Prułem Lalunią przez miasto, kierując się do najbliższego marketu. Nie miałem czasu na myślenie, kiedy jednak zaparkowałem i zapaliłem papierosa... Och tak mi ich brakowało! Słodka nikotynka, której ostatnimi czasy kosztowałem coraz rzadziej, bo Julien strasznie marudził, że niszczę sobie zdrowie, a w ogól fajki śmierdzą, wszędzie jest dym i popiół... No jest i co z tego?
Gonienie mnie o papierosy nie było jedynym co robił... Wprowadził swoje porządki, w kuchni pojawiło się mnóstwo rzeczy, które były mi całkowicie zbędne, a do tego jedna szafka w całości wypełniona została lekami i innymi dobrami wprost z czeluści aptek. Łazienka też zyskała na zawartości i było w niej od groma mazideł, pachnideł i innych rzeczy, z których spora część była według mnie całkowicie niepotrzebna, żeby nie powiedzieć absurdalna.
Moje spokojne, unormowane życie zostało przewrócone do góry nogami, tak samo jak moje mieszkanie. Wszystko nagle się pozmieniało, poukładało inaczej... Powinno mnie to solidnie wnerwiać i wnerwiało... Bardzo! Ale...
Właśnie było jeszcze to śmieszne "ale". Mieszkanie było zdecydowanie mniej puste i było... mieszkaniem, a nie moją gawrą, jak wcześniej. Pachniało inaczej, wyglądało inaczej i było w nim życie.... Takie prawdziwe. Nie budziłem się sam... i nawet jeżeli ściągano mnie z wyra o drakońskich porach, to nie było to takie złe. Śniadanie jadłem w towarzystwie... i przede wszystkim w ogóle je jadłem rano, a nie po południu. Jazda na uczelnię nie była już okropnym obowiązkiem, a sam budynek szkoły stał się jakiś bardziej znośny. Zajęcia... Nie, tu nic się nie zmieniło. Dalej słuchałem jednym uchem lub zwyczajnie spałem. Powroty do mieszkania były za to nader przyjemne. Wspólny obiad, a trzeba było przyznać, że Julien naprawdę dobrze gotował, później nie raz jakiś film, choć gust miał straszny, naprawdę. Naprawdę nie trudno mi było do tego przywyknąć, choć skutki uboczne bliskości chłopaka nieźle mnie wykańczały. Czasami ciężko mi się było skupić na czymś więcej niż jego tyłek w tych śmiesznych dresikach, które nader łatwo byłoby z niego ściągnąć. Oj, tak, ochota na niego mi nie przeszła i o dziwo nie zanosiło się na to... co gorsza zaczynałem go coraz bardziej zwyczajnie lubić.
Wyrzuciłem niedopałek i ruszyłem do sklepu. Kupienie tego, co potrzebowałem poszło mi dość szybko choć wyszedłem dodatkowo z piwem dla siebie i czekoladą z karmelem dla białowłosego konusa. Julien wszystko co było słodkie wciągał jak tornado. Słodycze widział do tego chyba przez ściany, bo ile bym tego nie nawiózł i gdzie nie położył, to zawsze wszystko znikało w zastraszającym tempie.
Z powrotem jechałem dość okrężną drogą, ot, żeby nieco poszaleć, depnąć mojej ślicznotce ile fabryka dała. Mimo to wróciłem dość szybko i od razu zauważyłem nissana na podjeździe. To małe, błękitne autko należało do mojej matki... No ładnie, zebrało jej się jednak na wizytę.
Jak ten Ari zrzędzi, jak stara baba. Trzeba o siebie dbać a że od ciebie jedzie całkiem nieźle to się ciesz. Cała litania plusów, no nic tylko wietrzyć ząbki. Nawet w dresach wygląda super? Na co ty jeszcze czekasz? To o słodyczach jest piękne, ile jeszcze znajdę podobieństwa do swojej osoby? Tak jak podejrzewałam, to mama dźwiadka. <3
OdpowiedzUsuń