niedziela, 18 czerwca 2017

Rozdział XVI - Wypad do... pracy



Oparłem policzek na ramieniu Juliena i przymknąłem oczy. Dobrze było tak trzymać tego zmarzlucha w ramionach. Już przestałem się zastanawiać co mnie tak do niego ciągnie i dlaczego przy nim czuję się po prostu spokojny. Gdyby Marika tu była wygłosiłaby monolog o prawdziwej miłości i innych takich bzdurach. A mnie na Julienie po prostu zależało… bardzo.
Moje rozmyślania przerwał dźwięk telefonu.
- Znowu komuś się uroiło zawracanie mi dupy – warknąłem i sięgnąłem po gąbkę. Nie miałem zamiaru nigdzie się wybierać. Jednak telefon nie przestawał dzwonić.
- Może to coś ważnego…? – zaczął Julien. – Może to twoja mama lub Mari?
- Jakoś wątpię… - burknąłem, ale wyszedłem z wanny, okręciłem biodra ręcznikiem i ruszyłem po znienawidzone w tej konkretnej chwili urządzenie.
- Czego?! – warknąłem odbierając, bo numer nie należał ani do Mariki, ani mojej mamy, a do tego patałacha Tarixa.
- Tak, wiem, że miałem ci nie przeszkadzać i serio bym tego nie robił, ale sytuacja robi się krytyczna. Az przyprowadził jakiegoś nabuzowanego kloca, który chce zwyczajnie cię szukać… - w tym momencie przerwały mu pełne złości krzyki. Nie trudno było zrozumieć, że były kierowane w moją stronę.
- Będę za pół godziny… - rzuciłem niechętnie.
- Dzięki. Skórę mi ratujesz – zawołał mężczyzna z entuzjazmem.
- W dupie mam twoją skórę – warknąłem i rozłączyłem się.
Zwyczajnie nie chciałem, żeby jakieś bydło zwaliło mi się do domu. Nie miałem pojęcia co Az i jego bydle ćpali, że przypomniało im się o mnie dzisiaj, ale trzeba im obu było wybić ze łbów takie akcje.
Odłożyłem telefon i wróciłem do łazienki. Julien wyszedł już z wanny i właśnie owijał się ręcznikiem.
- Stało się coś… - to nie było nawet pytanie. Z resztą. Widać było, że do szczególnie szczęśliwych nie należę.
- Muszę wyjść – oznajmiłem, po czym oboje ruszyliśmy do sypialni. Ja się ubierałem, Julien, opatulony ręcznikiem usiadł na łóżku i wodził za mną wzrokiem.
- Ale dokąd niby? – dopytywał.
- Mam robotę… - rzuciłem i już nie za bardzo odpowiadał mi tor, na który schodziła rozmowa.
- Robotę? Dzisiaj? Przecież jest Nowy Rok, mało kto dziś pracuje… a do tego… myślałem, że posiedzimy razem – stwierdził.
- Też miałem inne plany, ale to zwyczajnie nagła sytuacja. Po prostu muszę…
- I nie powiesz mi oczywiście co to za praca i dlaczego tak ci się dziś spieszy? – burknął z mieszaniną żalu i rozdrażnienie w głosie.
- Mówiłem ci już. Lepiej, jak trzymasz się od tego z daleka… Siedziałem z tobą w domu przez długi czas. Teraz musze wyjść i do tego naprawdę mi się spieszy – dokończyłem ubieranie się i ruszyłem do przedpokoju, żeby z wieszaka zdjąć kurtkę.
- A o której wrócisz? – spytał jeszcze, idąc za mną.
- Nie wiem… późno – zwyczajnie wyszedłem. Nie miałem nastroju na pogawędki, a rozmowa o moim zajęciu była ostatnim, co chciałem dziś robić.

Siedziałem klnąc pod nosem na czym świat stoi i przyciskałem do rozciętego łuku brwiowego ręcznik, w który zwinięty był lód. Dawało to dokładnie gówno, bo moja rozgrzana nadmiernie skóra skutecznie sobie z tym lodem radziła. Do tego na prawym boku czułem spory, pulsujący, rosnący zapewne w oczach krwiak. Zwyczajnie bosko… Nie było to jednak nic dziwnego biorąc pod uwagę to, że walka, którą chwilę wcześniej stoczyłem była długa, męcząca i zwyczajnie ciężka. Koleś był dobry… albo to raczej ja się ostatnio zapuściłem. Siedziałem w chacie, treningi zeszły sobie gdzieś na trzeci plan, łeb miałem zajęty innymi rzeczami.
- Wszystko gra? – spytał Tarix i podał mi kolejny worek z lodem.
- A jak, kurwa, sądzisz? – spytałem w odpowiedzi.
- Sorry… Wyglądasz zwyczajnie, jakbyś potrzebował sporego… znieczulenia – zaakcentował ostatnie słowo w wiadomym celu.
Tak, powinienem wracać do domu. Julien i tak nie był zbyt zadowolony z tego wyszedłem, ale faktycznie miałem ochotę zwyczajnie się napić. Sporo… Tak więc wylądowałem w wiecznie otwartym „Edenie” z butelką w dłoni.
Do domu dotarłem dopiero w nocy. Ostrożnie otworzyłem drzwi mając nadzieje, że uda mi się nie obudzić Juliena, który powinien dawno już spać…

1 komentarz:

  1. Będzie wpierdol, kto to dzwoni i przeszkadza w takiej chwili? >.< Niech ginie. Będą kłopoty. Ciekawi mnie czy on kiedykolwiek przestanie ukrywać swoja robotę, myślę że pieszczoszek by po długim marudzeniu zrozumiał... Albo i nie, zawsze był grzeczny. Ja bym zwyczajowo przywaliła temu całemu Tarixowi. Tak dla zasady. No ja bym nie liczyła na to że śpi, pewnie czeka na ciebie z żalem.

    OdpowiedzUsuń