czwartek, 9 marca 2017

Rozdział VIII - Wstyd

Kiedy matka znika ci z oczu na dziesięć minut – wiedz, że coś się dzieje. Jak się okazało, tak było i tym razem, tylko szkoda, że jeszcze o tym nie wiedziałem. Postanowiłem cieszyć się chwilą jej nieobecności w kuchni i w spokoju zrobić sobie herbatę.
Kobieta stojąc w drzwiach uważnie przyjrzała się obcemu chłopakowi, po czym spojrzała gdzieś w dal. Aha, jest i motor. Już wszystko wiedziała.
- To ty ostatnim razem odwiozłeś go pod dom.
- No ja.
- I myślisz, że to Cię we wszystkim usprawiedliwia? Julien nic mi o tobie nie wspominał, nie będę ci więc udzielać żadnych informacji.
- Przyszedłem zadać jedno, małe pytanie. Niech mi Pani odpowie.
- Powiedziałam już chyba, że nie. Radzę ci trzymać się od niego z daleka. Jeszcze tego by brakowało, żeby mój syn włóczył się z kimś twojego pokroju.
- Czyli, kurwa, jakiego?
Podniosłem głowę słysząc to warknięcie. Przesłyszało mi się..? Niemożliwe. Zostawiłem co robiłem i podszedłem bliżej drzwi.
- Jak ty się wyrażasz, gówniarzu? Chyba przydałaby się tu komuś lekcja dobrego wychowania i...
- Arian? - przerwałem jej, przeciskając się przed jej osobę. - Co ty tu robisz?
- Julien, w tej chwili wracaj do środka – syknęła na mnie mamusia zza pleców.
- Dobrze, oczywiście – złapałem szybko chłopaka za nadgarstek i wciągnąłem za sobą do środka, od razu kierując się na schody. Widziałem to kompletne niezrozumienie na twarzy Ameby, ale jakoś nie miałem wyboru. Miałem się znowu posłuchać matki? Znowu?
- Julien! Wracaj tu, powiedziałam!
- Nieuprzejmie jest rozmawiać z gościem w drzwiach! - krzyknąłem i zamknąłem za nami drzwi od mojego pokoju. Uff, nareszcie, cisza, bez tego krzykacza na dole.
Ale zaraz... wciąż nie jest dobrze... byłem sam w pokoju z Amebą. Wpuściłem go do mojej prywatnej przestrzeni, gdzie było zimno, jak w lodówce, a to wszystko przez te niekontrolowane skoki temperatury. Do mojego pokoju, w którym papierki po czekoladzie leżały na nocnej szafce i gdzie kot spał pod kołdrą. Wpuściłem go właśnie do mojej świątyni przygód Harry'ego Pottera i lawiny leków na drugiej szafce. Nie jest dobrze...
- Przepraszam za mamę, zachowała się okropnie...

1 komentarz:

  1. Jaka ona wredna. :O Dobrze, zabieraj kochasia spod linii strzału. Tak, burdel na kółkach a ty go tu wpuściłeś.

    OdpowiedzUsuń