Już dawno nie wracałem do domu tak
zły, jak dziś. Przez tego dupka w rezultacie ominąłem szerokim
łukiem wszystkie wykłady i zajęcia, w rezultacie zawitałem
jedynie do tej pamiętnej kawiarenki, gdzie po raz pierwszy spotkałem
Pana Chodzącą Zapałkę. Śmiesznie, bo minął już prawie miesiąc
od tego wydarzenia. Miesiąc, przez który niemal codziennie
oglądałem go na korytarzu, potem w sali, na końcu na imprezie i...
Ugh, jestem głupi, po co tyle o tym myślałem? Znaczy, to nie ja
byłem głupi, tylko on, bo to on ubzdurał sobie, że mu się
podobam. Ja jemu? A srał pies, nie obchodziło mnie to. Ale jak mógł
mi to powiedzieć? Czego oczekiwał? Że wpadnę mu w ramiona czy co?
Przepraszam, ale nie byłem w stanie. Bądź co bądź to wciąż był
mężczyzna, a mężczyźni ze sobą nie powinni być. Znaczy... tak
od zawsze myślałem, tak miałem wpojone i ciężko mi było
spojrzeć na takie męsko-męskie relacje w inny sposób. Szczególnie
więc byłem zły na siebie za to, co zrobiłem... zrobiliśmy w
zeszłą sobotę. To nigdy, powtarzam: NIGDY nie powinno się stać,
a ja nie powinienem czerpać z tego tak dzikiej radości. Nie
podobało mi się to ani trochę, cały chodziłem zdenerwowany,
kryłem się jak szczur po kątach, a on tak bez żadnego wstępu
prosto w oczy powiedział mi, że to właśnie JA wpadłem mu w oko.
To wszystko... było... złe.
W domu także nie było ani trochę
dobrze. Opuściłem wykłady, znowu. Rozpraszałem się, jakżeby
inaczej. W dodatku, kiedy po całym dniu szurania w kapciach od
salonu do swojego pokoju przez kuchnię wreszcie usiadłem razem z
kotem i budyniem, znikąd przyszwędała się moja matka. Była to
wysoka kobieta, o niebieskich oczach i prostych, blond włosach
ściętych na boba. Tak samo, jak zawsze usta miała pomalowane
matową, bordową szminką... odkąd pamiętam zastanawiałem się,
jakim cudem ona się nie ściera, bo od rana do nocy jej usta
wyglądały wciąż tak samo. Ubrana w granatową garsonkę, jakby
właśnie szła do biura właśnie usiadła przede mną i spojrzała
jakimś takim wyczekującym wzrokiem.
- Coś zrobiłem? - spytałem,
zabierając się za przygotowany budyń czekoladowy.
- Jeszcze masz czelność pytać? -
ach, jak zawsze, taka ciepła i kochana, pełna matczynego chłodu w
głosie. Przysięgam, czasem odnosiłem wrażenie, że zaszła
pomyłka i to ona powinna mieć moje zdolności. No jak Boga kocham,
jej spojrzenie potrafiło zamrozić bardziej niż ja! - Co ty robisz
w domu?
- Jem budyń..? - uśmiechnąłem
się, chcąc trochę rozluźnić atmosferę, gdyż wiedziałem, co
się szykuje.
- Nie wygaduj bzdur. Wyszedłeś
rano i niecałą godzinę po tym wróciłeś. Znowu opuściłeś
wykłady.
- Tak, wiem, ale nic się nie stało,
spokojnie. Po prostu wezmę od kogoś notatki i...
- To ja płacę za twoje studia, a
ty siedzisz w domu?! Jakie lekkomyślne podejście, zapewne po ojcu
– warknęła, zakładając nogę na nogę i krzyżując ręce na
piersi.
- Jutro pójdę, dziś czułem się
gorzej i chciałem wrócić...
- Nie obchodzi mnie to, że się
gorzej poczułeś. Kiedy byłeś w liceum, chodziłeś na wszystkie
lekcje, dopóki nie miałeś gorączki czterdziestu stopni. Nagle
sobie odpuściłeś?
- Nie, nie, skąd! Po prostu
ostatnio czuję się naprawdę dziwnie... chyba coś mnie bierze,
powinienem iść do lekarza czy coś...
- Przestań kłamać! Odpuściłeś
sobie wykłady, siedzisz w domu, nic nie robisz, a w dodatku
wychodzisz gdzie chcesz i wracasz pijany!
- Tylko raz! Jeden, jedyny raz
gdzieś wyszedłem. W dodatku w sobotę, no mamo. Ty chyba nie
wiesz, ile ludzi z mojego roku imprezuje w środku tygodnia.
Powinnaś być zadowolona, że ja tak nie robię.
- Zadowolona? - prychnęła, na co
ja wygoniłem kota z kolan. Żal mi było, by Puszek musiał tego
wszystkiego słuchać. - A z czego ja mam być zadowolona, powiedz
mi? Z tego, że znikasz gdzieś na noc, a ja z samego rana widzę
cię z jakimś gangsterem na podjeździe? Z kim ty się w ogóle
zadajesz?
- Z nikim takim, o wypraszam sobie!
To był jednorazowy wybryk, no Jezu...
- Nie interesuje mnie to! Chcę
wiedzieć, gdzie wtedy byłeś i co robiłeś, a przede wszystkim
kim był tamten chłopak?
- Nikim! Zwykły... znajomy...
podrzucił mnie do domu, bo nie chciałem, żebyś mi robiła chore
wywody!
- Wywody?! Jak ty się do matki
wyrażasz?! Nie poznaję Cię, zmieniłeś się.
- No i może dobrze, co? Ile czasu
mam żyć, tkwić, nic nie robić? - warknąłem, wbijając w nią
spojrzenie. Poczułem, jak robi mi się zimno, a materiał fotela
zamarza pod moją ręką. - Jeden raz nie wróciłem na noc, JEDEN.
I tylko jeden poszedłem się rozerwać, a ty wrzeszczysz mi nad
uchem, jak...
- No jak co? Proszę bardzo,
dokończ! Nie uważasz, że się zapędziłeś? Nie tak Cię
wychowałam!
- A daj mi święty spokój... -
wstałem z fotela, biorąc z powrotem kota na ręce i poszedłem na
schody.
- Julien, masz w tej chwili wrócić!
Jeszcze nie skończyłam!
- Ale ja skończyłem! Mamo, chyba
zapomniałaś, że już nie jestem dzieckiem. Nie będziesz mi
mówić, co mam robić!
- Dopóki tutaj mieszkasz, będę i
ty masz się mnie słuchać, zrozumiałeś?!
- Już niedługo – warknąłem pod
nosem i ciężkim krokiem poszedłem na górę, do pokoju. Położyłem
kota na łóżku i... kurwa mać, zostawiłem budyń na dole. No ale
nic, właśnie dla takich chwil ma się skrytkę na słodycze w
pokoju.
To chyba był najgorszy możliwy
scenariusz tego dnia. Nie ma to jak się nie wyspać, zdenerwować,
doprawić nerwy Amebą, a na wieczór przychodzi ukochana mamusia,
która wbiła ostatnie szpilki. Czułem, jakby coś we mnie pękło,
bo po raz pierwszy od bardzo dawna miałem taką ochotę, by się
wykrzyczeć. Rzuciłem się na łóżko i spojrzałem w sufit. Co się
działo w moim poukładanym życiu..? Było tak zajebiście nudno,
ale wszystko było takie proste. A teraz? Od jakiegoś czasu nie
mogłem skupić się na nauce, a wyniki z ostatniego testu nie
powaliły ani mnie, ani tym bardziej mojej matki. Ciekawe więc jaką
ocenę dostała Ameba... Właśnie... WŁAŚNIE! Wszystko było jego
winą! Odkąd go zobaczyłem... wiedziałem, po prostu wiedziałem,
że jest z nim coś nie tak! Tylko nie spodziewałem się, że jeden
debil będzie w stanie tak zamieszać w moim życiu.
Usłyszałem nagle pękający lód, a
następnie miauknięcie kota, który zaraz zeskoczył z łóżka.
Poderwałem się do siadu i wtedy zobaczyłem, jak to moja cała
kołdra, poduszki, a także materac pokrywa wielka lodowa czapa i
szron. Serio byłem aż tak zły..? Na razie zszedłem z łóżka i
przysiadłem na miękkim dywanie naprzeciwko telewizora, który też
włączyłem. Czas posłuchać wiadomości i poprawić sobie nastrój
tym, że może ktoś miał gorzej.
„Dziś po południu kamery
miejskiego monitoringu uchwyciły sylwetkę nagiego motocyklisty.
Niestety żadne ze zdjęć nie wyszło na tyle ostre, by można było
odczytać numery rejestracyjne pojazdu. W tej chwili mogą państwo
zobaczyć to, co zarejestrowały kamery”
Wsłuchałem się w
to z niedowierzaniem. Naprawdę ktoś był tak głupi, by jechać
nago przez miasto? Dobre sobie, żałuję aż, że nie widziałem go
w drodze do domu! Ale zaraz, zaraz... Przewinąłem kawałek i w
pewnym momencie zatrzymałem obraz, mrużąc przy tym oczy. Ja znam
ten motor! I te cztery litery zresztą też! Się zdziwi, jak mu o
tym powiem! Jednak nawet głupie wiadomości mogą poprawić
człowiekowi humor, no proszę. A skoro było mi już lepiej, to czas
przystąpić do fazy odmrażania łóżka... pora iść po suszarkę,
trochę mi to zajmie.
Nazajutrz nie
chciałem spieszyć się na wykład o 10. Bardzo nie chciałem,
najbardziej na świecie pragnąłem zostać w domu, choćby po to, by
zrobić na złość matce. No do cholery jasnej, nie będzie mi życia
układać, skończyło się rumakowanie. Jedną rzeczą, która
zmotywowała mnie do pójścia w to miejsce była wiadomość o
„Motocykliście w stroju Adama”. Niby miałem zamiar już z nim
nie rozmawiać, jednak po całej nocy pełnej przemyśleń doszedłem
do wniosku, że przyda nam się jeszcze jedna rozmowa. Tym razem
jednak na spokojnie i bez szaleństw, kiedy emocje już trochę
opadły. Przecież nie chciałem na nowo mieć wroga, no bo po co mi
on? A z Zapalniczką szło się dogadać, tylko niech mnie więcej
nie całuje, bo... bo znowu wszystko się zachwieje.
- No dzień
dobry~ - przywitałem chłopaka, zachodząc go od tyłu. Miałem
nadzieję, że rozmowa od razu nie zejdzie na tamten ton i będziemy
mogli porozmawiać chwilę o tej zabawnej historii. - Wiesz, że
widziałem wczoraj twój tył w wiadomościach? - zacząłem i
zaśmiałem się, zerkając na niego z ukosa. I teraz mnie coś
wzięło, teraz zacząłem się denerwować... jak mi odpowie?