Byłem zaskoczony tym, że Julien zbliżył się do mnie, jeszcze jednak bardziej, kiedy jego drobne, chłodne palce zaczęły dotykać mojego karku. Niby takie nic... Ot opuszki palców gładzące po mojej skórze. Problem w tym, że jakimś cudem, konus odkrył mój "słaby punkt"... Do tego chłód jego dłoni był tak cholernie przyjemny... Mój umysł automatycznie przywołał wspomnienia sprzed kilku chwil, kiedy to jeszcze spałem sobie głęboko, śniąc przyjemny sen.
- Mruczysz trochę jak kot - usłyszałem.
Odrobinę mnie to otrzeźwiło. Wzdrygnąłem się i odsunąłem.
- Nie prawda - fuknąłem. - Nie porównuj mnie z tymi kreaturami - dodałem jeszcze i sięgnąłem po czajnik, który zaczął gwizdać obwieszczając, że woda już się gotuje. Zalałem kawę, swoją całą, Juliena tak, żeby można było dolać tego jego ukochanego mleka.
- Nie lubisz kotów, co? - spytał biorąc w dłonie swój kubek. - To prze alergię?
- Też... Tak, nie lubię, jak ktoś lub coś próbuje mnie udusić. Ale nie tylko. Koty to wredne, niewierne bestie. Tu się łaszą, tu chcą ci palce poodgryzać albo oczy wydrapać. Do tego wszystko o co im chodzi to żarcie...
- Mylisz się. Są bardziej kochane niż wielu uważa. Trzeba je tylko zrozumieć - stwierdził. - Nie wyprzesz się... Jesteś jak kot - oznajmił pewny swoich słów i zajął się piciem swojej lury.
- Bzdury gadasz... - burknąłem jeszcze i zabrałem się za jedzenie śniadania.
Kiedy ja ostatnio jadłem śniadanie tak wcześnie? Ciężko było stwierdzić. Zazwyczaj brałem prysznic, ubierałem się, w międzyczasie piłem kawę i jechałem an uczelnię. Kupowałem jakieś kanapki czy inne takie w knajpkach naokoło.
Po śniadaniu ruszyłem się ogarnąć i jakoś porządnie ubrać. Mój współlokator postanowił zrobić to samo. Okazało się, że zostało nam jeszcze dość sporo czasu... Nie rozumiałem idei tak wczesnego wstawania, naprawdę. Po co było teraz siedzieć pół godziny i robić nic, jak można było jeszcze te kilkadziesiąt cennych minut pospać? Głupota... Uważałem tak jednak tylko ja, bo Julien grzebał w torbie sprawdzając czy wszystko ma, przejrzał też swoje notatki. No i po co on aż tyle kuł?
- Dobrze, możemy się już zbierać - zakomunikował.
- Tak wcześnie?
- No przecież musimy dojechać jeszcze na uczelnię.
- Lalunią zajmuje mi to kilka minut, w porywach do kilkunastu jak trafi się jakiś korek i muszę jechać mniejszymi uliczkami - stwierdziłem.
- Owszem, ale powinieneś jechać zgodnie z przepisami, a to nieco zajmie... - pouczył mnie.
- Zgodnie z przepisami to ja jechałem ostatni raz na egzaminie - zaśmiałem się. - Dobra... Jak chcesz tam kwitnąć tyle czasu to chodź. Jeden ciul gdzie siedzimy i tak bardziej wyspany nie będę.
Julien wstał i zaczął ubierać się do wyjścia.
- Telefony zapomniałeś - wskazałem na jego komórkę, lezącą na stoliku.
- Nie zapomniałem... Wyłączyłem i nie widzę sensu, żeby ją brać - rzucił gorzko. Nie trudno było się domyślić, ze powodem tego była jego matka. Pewnie wydzwaniała wczoraj.
- Jak chcesz... - rzuciłem tylko i wyszliśmy.
Na uczelnię dojechaliśmy sporo przed czasem. Białowłosy i tym razem siedział jakby miał zaraz ducha wyzionąć i tulił się do moich pleców. Tym razem jednak nieco szybciej zdołał się pozbierać i odkleić.
- Musze sprawdzić jak jeżdżą autobusy... - stwierdził oddychając głębiej.
- Nie gadaj bzdur, tak jest szybciej.
- Szybko, to ja się dorobię zawału przez to monstrum... - wskazał moje kochanie.
- To nie żadne monstrum - burknąłem na niego i pogładziłem swoje kochanie.
W końcu ruszyliśmy do budynku.
- Haj Julien - jakaś dziewczyna pomachała do białowłosego, a mnie zmierzyła pełnym dezorientacji i niechęci wzrokiem.
- Hej Minami - Julien uśmiechnął się do niej. Może i miał maseczkę, ale widać to było po oczach.
- Nawet fajna ta twoja koleżanka. Ma całkiem ładne płuca... - rzuciłem do niego jeszcze, widząc jak dziewczyna poprawia torbę, której pasek ułożył się między jej sporymi piersiami. Wcześniej jakoś nie przyglądałem się panoszącemu się tu bydłu. Szczególnie, że wzbudzałem w nich tylko niechęć, która była w pełni odwzajemniona z mojej strony.
Też ma takie zdanie na temat kotów co niedźwiadek, ale są też słodkie. :3 Druga podróż motorem odbyła się odrobinę mnie traumatyczna, niech się przyzwyczaja maleństwo. Ari, jak zwykle uroczy.
OdpowiedzUsuń