sobota, 18 marca 2017

Rozdział IX - Kawa

- Zaraz się przebiorę, bo pewnie jestem cały w sierści – oznajmiłem, kiedy z niemałą ulgą usiadłem na kanapie w salonie.
Wierzyć mi się nie chciało, że faktycznie spełniłem swoją groźbę i się wyprowadziłem. Nareszcie miałem zacząć życie po swojemu, bez matki trząchającej dupą, bo coś jej nie pasowało. Oczywiście nie będę opuszczać wykładów, gdy tylko nie będę mieć ku temu wyraźnego powodu, ale nie będą one kwintesencją całego mojego życia. Nie chciałem zgnić wśród książek, opcjonalnie w towarzystwie kotów moich czy też tych w schronisku, czas najwyższy zacząć realizować się poza tymi dwoma miejscami i pomału zerwać z filmowymi wieczorami. Może by tak spotkać się z tamtą dziewczyną, na której imprezie tyle się zadziało? Tak, to nie był taki zły pomysł! Tylko, że... eh, nie miałem jej numeru. Niby mogłem poprosić o to Pana Amebę, ale lepiej będzie, gdy się o tym nie dowie. Może względnie się tolerujemy, ale nie musi wiedzieć z kim się spotykam.
- To ja chce kawy.
- Nie nazywaj tego kawą...
- Mhm, ta, słodką ciape z mlekiem proszę – przewróciłem oczami, na co usłyszałem, jak ten prychnął. - To zrób mi, a ja zaraz wrócę.
Jak powiedziałem, tak zrobiłem i po chwili nie było mnie już w salonie. Zawędrowałem do mojego nowego, małego pokoiku, który przeraził mnie warstwa kurzu na półkach. Kołdra może nie kleiła się od stuletniego kurzu, a okna nie porosły grzybem, ale... było duszno. I śmierdziało niewietrzonym wnętrzem, po prostu. Od razu otworzyłem szeroko okno, od razu z politowaniem obserwując brudny parapet. Fuj, rzeczywiście nigdy tutaj nie zaglądał... Podłoga nie grzeszyła również czystością, jednak tu chociaż nie było jakiś błotnistych ciap czy plam po rozlanej kawie. I choć tak bardzo cieszyłem się z własnych czterech ścian, to na ziemię sprowadziła mnie perspektywa sprzątania mieszkania. Bo jak ja tego nie zrobię, to kto? Arian, może nie byłeś fleją ze szmateksu, ale do miana pedanta było ci jeszcze daleko. Bardzo daleko. Zdecydowanie zbyt daleko, bym mógł przymknąć na to oko.
Po paru minutach już byłem przebrany, tym razem w bardziej podomkowe szmatki, no bo chyba nie widział mnie jeszcze w czarnych dresach, tak sądzę. Bądź co bądź od razu naszła mnie myśl odnośnie tamtego sms'a i to pamiętne „wiem, że jesteś sam”. Trochę straszne biorąc pod uwagę to, że kilka dni później dowiedziałem się, że zna mój adres. W każdym razie do dresów założyłem białą bluzę przez głowę i ściągnąłem z twarzy maseczkę, więc bez problemu mógł zauważyć lekki uśmiech kryjący się na moich ustach.
- Dziękuję.
- Za te ciape?
- Za mieszkanie... po prostu dziękuję – uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem do rąk kubek. Po spróbowaniu odkryłem, że zapamiętał wszystkie wytyczne, więc moje kubki smakowe z przyjemnością smakowały słodyczy. Całkiem przyjemnie, może będzie mi ja robić co rano? Nie taki zły ten mój nowy współlokator.

1 komentarz:

  1. Wielkie brawa dla naszego białego cukiereczka, może zacznie trochę żyć. Słodka ciapa z mlekiem, teraz będę i ja prosić w ten sposób o kawusie. XD Jak wysprząta to pokój będzie jak ta lala. <3

    OdpowiedzUsuń