niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział IV - Milion i jedno pytanie

Trzeba było przyznać, że konus uśmiechał się całkiem uroczo. Zdecydowanie bardziej pasowało to do jego delikatnej buźki niż wiecznie zmarszczone brwi. Jego usta wyglądały teraz delikatniej... Szkoda tylko, że oczy nie straciły na zaciętym wyrazie i tej świdrującej podejrzliwości... Przynajmniej do czasu, bo zaraz uśmiech przybladł, a oczy złagodniały na chwilę, zupełnie jakby coś w nim się ruszyło.
- Jajecznica była smaczna - stwierdził, co nieźle mnie zaskoczyło. Raczej spodziewałem się po paniczu czegoś w stylu focha za to, że wmusiłem w niego coś tak przyziemnego. 
- Dalej nie masz mdłości? - spytałem.
- Nie... - pokręcił głową lekko.
- Dobrze... - stwierdziłem i zabrałem talerzyk. - Co do godziny to dochodzi ósma.
- Co? Rano?! - zdziwił się.
- Tak, Śpiąca Królewno, przekimałeś tu całą noc. Mamy cudny, niedzielny poranek - krzyknąłem już z kuchni, odkręciłem gaz i podpaliłem go jak zawsze dłonią. Chciałem wrócić, ale okazało się, że Julien przydreptał za mną.
- Powinieneś jeszcze leżeć - stwierdziłem i sięgnąłem po kubek, żeby wsypać do niego kawę. Potrzebowałem kofeiny, bo przez tego konusa nie mogłem spać... Cały czas miałem wrażenie, że jak go z oka spuszczę to mu się coś stanie, a co gorsza przejmowałem się tym i zwyczajnie nie chciałem tego. 
- Dlaczego mi pomogłeś? - dopytywał znowu. Upierdliwe były te jego pytania, szczególnie, że sam nie do końca umiałem odpowiedzieć. 
- Powiedzmy, że... są ludzie, których nie znoszę bardziej niż ciebie, a tacy postanowili sobie z ciebie zrobić worek treningowy wypchany szmalem - pół pradwy, ale dobre i to... Od czegoś trzeba było zacząć i czegoś się trzymać.
- Czy oni...? - zaczął, ale przerwałem mu.
- Tak, żyją, możesz sobie nie zaprzątać tym swojej tlenionej główki. Z resztą nawet jakby pomarli to takimi kanaliami i tak nikt by się nie przejął. 
- A... co tam robiłeś? 
Spojrzałem na niego i znów miałem chwilowy odruch, żeby nim potrząsnąć. Co to, przesłuchanie jakieś? Dlaczego on musiał być taki męczący? I dlaczego nie potrafiłem go stąd zwyczajnie wywalić?
- Bawiłem się z kolegami - stwierdziłem, bo zdecydowanie nie miałem ochoty tłumaczyć mu jak zarabiam na życie. Znając tego typka od razu byłoby coś pokroju: jakie to złe, jak tak można, a tak w ogóle to takich jak ja powinno się zamykać, najlepiej w klatkach. 
- I koledzy ci to zrobili? - wskazał na moją rozciętą wargę, która goiła się jako tako i opuchlizna zeszła, mimo to szramę było jeszcze aż za dobrze widać, podobnie sińca.
- Miałeś wujka w drogówce, że jesteś taki dociekliwy? To serio nie twój interes i trzymaj się od tego z daleka, bo znów ci ktoś przypieprzy i tym razem nie będę zbierał cię z chodnika. Łazienka jest tam - wskazałem drzwi - jak potrzebujesz się ogarnąć, to się nie krępuj. Jeżeli czujesz się już lepiej, to odwiozę cię do domu.

2 komentarze:

  1. Chyba Pan Pochodnia się martwi że polarek się rozpuści czy coś jak tylko odwróci wzrok. A śnieżynka odrobinę przesadza z tym przesłuchaniem. Słodkości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Płomyczek jest taki choany z tą swoją troską :D Ja bym chyba tak nie wytrzymała nie spać całą noc. Ale fakt, można się zmartwić stanem takiej kruszynki jak Julien. Nie dziwota, że Ariemu zmiękło serducho. Biedak jeszcze nie wie, że od nienawiści do miłości jeden krok ~

    OdpowiedzUsuń