sobota, 2 września 2017

Rozdział XVII - Comeback Brajanka

Ledwo zdążyłem z trudem przełknąć gorycz porażki przy próbie namawiania Ariego do zmiany swojego zawodu na raczej... Odrobinę bardziej legalny. Chwilę wcześniej wryło mnie w podłogę to, co zastałem po wejściu do tamtej meliny. Ledwo porozmawialiśmy, a zadzwoniła Marika i w mgnieniu oka znaleźliśmy się na imprezie urodzinowej jakiejś tam znajomej Ariana. Zaś tam zdążyłem się tylko przywitać i już podniosło mi się ciśnienie, gdy padło to cudowne imię: Brian.
Mój ulubieniec najwyraźniej postanowił ubarwić cudowną historię znajomości z Arianem i wznieść ją o poziom wyżej. Jakie to było żałosne... Zupełnie, jakby po jednym numerku się w nim zakochał. Ale zaraz, on i miłość? Chyba tylko do swojego największego z największych wibratora, którego niestety ostatnio miałem (nie)przyjemność zobaczyć w pewnym filmie w sieci. Pech chciał, że zbłądziłem na tyle głęboko tamtego dnia, że choć treść jego kanału mnie przytłaczała i wręcz czułem, jak mózg mi się od tego przegrzewa i flaczeje, to jakoś nie potrafiłem wcisnąć tej głupiej strzałeczki, która przeniosłaby mnie na stronę wcześniej, gdzie wciąż jeszcze byłem bezpieczny. Nie. Jestem tylko człowiekiem. Głupim człowiekiem, który postanowił, że jeśli nadeszła pora, w której mózg ma zacząć przypominać kawałek filcu, to lepiej niech zrobi to raz i dobrze. Tylko czemu, och, czemu wcisnąłem subskrypcję?
Wracając,wszyscy wiedzieli, jak bardzo nienawidzę tego małego chuderlaka, który swoimi "nogami aż do nieba" (tak, to było w komentarzach) myślał, że złapie każdego. A gówno, nie złapie, już ja tego dopilnuję. Miałem tylko wrażenie, że przez to, że on go odpychał, ten śmierdzący insekt pragnął go tylko coraz bardziej. Naprawdę miałbym głęboko w dupie to, czy istnieje, czy dycha oraz to, czy dupczy się po kątach w pobliskim klubie. Właściwie miałem to w dupie, ale odkąd uczepił się MOJEJ pochodni, jak rzep psiego ogona, sprawa przybrała nieco innego wymiaru. Czy byłem zazdrosny? Nie wiem, niech każdy to zinterpretuje, jak chce.
Jedyne czego byłem pewny to to, że byłem wściekły, ale nie chciałem psuć tej nowo poznanej dziewczynie zabawy urodzinowej. Była bardzo ładna, do tego taka miła i naprawdę słodka, lecz odkąd dowiedziałem się, jak ten bury skurwiel namotał, przestał mnie nawet interesować jej dekolt.
Mimo wszystko wciąż z uśmiechem i udając, że nic się nie stało, a jakieś głupie pogłoski nie robią na mnie wrażenia, odsunąłem się nieznacznie. A kiedy nikt z towarzystwa nie patrzył, zniknąłem w kuchni, która właściwie graniczyła z salonem, więc mogłem sobie na nich zerkać. Chciałem się oprzeć i nieco ochłonąć, lecz w momencie, gdy moja zimna dłoń zetknęła się z blatem, usłyszałem skwierczenie i trzaski łamanego lodu. Nie musiałem patrzeć, już wiedziałem, że zwyczajnie zamroziłem wszelką popitkę, alkohol zgęstniał, a pod palcami miałem szron. Lada moment, a z okapu zaczęłyby zwisać sople lodu, jednak wtedy, jak książę na białym koniu pojawił się Ari. Najwidoczniej musiał wszystko zobaczyć z salonu, gdyż ledwo podszedł, a objął mnie ręką i przyciągnął bliżej siebie, by zaraz przesunąć drugą, mocno rozgrzaną nad zamarzniętą częścią kuchni.
- Ty wiesz, że klima to tu niezbyt potrzebna? Aż tak cię wkurwiło co ten dupek nagadał?
- Może jednak jest potrzebna? -mruknąłem, prychając na samą myśl o tym chłopaku. - Przecież ja go zabiję. Nie dość, że dziwka, to jeszcze ze znajomościami i teraz wszyscy sądzą, że spotykasz się z tą kurwą, a nie ze mną. 
- Słodziaku, już nie wszyscy - poprawił mnie i zbliżył się tak, aby stanąć między moimi nogami, kiedy opierałem się tyłem o blat. Wciąż przy tym trzymał mnie za nadgarstki, żebym znów nic nie zamroził. - Byłeś ze mną w robocie, jesteś tutaj, rozniesie się i tamten narobi sobie tylko siary.
- Dobra, wszyscy oprócz tych tu i tamtych tam. Na pewno całe miasto wie. Jak ja go dorwę to przysięgam, że zabiję!
- Jesteś przesłodki, kiedy jesteś taki wściekły i zazdrosny - wyszczerzył się wielce zadowolony i ku swojej uciesze, przejechał nosem po moim uchu. - Aż mam ochotę cię zaciągnąć "na pięterko" i nieco posmakować tej twojej złości.
- Nie - odparłem od razu, starając się wyrwać ręce z jego uścisku. - Obawiam się, że musiałbyś tak mocno podkręcić temperaturę, że wszystko poszłoby z dymem.
- Byłbyś tym razem na górze. To byłaby piękna izolacja, żebyś niczego nie zamroził - roześmiał się, skubiąc zębami moje ucho, na co tylko odchyliłem głowę na bok, chcąc choć odrobinę od tego uciec. 
- Fuj... Nie obrzydzaj mi nawet tego. Wystarczające mam dreszcze po tym, co znalazłem w sieci kilka dni temu...
- Jak nie obrzydzaj? Coś ty znów znalazł w tym internecie, co?
Warknąłem pod nosem, zerkając na ścianę w kuchni. Musiałem przecież ułożyć sobie na szybko kwestię, jakby to dobrze przedstawić tego naszego championa.
- Ukochanego ulubieńca naszego miasta. Dupodajkę. Dildobawiacza. Rozpowiadacza plotek. Sexmastera Brajanka - wyburczałem, ale takiej reakcji, jaką dostałem, to się nie spodziewałem. Myślałem, że Ari zaraz się udusi ze śmiechu, a kiedy z oczu poleciały mu łzy, spuszyłem policzek.
- Słodziaku, kurwa... gdzie ty błądzisz w tych internetach, co? Aż bym to z ciekawości zobaczył. I co... prezentował tam coś mało ciekawego, że aż tak się zraziłeś do pozycji jeździeckich?
- Po tym, jak widziałem, że sobie wsadza wibrator przykręcony do podłogi mogę śmiało powiedzieć, że to obrzydliwe...
- Oj tam... Ja nie jestem wibratorem tylko twoim wygłodniałym, napalonym na twój zgrabny tyłek, facetem.
- Zapomnij, nie mam ochoty. Poza tym w życiu nie pójdę na jakieś "pięterko" - mruknąłem raz jeszcze, wyrywając ręce z jego uścisku. Było mi jednak niewygodnie, więc oparłem się z powrotem o blat za sobą, a wtem napoje znów zaskwierczały, zamarzając.  
- Maruda... To chociaż nie rób za mróz - odsunął się nieco i znów wziął moje dłonie w te swoje, starając się wszystko rozmrozić. - Nie masz się czym tak denerwować. Poza tym nie przyszliśmy tutaj, żebyś się wkurwiał. Jeden durny gnojek raczej nie powinien psuć imprezy, co? No chyba, że chcesz wracać do domu, to powiedz.
 - I co, jeśli powiem, że chcę? - spojrzałem na niego mętnie, jak karp na dzień przed wigilią. - Zrobisz, jak ja chcę, a nie chcę, byś mi wiecznie chodził na rękę.
- A co... Wolałbyś dostać kopa i iść z buta? Jeśli po tym będę mógł cię przelecieć, to ci to mogę zagwarantować - rzucił zadziornie, ale chyba szybko zauważył po mojej minie, jak bardzo mi to nie leżało. Zaraz więc przyciągnął mnie do siebie i pocałował czule. - A tak na poważnie, to postaraj się o tym kretynie nie myśleć. Nie daj głupiej dupie psuć nam wieczoru, co? Edzia ma urodziny, pasuje się bawić, a nie zaprzątać łeb głupotami. Wystarczy, że ona sama łazi wściekła, a Andrew nie lepiej - skrzywił się.
- Jestem dzisiaj ogólnie mocno poddenerwowany. W szczególności całą sytuacją, którą miałem nieszczęście widzieć rano w tej... norze - podsumowałem, odwracając wzrok na towarzystwo gdzieś z tyłu, za Arim. - Potem spontanicznie przyszliśmy tutaj i jeszcze Brajanek... Wiesz, że mam słabe nerwy.
- Wiem i... Przepraszam za to, co stało się w robocie. Mimo wszystko sam chciałeś wiedzieć, a raczej ciężko byłoby ci o tym opowiedzieć. A tamtym naprawdę się nie przejmuj. Jak mówiłem, zaraz się rozejdzie po ludziach, że jestem z tobą. Wiesz jak ploty się rozchodzą. A szczególnie jeśli chodzi o mnie.
- Nie musisz przepraszać, tylko naprawdę byłbym szczęśliwszy i o wiele bardziej spokojny ze świadomością, że robisz to co robisz, ale legalnie - wróciłem do niego wzrokiem, obejmując delikatnie jego policzek dłonią. - Dalej mam ochotę go jednak zabić, na to już nic nie poradzisz. I kiedyś to zrobię.
Byłem już zwyczajnie zmęczony wszystkimi emocjami i wydarzeniami, jakie przewinęły się w ciągu ostatnich dwunastu godzin. Nie chciałem się z nim kłócić, ale miałem naprawdę słabe nerwy i w przypadku pewnych zachować ludzi, zwyczajnie nie wytrzymałem i wybuchałem. Każdy czasem wybucha. 
- Jak znów coś odwinie, to obiecuję, że zafunduję ci z niego worek treningowy. Ja będę trzymał i instruował, ty będziesz bić, ale póki co, mordko moja zmarznięta - cmoknął mnie krótko w usta. - Wypij drinka, baw się grzecznie tylko ze mną, a jak wrócimy do domu, to z chęcią dokładnie ci wyłożę w czym jesteś lepszy od niego, najlepiej dogłębnie.
- Wchodzę w to, tylko niech będzie jeszcze żywy - uśmiechnąłem się lekko, odwzajemniając krótki pocałunek tym samym ruchem warg. - Nie ma sensu wykładać, we wszystkim jestem od niego lepszy.
- I nawet jeszcze bardziej skromny - zaśmiał się i oplatając mnie w talii, zaprowadził w stronę reszty imprezowiczów. Najwyraźniej uznał, że niebezpieczeństwo minęło i już raczej niczego, ani nikogo nie zamrożę. Jednak kto wie... Niech tylko ktoś wspomni coś krzywo o Brajanku, a się przekonamy.

1 komentarz:

  1. Jaki jad... Chyba śnieżyneczka pokazuje pazurki, dobry powód się znalazła. Moje oczy widzą dużo nienawiści. Hah, Ari zawsze wie kiedy się zjawić. <3 Ma racje, sama po czymś tak niesmacznym miałabym traumę na kilka dni... Sopelek, przestań zamrażać bo potem będzie niedobre. XD chciałabym to zobaczyć, chociaż obijanie takiego szkieletu byłoby słabe. ;)

    OdpowiedzUsuń