Spoglądałem na to jak Julien rozmawia ze swoja koleżanką. Nie koniecznie podobało mi się to, jak dziewczyna wlepiała w niego oczy, szczególnie teraz, nie, żebym już wcześniej nie czuł z tego tytułu zazdrości. Teraz jednak miałem do tego zwyczajnie podstawy i zamierzałem upominać się o swoje kiedy było to konieczne...
Tym razem okazało się, że nie było... raczej. Julien z Minami podeszli do mnie. Dziewczyna o dziwo się do mnie uśmiechnęła. Do tej pory traktowała mnie raczej jak zło wcielone i omijała jeśli tylko było to możliwe.
- Pamiętasz mnie, prawda? - zagadnęła.
- Tia... Koleżanka Juliena z niezłym biustem, od której pożycza notatki - skwitowałem na co Minami przeniosła wzrok ze mnie na Juliena. Uśmiech nieco jej zbladł.
- To u niego normalne - stwierdził białowłosy i posłał mi karcące spojrzenie.
- Chwasty...? - spytała, a on przytaknął.
- Czy ja o czymś nie wiem? - burknąłem.
Nie doczekałem się jednak innej odpowiedzi niż ich śmiech.
Wizyta w kawiarence obok uniwerka była dość przyjemna. Towarzystwo Minami też nie przeszkadzało mi jakoś szczególnie. Bardziej irytowało mnie to, że Julien trzymał wciąż spory dystans. No tak... nie chciał, żeby ludzie wokół wiedzieli, że gustuje w mężczyznach... a raczej we mnie. Nie pojmowałem, co to komu miałoby przeszkadzać, przecież to jego życie i innym powinno być dokładnie gówno do tego, ale cóż. Musiałem uszanować jego wolę.
Szacunek nie oznaczał jednak, że nie lubiłem się z Julienem podroczyć. Wręcz przeciwnie. Nie raz zdarzyło mi się puścić mu oczko, czy szybko go klepnąć tak, żeby zbulwersować jego drętwych znajomych, którzy wlepiali wtedy we mnie szeroko otwarte oczy. Miałem wrażenie, że przyleci zaraz jeden z drugim i wypomną mi molestowanie. Swoją drogą widziałem, jak przez te kilka dni kilkoro zdążyło zaczepić Juliena i łypać na mnie złym wzrokiem, o coś wypytując. Julcia coś im ostro tłumaczył, machał przy tym łapkami i rumienił się jak to nic się nie dzieje i takie tam, a później burczał na mnie ku mojej uciesze. Znów było dobrze... Nawet bardzo dobrze. Przywykłem do tej durnej uczelni, spokój wrócił i wszystko się układało.
Niestety do czasu...
Prułem na Laluni przez miasto. Julien znów zażyczył sobie coś słodkiego. Szczególnie, że miała przyjść Marika. Znowu mieli siedzieć i mnie obgadywać, oczywiście tak, żebym słyszał, bo inaczej nie miałoby to sensu. Miałem czasami ochotę ich za to podusić, ale powstrzymywałem się dzielnie...
Czerwona mazda wyskoczyła zza zakrętu dosłownie znikąd. Szarpnąłem za hamulce i przeniosłem ciężar ciała licząc na to, że uda mi się jakoś samochód wyminąć lub przynajmniej położyć motocykl.
Udało się, ale upadłem na asfalt razem z Lalunią, która zawyła nieprzyjemnie.
Pozbierałem się z ziemi, prawe ramię, noga i biodro napierdalały koncertowo, ale to nie przeszkadzało mi w ruszeniu na debila, który nie rozpoznawał znaków i wyjechał mi przed maszyną z drogi podporządkowanej. Skurwiel dodał gazu i zwiał co wywołało u mnie lawinę przekleństw.
- Znajdę cię skurwielu i podpalę cię razem z tym złomem! – ryknąłem i tylko ostatkami siły woli nie mieniłem się w chodzącą pochodnię topiącą asfalt pod stopami.
Kiedy zbierałem Lalunię z drogi jęknąłem przeciągle i z czystym smutkiem. Moje maleństwo było poodzierane, a cały prawy bok do gruntownej wymiany. Silnik na całe szczęście chodził, więc mogłem powoli dojechać do domu zamiast wlec swoje maleństwo całą drogę.
Do mieszkania wpadłem obolały jak cholera, po palcach ściekała mi krew, a wszędzie dookoła rozsiewałem smród tlącej się na mnie powoli odzieży.
- Znajdę gnoja i przerobię go na popiół – warczałem.
Piszę raz jeszcze i mam nadzieje że ostatecznie. Więc... Zazdrosny Ari, bardzo dobrze, pilnuj go. No fajnie, miło, przyjemnie. ;) Dobrze że się jakoś pozbierał, ciekawie by było jakby zapamiętał twarz kierowcy i go znalazł przypadkowo gdzieś w ciemnym zaułku... Ale nic, wrócił bezpiecznie. Kogoś czeka robota a ogniste kochanie nadal pluje jadem. Ma racje.
OdpowiedzUsuń