Po kolejnym sms'ie na moje usta wpłynął
pobłażliwy uśmiech. Albo ktoś się pomylił, zwyczajnie
przestawił cyferki i wyszło co wyszło, albo ktoś sobie robił ze
mnie jaja. Cóż, postanowiłem przyjąć tę pierwszą teorię, w
końcu wydawała mi się bardziej rozsądna, no bo kto by mi coś
takiego zrobił? Przez chwilę przed oczami pokazał mi się obraz
tego irytującego szatyna, który uraczył mnie tym przepięknym
uśmiechem na korytarzu. Czyżby to on maczał w tym palce? Nie no,
niemożliwe, skąd miałby mój numer? Przecież nigdy nie
zamieniliśmy ze sobą słowa. A może pomyślałem o niewłaściwej
osobie? W końcu dziś w trakcie wykładu Pan Ameba chciał wyciągnąć
mój numer... oczywiście, pod pretekstem. Czyżby go jakoś zdobył?
Jeśli tak, to jak? Zabiegał o niego? To musiał być on, pewnie w
ten sposób spełnił swoją obietnicę na temat mruczących
panienek. Tylko... po co? Czemu ja? Koniec, postanowione. Jak go
tylko złapię w poniedziałek, jak mu za wszystko wygarnę... Trzeba
być twardym, a nie miętkim.
„Przepraszam, ale to chyba jakaś
pomyłka. Sprawdź jeszcze raz numer, chyba nie o mnie ci chodziło.
Życzę miłego wieczoru.”
Rzuciłem telefon
na koniec kanapy, co mój kot potraktował jak zaproszenie i od razu
wszedł na notatki. Z jednej strony chciałem go z nich zrzucić, w
końcu nie były moje, mogły się pognieść, co Minami mogłaby
odebrać, jako brak poszanowania dla jej rzeczy, czego bardzo nie
chciałem. Jednak mimo to nie miałem serca go zrzucić, kiedy ułożył
się jak jakaś purchawka i zaczął gruchać na cały regulator.
Uśmiech wpłynął na moje usta od razu i rozpocząłem czochranie
miękkiej sierści kota. Byś może nie powinienem tak przerywać
nauki, ale w tej sytuacji nie miałem innego wyjścia. To trochę
tak, jakby mąż zganiał żonę z łóżka, bo nie może znaleźć
pilota od telewizora – ani to miłe, ani etyczne. Zostało mi więc
czochrać Panią Noris zgodnie z jej życzeniem. Gdzieś z tyłu
głowy jednak ciągle towarzyszyła mi myśl: co jeśli jutro wyjdę
z domu, a ten pieprzony idiota będzie gdzieś na chodniku? Po raz
kolejny powiem, ja się go nie boję. Tylko napawa mnie to dziwnym
niepokojem, sam nie wiem czemu. Miałem po prostu takie wrażenie, że
znowu go spotkam. I co to miało znaczyć? „Wiem, gdzie
mieszkasz”... brzmi strasznie. Oby to wszystko było tylko wytworem
mojej wyobraźni. Niech tak się nie dzieje, bo chyba umrę ze
wstydu, kiedy drugi raz zobaczy mnie z pudrem na twarzy. Pozostało
mi modlić się, aby to przeklęte limo zeszło do poniedziałku.
Cukrzycy się nabawię czytając narrację Juliena. Nie dość że wychowany to jeszcze słodki. :*
OdpowiedzUsuńNiestety, Julek, pomyliłeś się, jesteś naiwny :D To nie pomyłka a zwyczajne jaja ze strony Twojej ameby :P Oj, wiem co znaczy zakrywać jakiś ślad pudrem, oj wiem ;-; Sama kiedyś ukrywałam malinkę zrobioną przez (byłego) chłopaka x'D Także współczuję.
OdpowiedzUsuń