poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Rozdział XVII - Mordobicie

Mogę ująć to wszystko jednym zdaniem? Chyba mogę. A więc tak: byłem przerażony i niesamowicie wkurwiony.
Jednak od początku...
Niesamowicie się ucieszyłem i odetchnąłem z ulgą, kiedy wreszcie się ugiął i postanowił pokazać mi, skąd tak naprawdę miał tyle pieniędzy. Domyślałem się, że to nie może być nic do końca legalnego, skoro aż tak bał się mojej reakcji i tak skrzętnie wszystko to w sobie tłumił, jednakże chyba byłbym bardziej spokojny, kiedy okazałby się być dilerem narkotyków niż tym, czego doświadczyłem na miejscu.
Samo to miejsce wydawało się być wręcz obleśne, nie wspominając już nawet o osobnikach obu płci w tym całym towarzystwie. Napakowani faceci, którzy myślą, że mogą wszystko lub dla kontrastu ci wątli i słabi, którzy byli ich jakby "partnerami w interesach" z grubym portfelem. Dziewczyny, jak na mój gust, przesadnie roznegliżowane. No i ta atmosfera, która utworzyła się w tym miejscu... Straszne. Nigdy nie byłem w takim, czy choćby podobnym miejscu, nawet nie było mi do tego spieszno, a teraz jakby nie patrzeć, sam się na to pisałem.
Kiedy Arian zostawił mnie gdzieś na boku, a sam poszedł na... Arenę? Powiedzmy, że tak; lepsze określenie nie może mi przyjść do głowy. No ale wracając... Kiedy mnie zostawił, poczułem się, jak jakaś małpa w ZOO. Obco. Jak cudak, dziwak i... zwierzyna. To ostatnie miało prostą przyczynę, mianowicie kilku obrzydliwych gości rzucało mi jednoznaczne spojrzenia, na które aż jedzenie podeszło mi do gardła. Ohyda.
Szybko odwróciłem wzrok w kierunku, skąd dobiegały te okropne odgłosy, kurwa, zwierzęcej walki, a widząc, jaki mocny cios dostaje nie kto inny jak Ari, z moich ust wydarł się mimowolny krzyk. Zasłoniłem je sobie dłonią, robiąc jednocześnie krok w stronę "ringu", jednak ktoś zdążył mnie powstrzymać. Od razu wyrwałem rękę z uścisku tego zagrzybiałego typa, ale ten zdążył już coś do mnie wywarczeć. Miałem ochotę mu odwinąć, chyba urok tego miejsca zadziałał także na mnie i nie wiem co bym zrobił, gdyby Arian nie znalazł się tak szybko tuż przy mnie. Bardzo sprawnie poradził sobie z tym dupkiem skaczącym z łapami, a kiedy się odwróciłem,  ujrzałem tamtego, z którym widziałem go jeszcze chwile temu, również na ziemi.
Uczucia, jakie się we mnie kotłowały były mieszane, jednak postanowiłem nic po sobie nie okazywać do momentu, aż znaleźliśmy się w odosobnionym pomieszczeniu. Arian zajął się swoimi zakrwawionymi bandażami, jak i innymi, znacznie mniejszymi niż jego przeciwnicy urazami, a ja nawet nie usiadłem na ławce. Skrzyżowałem ze sobą ręce na piersi i stałem przy oknie, opierając się plecami o ścianę, mając zamknięte oczy. Nie odzywałem się, jednak nie dlatego, że byłem wściekły, choć to stwierdzenie nie mijało się z prawdą. Musiałem po prostu wszystko sobie dobrze poukładać. Ari chyba wyczuł, że nie powinien mi teraz przeszkadzać, więc zajął się sobą w milczeniu, choć czułem padające na mnie co chwila niepewne spojrzenia.
- Jestem pełny podziwu, że się jeszcze nie połamałeś - wycedziłem, otwierając powoli oczy.
Natychmiast odnalazłem jego osobę i już nie spuściłem z niego wzroku.
- Czy ty zwariowałeś? To nie jest praca! Mogłem się tego wcześniej domyślić, no tak. Teraz to wszystko ma sens... Dziwne godziny i dni pracy, nieprawdopodobna lekkość przy wydawaniu każdej sumy pieniędzy, jak wtedy na święta. I dlatego mi nie mówiłeś, no tak, bo "będę krzyczeć"! - zasłoniłem sobie twarz dłonią, na moment się uciszając. - Teraz to wszystko ma sens... - powoli zabrałem dłoń, by znów na niego spojrzeć.
Nie ważne co powiedziałem, wciąż byłem wściekły, ale przynajmniej nie miałem już ochoty  krzyczeć i zamrozić pomieszczenia, które, biorąc pod uwagę fakt, że znajdował się w nim także Ari, niechybnie zamieniłoby się w saunę.
- Tym bardziej się martwię. Proszę, skończ z tym. Nie wiem... Wiesz, że możesz bić się zawodowo, a nie na jakieś zakłady czy inne takie? Błagam cię, kiedyś możesz nie wrócić... Ari, nie mów tylko, że martwię się na zapas. Ledwie co miałeś wypadek, dzisiaj dzwoni ten twój dupek i już lecisz na jakieś mordobicie. Ja cię proszę, bo już nie mam do Ciebie siły.

1 komentarz:


  1. Już na starcie pieszczoch ma ból dupy, zdarza się. Jakie to się zrzędliwe zrobiło, mogło byś gorzej, nie? Tu jest czas milczenia i namysłu... W sumie ma dużo racji, teraz ma związek, ma do kogo wracać a to jego rozkojarzenie mogłoby się źle skończyć. Bardzo źle.

    OdpowiedzUsuń