Nawet nie zauważyłem, kiedy
pogrążyłem się we śnie i gdybym miał teraz zadawać komuś
relacje z tego, co mi się przyśniło nie byłbym w stanie.
Zwyczajnie urwał mi się film, znowu... Ale cieszyłem się, że tym
razem było to spowodowane zupełnie czymś innym i nadmiar alkoholu
nie miał z tym nic wspólnego. Spałem jak zabity, nie słyszałem
nic, nie wiedziałem nawet, kiedy Ari czmychnął z łóżka. Udało
mi się wybudzić dopiero, gdy poczułem zapach kawy.
- Hej... jak się czujesz? -
usłyszałem, jednocześnie czując na policzku ciepłą dłoń
mojego towarzysza.
- Wszystko mnie boli – uśmiechnąłem
się lekko, nawet nie próbując przyjąć pozycji siedzącej. Trochę
się obawiałem, jak mogło się to zakończyć.
- Mówisz..? - uniosłem brew w górę,
natomiast on odwrócił się na tyle, by pokazać mi swoje poranione
plecy. Muszę przyznać, że byłem przerażony. Nie posądziłbym
siebie o taką siłę i zacięcie w zadawaniu bólu drugiej osobie...
Nigdy...
- Zrobiłem ci krzywdę!
- Malowniczo wyglądają, nie? -
wyszczerzył kły pełny dumy i zadowolenia.
- Nie leci ci krew..? Musi cię boleć,
nie ciesz się z tego! - gwałtownie usiadłem prosto, przez co
również syknąłem. To było jeszcze dziwniejsze uczucie niż to
wczorajsze!
- Tylko trochę, skrzepło już co
nieco. Jak mam się nie cieszyć skoro to jawny dowód, że wygrałem
z twoimi snami.
- A więc to o to ci chodziło..! Ale
ty jesteś głupi... - zmęczony wcisnąłem twarz w poduszkę na
kolanach.
- Nie ma chowania się! - wyrzucił tę
poduszkę za łóżko, by pocałować mnie w policzek. Zbędna była
ma obrona, to zwierze i tak nie miało żadnych skrupułów. - To co
powiesz na ciepłą kąpiel? A później czeka na Ciebie ciepła
lura.
- Ty już nie jesteś moją wkurwioną
Amebą... - zauważyłem, mrużąc mocno oczy. On jednak zdawał się
puścić to mimo uszu, więc kontynuowałem. - Potrzebuję motywacji
by wstać.
- Możesz nie wstawać.
Spojrzałem na niego jak na idiotę,
zaś on w jednej chwili wziął mnie na ręce i zaniósł do
łazienki. To było... żenujące, biorąc pod uwagę to, jak to nie
miałem siły sam wstać. Cholerny osiłek, przecież nie byłem
wcale taki lekki.
Nie zważał także na moje słowa
protestu w drodze do łazienki, a jedynie skomentował pozytywnie
piekące, czerwone rumieńce na mojej twarzy. Był okropny, nie
słuchał mnie! Chciał dobrze, tak, wiem i może trochę się
czepiam, ale to było... lekko mówiąc... zawstydzające. W końcu
nie jestem dziewczyną.
W dodatku postanowił siąść w wannie
tuż za mną. I znowu, niby mi to nie przeszkadzało, a jednak wszedł
właśnie w mój kwadrat, kiedy ja miałem ochotę zwyczajnie
odpocząć. No po takiej nocy jak najbardziej mi się należało! A
okazja była ku temu jedyna w swoim rodzaju. Nowy Rok, rano, wszyscy
śpią, odtajają po zeszłej nocy, trzeźwieją, na ulicach jest
cisza i spokój. Idealnie. A nawet... śnieg zaczął pruszyć.
Piękne rozpoczęcie kolejnego roku życia.
- Nikt cię tu nie prosił... -
mruknąłem, odchylając głowę w tył.
- Nie złość się na mnie –
usłyszałem nagle, a ton jego głosu był niby taki sam, a jednak
miałem wrażenie, że niesie za sobą ukryte znaczenie. Objął mnie
w pasie, następnie oparł podbródek o moje ramię i tak już
został.
- Przecież tylko żartowałem. Nie mam
powodu, by się na Ciebie złościć. Chyba. Zależy, czy o czymś
nie wiem – dodałem, uśmiechając się półgębkiem.
- Cieszę się. Nie lubię, kiedy
jesteś na mnie zły.
- Nie jestem – na ślepo wymacałem
jego włosy, po których nieco go poklepałem. W odpowiedzi on
ucałował moje ramie. W sumie... to całkiem słodkie.
Jakie to ma węch dobry, wunsz jeden wszystko wyczuje, pamiętam jeszcze ten ręcznik. :3 No już nie dramatyzuj, poranione plecy to nic w porównaniu z tym szczęściem nocy, nie? Jakie wyznanie, już nie wkurwiona ameba, ciekawe co? Powiało chłodem... No chyba z wanny go nie wygonisz, co? Nie rób mu takiej krzywdy. No pewnie że słodkie. Jak ty śnieżyneczko.
OdpowiedzUsuń