Mój ulubieniec najwyraźniej postanowił ubarwić cudowną historię znajomości z Arianem i wznieść ją o poziom wyżej. Jakie to było żałosne... Zupełnie, jakby po jednym numerku się w nim zakochał. Ale zaraz, on i miłość? Chyba tylko do swojego największego z największych wibratora, którego niestety ostatnio miałem (nie)przyjemność zobaczyć w pewnym filmie w sieci. Pech chciał, że zbłądziłem na tyle głęboko tamtego dnia, że choć treść jego kanału mnie przytłaczała i wręcz czułem, jak mózg mi się od tego przegrzewa i flaczeje, to jakoś nie potrafiłem wcisnąć tej głupiej strzałeczki, która przeniosłaby mnie na stronę wcześniej, gdzie wciąż jeszcze byłem bezpieczny. Nie. Jestem tylko człowiekiem. Głupim człowiekiem, który postanowił, że jeśli nadeszła pora, w której mózg ma zacząć przypominać kawałek filcu, to lepiej niech zrobi to raz i dobrze. Tylko czemu, och, czemu wcisnąłem subskrypcję?
Wracając,wszyscy wiedzieli, jak bardzo nienawidzę tego małego chuderlaka, który swoimi "nogami aż do nieba" (tak, to było w komentarzach) myślał, że złapie każdego. A gówno, nie złapie, już ja tego dopilnuję. Miałem tylko wrażenie, że przez to, że on go odpychał, ten śmierdzący insekt pragnął go tylko coraz bardziej. Naprawdę miałbym głęboko w dupie to, czy istnieje, czy dycha oraz to, czy dupczy się po kątach w pobliskim klubie. Właściwie miałem to w dupie, ale odkąd uczepił się MOJEJ pochodni, jak rzep psiego ogona, sprawa przybrała nieco innego wymiaru. Czy byłem zazdrosny? Nie wiem, niech każdy to zinterpretuje, jak chce.
Jedyne czego byłem pewny to to, że byłem wściekły, ale nie chciałem psuć tej nowo poznanej dziewczynie zabawy urodzinowej. Była bardzo ładna, do tego taka miła i naprawdę słodka, lecz odkąd dowiedziałem się, jak ten bury skurwiel namotał, przestał mnie nawet interesować jej dekolt.
Mimo wszystko wciąż z uśmiechem i udając, że nic się nie stało, a jakieś głupie pogłoski nie robią na mnie wrażenia, odsunąłem się nieznacznie. A kiedy nikt z towarzystwa nie patrzył, zniknąłem w kuchni, która właściwie graniczyła z salonem, więc mogłem sobie na nich zerkać. Chciałem się oprzeć i nieco ochłonąć, lecz w momencie, gdy moja zimna dłoń zetknęła się z blatem, usłyszałem skwierczenie i trzaski łamanego lodu. Nie musiałem patrzeć, już wiedziałem, że zwyczajnie zamroziłem wszelką popitkę, alkohol zgęstniał, a pod palcami miałem szron. Lada moment, a z okapu zaczęłyby zwisać sople lodu, jednak wtedy, jak książę na białym koniu pojawił się Ari. Najwidoczniej musiał wszystko zobaczyć z salonu, gdyż ledwo podszedł, a objął mnie ręką i przyciągnął bliżej siebie, by zaraz przesunąć drugą, mocno rozgrzaną nad zamarzniętą częścią kuchni.
- Ty wiesz, że klima to tu niezbyt
potrzebna? Aż tak cię wkurwiło co ten dupek nagadał?
- Może jednak jest potrzebna? -mruknąłem,
prychając na samą myśl o tym chłopaku. - Przecież ja go zabiję.
Nie dość, że dziwka, to jeszcze ze znajomościami i teraz wszyscy
sądzą, że spotykasz się z tą kurwą, a nie ze mną.
- Słodziaku, już nie wszyscy -
poprawił mnie i zbliżył się tak, aby stanąć między moimi nogami,
kiedy opierałem się tyłem o blat. Wciąż przy tym trzymał mnie za nadgarstki, żebym znów nic nie zamroził. - Byłeś ze mną w
robocie, jesteś tutaj, rozniesie się i tamten narobi sobie tylko
siary.
- Dobra, wszyscy oprócz tych tu i
tamtych tam. Na pewno całe miasto wie. Jak ja go dorwę to przysięgam, że zabiję!
- Jesteś przesłodki, kiedy jesteś taki
wściekły i zazdrosny - wyszczerzył się wielce zadowolony i ku swojej uciesze, przejechał nosem po moim uchu. - Aż mam ochotę cię zaciągnąć "na pięterko" i nieco
posmakować tej twojej złości.
- Nie - odparłem od razu, starając
się wyrwać ręce z jego uścisku. - Obawiam się, że musiałbyś
tak mocno podkręcić temperaturę, że wszystko poszłoby z dymem.
- Byłbyś tym razem na górze. To
byłaby piękna izolacja, żebyś niczego nie zamroził - roześmiał się, skubiąc zębami moje ucho, na co tylko odchyliłem głowę na bok, chcąc choć odrobinę od tego uciec.
- Fuj... Nie obrzydzaj mi nawet tego.
Wystarczające mam dreszcze po tym, co znalazłem w sieci kilka dni
temu...
- Jak nie obrzydzaj? Coś ty znów
znalazł w tym internecie, co?
Warknąłem pod nosem, zerkając na ścianę w kuchni. Musiałem przecież ułożyć sobie na szybko kwestię, jakby to dobrze przedstawić tego naszego championa.
- Ukochanego ulubieńca naszego miasta.
Dupodajkę. Dildobawiacza. Rozpowiadacza plotek. Sexmastera Brajanka - wyburczałem, ale takiej reakcji, jaką dostałem, to się nie spodziewałem. Myślałem, że Ari zaraz się udusi ze śmiechu, a kiedy z oczu poleciały mu łzy, spuszyłem policzek.
- Słodziaku, kurwa... gdzie ty
błądzisz w tych internetach, co? Aż bym to z ciekawości zobaczył.
I co... prezentował tam coś mało ciekawego, że aż tak się
zraziłeś do pozycji jeździeckich?
- Po tym, jak widziałem, że sobie
wsadza wibrator przykręcony do podłogi mogę śmiało powiedzieć,
że to obrzydliwe...
- Oj tam... Ja nie jestem wibratorem
tylko twoim wygłodniałym, napalonym na twój zgrabny tyłek,
facetem.
- Zapomnij, nie mam ochoty. Poza tym w
życiu nie pójdę na jakieś "pięterko" - mruknąłem raz jeszcze,
wyrywając ręce z jego uścisku. Było mi jednak niewygodnie, więc oparłem się z powrotem o blat za sobą, a wtem napoje znów zaskwierczały, zamarzając.
- Maruda... To chociaż nie rób za
mróz - odsunął się nieco i znów wziął moje dłonie w te swoje, starając się
wszystko rozmrozić. - Nie masz się czym tak denerwować. Poza tym
nie przyszliśmy tutaj, żebyś się wkurwiał. Jeden durny gnojek
raczej nie powinien psuć imprezy, co? No chyba, że chcesz wracać do
domu, to powiedz.
- I co, jeśli powiem, że chcę? -
spojrzałem na niego mętnie, jak karp na dzień przed wigilią. -
Zrobisz, jak ja chcę, a nie chcę, byś mi wiecznie chodził na rękę.
- A co... Wolałbyś dostać kopa i iść
z buta? Jeśli po tym będę mógł cię przelecieć, to ci to mogę
zagwarantować - rzucił zadziornie, ale chyba szybko zauważył po mojej minie, jak bardzo mi to nie leżało. Zaraz więc przyciągnął mnie do siebie
i pocałował czule. - A tak na poważnie, to postaraj się o tym
kretynie nie myśleć. Nie daj głupiej dupie psuć nam wieczoru, co?
Edzia ma urodziny, pasuje się bawić, a nie zaprzątać łeb głupotami.
Wystarczy, że ona sama łazi wściekła, a Andrew nie lepiej - skrzywił się.
- Jestem dzisiaj ogólnie mocno
poddenerwowany. W szczególności całą sytuacją, którą miałem
nieszczęście widzieć rano w tej... norze - podsumowałem, odwracając
wzrok na towarzystwo gdzieś z tyłu, za Arim. - Potem spontanicznie
przyszliśmy tutaj i jeszcze Brajanek... Wiesz, że mam słabe nerwy.
- Wiem i... Przepraszam za to, co stało
się w robocie. Mimo wszystko sam chciałeś wiedzieć, a raczej
ciężko byłoby ci o tym opowiedzieć. A tamtym naprawdę się nie
przejmuj. Jak mówiłem, zaraz się rozejdzie po ludziach, że jestem
z tobą. Wiesz jak ploty się rozchodzą. A szczególnie jeśli
chodzi o mnie.
- Nie musisz przepraszać, tylko
naprawdę byłbym szczęśliwszy i o wiele bardziej spokojny ze
świadomością, że robisz to co robisz, ale legalnie - wróciłem do
niego wzrokiem, obejmując delikatnie jego policzek dłonią. - Dalej
mam ochotę go jednak zabić, na to już nic nie poradzisz. I kiedyś
to zrobię.
Byłem już zwyczajnie zmęczony wszystkimi emocjami i wydarzeniami, jakie przewinęły się w ciągu ostatnich dwunastu godzin. Nie chciałem się z nim kłócić, ale miałem naprawdę słabe nerwy i w przypadku pewnych zachować ludzi, zwyczajnie nie wytrzymałem i wybuchałem. Każdy czasem wybucha.
- Jak znów coś odwinie, to obiecuję,
że zafunduję ci z niego worek treningowy. Ja będę trzymał i
instruował, ty będziesz bić, ale póki co, mordko moja zmarznięta
- cmoknął mnie krótko w usta. - Wypij drinka, baw się grzecznie tylko ze mną,
a jak wrócimy do domu, to z chęcią dokładnie ci wyłożę w czym
jesteś lepszy od niego, najlepiej dogłębnie.
- Wchodzę w to, tylko niech będzie
jeszcze żywy - uśmiechnąłem się lekko, odwzajemniając krótki
pocałunek tym samym ruchem warg. - Nie ma sensu wykładać, we
wszystkim jestem od niego lepszy.
- I nawet jeszcze bardziej skromny -
zaśmiał się i oplatając mnie w talii, zaprowadził w stronę reszty
imprezowiczów. Najwyraźniej uznał, że niebezpieczeństwo minęło i już raczej niczego, ani nikogo nie zamrożę. Jednak kto wie... Niech tylko ktoś wspomni coś krzywo o Brajanku, a się przekonamy.
Jaki jad... Chyba śnieżyneczka pokazuje pazurki, dobry powód się znalazła. Moje oczy widzą dużo nienawiści. Hah, Ari zawsze wie kiedy się zjawić. <3 Ma racje, sama po czymś tak niesmacznym miałabym traumę na kilka dni... Sopelek, przestań zamrażać bo potem będzie niedobre. XD chciałabym to zobaczyć, chociaż obijanie takiego szkieletu byłoby słabe. ;)
OdpowiedzUsuń