sobota, 18 lutego 2017

Rozdział III - Modlitwa

Po kolejnym sms'ie na moje usta wpłynął pobłażliwy uśmiech. Albo ktoś się pomylił, zwyczajnie przestawił cyferki i wyszło co wyszło, albo ktoś sobie robił ze mnie jaja. Cóż, postanowiłem przyjąć tę pierwszą teorię, w końcu wydawała mi się bardziej rozsądna, no bo kto by mi coś takiego zrobił? Przez chwilę przed oczami pokazał mi się obraz tego irytującego szatyna, który uraczył mnie tym przepięknym uśmiechem na korytarzu. Czyżby to on maczał w tym palce? Nie no, niemożliwe, skąd miałby mój numer? Przecież nigdy nie zamieniliśmy ze sobą słowa. A może pomyślałem o niewłaściwej osobie? W końcu dziś w trakcie wykładu Pan Ameba chciał wyciągnąć mój numer... oczywiście, pod pretekstem. Czyżby go jakoś zdobył? Jeśli tak, to jak? Zabiegał o niego? To musiał być on, pewnie w ten sposób spełnił swoją obietnicę na temat mruczących panienek. Tylko... po co? Czemu ja? Koniec, postanowione. Jak go tylko złapię w poniedziałek, jak mu za wszystko wygarnę... Trzeba być twardym, a nie miętkim.
Przepraszam, ale to chyba jakaś pomyłka. Sprawdź jeszcze raz numer, chyba nie o mnie ci chodziło. Życzę miłego wieczoru.”
Rzuciłem telefon na koniec kanapy, co mój kot potraktował jak zaproszenie i od razu wszedł na notatki. Z jednej strony chciałem go z nich zrzucić, w końcu nie były moje, mogły się pognieść, co Minami mogłaby odebrać, jako brak poszanowania dla jej rzeczy, czego bardzo nie chciałem. Jednak mimo to nie miałem serca go zrzucić, kiedy ułożył się jak jakaś purchawka i zaczął gruchać na cały regulator. Uśmiech wpłynął na moje usta od razu i rozpocząłem czochranie miękkiej sierści kota. Byś może nie powinienem tak przerywać nauki, ale w tej sytuacji nie miałem innego wyjścia. To trochę tak, jakby mąż zganiał żonę z łóżka, bo nie może znaleźć pilota od telewizora – ani to miłe, ani etyczne. Zostało mi więc czochrać Panią Noris zgodnie z jej życzeniem. Gdzieś z tyłu głowy jednak ciągle towarzyszyła mi myśl: co jeśli jutro wyjdę z domu, a ten pieprzony idiota będzie gdzieś na chodniku? Po raz kolejny powiem, ja się go nie boję. Tylko napawa mnie to dziwnym niepokojem, sam nie wiem czemu. Miałem po prostu takie wrażenie, że znowu go spotkam. I co to miało znaczyć? „Wiem, gdzie mieszkasz”... brzmi strasznie. Oby to wszystko było tylko wytworem mojej wyobraźni. Niech tak się nie dzieje, bo chyba umrę ze wstydu, kiedy drugi raz zobaczy mnie z pudrem na twarzy. Pozostało mi modlić się, aby to przeklęte limo zeszło do poniedziałku.

2 komentarze:

  1. Cukrzycy się nabawię czytając narrację Juliena. Nie dość że wychowany to jeszcze słodki. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, Julek, pomyliłeś się, jesteś naiwny :D To nie pomyłka a zwyczajne jaja ze strony Twojej ameby :P Oj, wiem co znaczy zakrywać jakiś ślad pudrem, oj wiem ;-; Sama kiedyś ukrywałam malinkę zrobioną przez (byłego) chłopaka x'D Także współczuję.

    OdpowiedzUsuń