- Zaraz się przebiorę, bo pewnie
jestem cały w sierści – oznajmiłem, kiedy z niemałą ulgą
usiadłem na kanapie w salonie.
Wierzyć mi się nie chciało, że
faktycznie spełniłem swoją groźbę i się wyprowadziłem.
Nareszcie miałem zacząć życie po swojemu, bez matki trząchającej
dupą, bo coś jej nie pasowało. Oczywiście nie będę opuszczać
wykładów, gdy tylko nie będę mieć ku temu wyraźnego powodu, ale
nie będą one kwintesencją całego mojego życia. Nie chciałem
zgnić wśród książek, opcjonalnie w towarzystwie kotów moich czy
też tych w schronisku, czas najwyższy zacząć realizować się
poza tymi dwoma miejscami i pomału zerwać z filmowymi wieczorami.
Może by tak spotkać się z tamtą dziewczyną, na której imprezie
tyle się zadziało? Tak, to nie był taki zły pomysł! Tylko, że...
eh, nie miałem jej numeru. Niby mogłem poprosić o to Pana Amebę,
ale lepiej będzie, gdy się o tym nie dowie. Może względnie się
tolerujemy, ale nie musi wiedzieć z kim się spotykam.
- To ja chce kawy.
- Nie nazywaj tego kawą...
- Mhm, ta, słodką ciape z mlekiem
proszę – przewróciłem oczami, na co usłyszałem, jak ten
prychnął. - To zrób mi, a ja zaraz wrócę.
Jak powiedziałem, tak zrobiłem i po
chwili nie było mnie już w salonie. Zawędrowałem do mojego
nowego, małego pokoiku, który przeraził mnie warstwa kurzu na
półkach. Kołdra może nie kleiła się od stuletniego kurzu, a
okna nie porosły grzybem, ale... było duszno. I śmierdziało
niewietrzonym wnętrzem, po prostu. Od razu otworzyłem szeroko okno,
od razu z politowaniem obserwując brudny parapet. Fuj, rzeczywiście
nigdy tutaj nie zaglądał... Podłoga nie grzeszyła również
czystością, jednak tu chociaż nie było jakiś błotnistych ciap
czy plam po rozlanej kawie. I choć tak bardzo cieszyłem się z
własnych czterech ścian, to na ziemię sprowadziła mnie
perspektywa sprzątania mieszkania. Bo jak ja tego nie zrobię, to
kto? Arian, może nie byłeś fleją ze szmateksu, ale do miana
pedanta było ci jeszcze daleko. Bardzo daleko. Zdecydowanie zbyt
daleko, bym mógł przymknąć na to oko.
Po paru minutach już byłem przebrany,
tym razem w bardziej podomkowe szmatki, no bo chyba nie widział mnie
jeszcze w czarnych dresach, tak sądzę. Bądź co bądź od razu
naszła mnie myśl odnośnie tamtego sms'a i to pamiętne „wiem, że
jesteś sam”. Trochę straszne biorąc pod uwagę to, że kilka dni
później dowiedziałem się, że zna mój adres. W każdym razie do
dresów założyłem białą bluzę przez głowę i ściągnąłem z
twarzy maseczkę, więc bez problemu mógł zauważyć lekki uśmiech
kryjący się na moich ustach.
- Dziękuję.- Za te ciape?
- Za mieszkanie... po prostu dziękuję – uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem do rąk kubek. Po spróbowaniu odkryłem, że zapamiętał wszystkie wytyczne, więc moje kubki smakowe z przyjemnością smakowały słodyczy. Całkiem przyjemnie, może będzie mi ja robić co rano? Nie taki zły ten mój nowy współlokator.
Wielkie brawa dla naszego białego cukiereczka, może zacznie trochę żyć. Słodka ciapa z mlekiem, teraz będę i ja prosić w ten sposób o kawusie. XD Jak wysprząta to pokój będzie jak ta lala. <3
OdpowiedzUsuń