dopadł mnie kryzys, teraz już jest dobrze. A teraz już zapraszam do czytania\\ Niko.

Świetny początek, naprawdę. Ten beznadziejny telefon nie mógł zadzwonić w gorszym momencie. Praca? W Nocy Rok? Co to niby za cholerna robota?! Tajemniczy telefon, po którym Arian wraca nabuzowany, jak na początku naszej znajomości zdecydowanie przelał czarę goryczy.
Zaskakująco szybko opuścił mieszkanie. Wcześniej nie chciał ze mną rozmawiać, co wnioskuję po tych pełnych pasji odpowiedziach i unikaniu odpowiedzi na każde moje pytanie. Ja sobie coś uroiłem czy coś jest na rzeczy? Bardzo możliwe, bo przecież... Prawie niczego o nim nie wiem. Z tą myślą wstałem z impetem z łóżka i z nieukrywanym zdenerwowaniem zacząłem się ubierać.
Co ja o nim właściwie wiem? Nazywa się Arian Manoor i w dupie ma naukę. Prychnąłem na samą myśl, a spodnie z zawziętością naciągnąłem na biodra.
Co jeszcze? Jest wybuchowy, potrafi zapłonąć, kocha swój motor. Lubi się napić, imprezować i jeść drób. Ogląda horrory i filmy akcji. Nie lubi, kiedy ktoś wchodzi mu na głowę. Jest zboczeńcem i często miewa zbereźne myśli. I... I co jeszcze? Uniosłem głowę, by spojrzeć w lustro wiszące nad umywalką w łazience. Nic.
Ciekawe, dlaczego tak się stało? Czemu wiem tak niewiele o osobie, z którą mieszkam? Z którą jestem? Którą kocham? Może to właśnie to jest powodem tych porannych złości? Może to moja wina? Może.
Nie rozgrzeszam go jednak, też ma w tym swoje trzy grosze. Nie odpowiada mi, ciągle się wykręca. Już jakiś czas temu domyśliłem się, że jego praca do najpiękniejszych nie należy. Inaczej nie kryłby tego w takiej tajemnicy, tak? A co jeśli to coś nieprzyzwoitego? Nie, w to wątpię. W takim wypadku nie miałby tak silnej frustracji seksualnej. Ale skoro to nic z tego, to co? Ten telefon mnie zaniepokoił, lecz przez jego zachowanie byłem zbyt zdenerwowany, by choćby zechcieć go przytrzymać do chwili, aż odpowie. Jak bardzo by się wtedy zdenerwował? Zrobiłby mi coś? Teoretycznie już kiedyś miałem przez niego problem... Wtedy, już dawno temu, gdy byłem zmuszony maskować siniaka podkładem. Wtedy, gdy wyśmiał mnie w trakcie wykładu.
Za dużo myślę.

Do końca dnia nie dałem mu o sobie znaku. On odwdzięczył mi się tym samym, więc uznałem to za dobry powód, by na niego nie czekać. Nie zostawiłem mu też jebanej kolacji, co miałem w zwyczaju robić za każdym razem, kiedy wiadome mi było o późnej porze jego powrotu do domu. Szczerze mówiąc targały mną mieszane uczucia. Nie miałem ochoty się z nim już dzisiaj widzieć, nie chciałem z nim rozmawiać, jednak gdy przebudziłem się parę minut przed pierwszą w nocy, a jego nadal nie było zacząłem się niepokoić. Moja cholerna, głupia, wkurzająca Ameba...
Nad rankiem sytuacja zdawała się powtórzyć. Nie słyszałem, jak drzwi się otwierają, ani jak leci woda prysznica. Nie poczułem też, jakby ktoś chciał się wkraść pod kołdrę obok mnie. Dlatego też, kiedy przebudziłem się koło dziewiątej, a po oczach dało mi blade, zimowe słońce spodziewałem się pustki. W łóżku, pokoju, mieszkaniu, sobie. Zwyczajnie pustki i wyrzutów sumienia, które by jej zapewne towarzyszyły. Na szczęście jednak miałem powód, by się obudzić, a mianowicie to właśnie ciemnowłosy w ciszy grzebał właśnie w szafce z ubraniami.
Przez chwilę w ogóle się nie poruszyłem, analizując kilka przykładowych scenariuszy, jak rozmowa mogłyby się potoczyć. Leżałem przy tym, jak kłoda i wpatrywałem w niego, wodząc wzrokiem za każdym ruchem. W końcu zorientował się i odwrócił w moim kierunku, czując zbyt nachalny, może przeszywający go na wskroś wzrok.
W ciszy usiadłem prosto.
- O której wróciłeś?
- Późno – odparł od niechcenia, znowu odwracając się tyłem. - spałeś.
- Świetnie. To gdzie byłeś?
- W pracy – mruknął, po czym podszedł do łóżka i usiadł na jego krańcu. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, co się wydarzyło na twarzy mojego rozmówcy.
- Skąd to masz? Kto ci to zrobił? - gwałtownie przysunąłem się blisko niego, delikatnie układając chłodne palce na jego szczęce. Na chwilę powinno to choć odrobinę złagodzić to okropieństwo. - Więc tak wygląda ta twoja „praca”, tak?!

1 komentarz:

  1. Dobre pytanie króliczku, powinieneś w końcu postawić na swoim i się dowiedzieć więcej o kochasiu. Wątpię aby ci zrobił krzywdę, nie w tym stadium znajomości. Jednak nie czekał, ale się martwił i na jedno wychodzi. Teraz mu nie odpuszczaj a się wypowie, znając was to pewnie da sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń