Wydawało mi się, że tyle co zmrużyłem oczy, a usłyszałem dźwięk przekręcanego w zamku klucza. W mieszkaniu było zdecydowanie za cicho... za spokojnie... A może to ja wyczekiwałem tego odgłosu? To możliwe, szczególnie, że spadł mi z serca spory ciężar. To w końcu musiał być Julien...
Z ulgą przyszło jednak coś jeszcze. Gdzie on był? Dlaczego nie wrócił? Był na mnie zły... to wiedziałem. Brak odpowiedzi był dla mnie wystarczającym potwierdzeniem. Tylko dlaczego? Co się właściwie takiego stało?
- Julien... - wyszedłem z pokoju i stanąłem przed białowłosym, który powoli wszedł do mieszkania. - Gdzieś ty był?! - nie chciałem krzyknąć... Zwyczajnie emocje z całej nocy wzięły górę i miałem wrażenie, że zaraz spłonę. Byłem zmęczony, myśli mnie zwyczajnie dobiły, a zamartwianie się niczego nie poprawiło.
- A co cię to obchodzi? - odwarknął niespodziewanie jakby coś w nim właśnie pękło. - Ty się możesz zabawiać to co, mnie nie wolno?
- Zabawiać..? - wyłapałem to jedno słowo i niemal mnie zmroziło. Jak to "zabawiać"? Julien? Z kim niby? Był u tej swojej czarnuli...?
- A owszem... i wiesz co? Mari jest naprawdę słodka - stwierdził i ruszył do swojego pokoju, mijając mnie i nie pozwalając mi nawet na zadania mu pytań, które właśnie mnie zalały.
Jak to? On i Marika? To były jakieś jaja? Dlaczego, do cholery, ona?!
Stałem jeszcze chwilę jak słup soli, patrząc w drzwi, za którymi zniknął Julien. I to wszystko? Znów wszystko się zawaliło?
- Tak... nie powinno mnie to obchodzić... - wymamrotałem sam do siebie. Tak miało być... Miałem się nie wtrącać, nie przejmować. Siedzieć cicho jak te wszystkie dni odkąd zamieszkaliśmy razem. Tylko, że tym razem to miało być o wile trudniejsze, o ile w ogóle wykonalne.
Kolejne dwa dni nie zaglądałem na uczelnię. Cóż, najwyżej mama się wkurzy i znów będzie starała się nacisnąć mi oleju do łba. Z Julienem prawie się nie widywałem. Starałem się zwyczajnie schodzić mu z drogi jak tylko umiałem. Mimo wszystko gdy się na mnie wściekał było mi... źle.. Można to było spokojnie porównać do tego, co czułem kiedy martwiła się o mnie moja rodzicielka. Czasami robiłem coś wybitnie głupiego, taki już byłem... Ona nie często się złościła, ale jeżeli już to jej złość mnie bolała... Tak samo było z Julienem. Nie... tu było gorzej, bo nie wiedziałem ani jak to naprawić, ani czy mi wybaczy...
- Jesteś kretynem! - wydarła się na mnie Marika ledwie zdałem sobie sprawę z jej obecności. Unieść na nią wzroku znad kieliszka już nie zdążyłem, bo przyrżnęła mi w łeb torebką.
- Daj mi spokój - burknąłem.
Tak, miałem do niej żal... wiedziała, że Julien mi się podoba, a mimo to musiała przed nim nogi rozkładać.
- Spokój? Ja ci dam spokój, jak chcesz to wieczny! - wrzasnęła, a jej wysoki, przyjemny zazwyczaj głos, brzmiał teraz strasznie i ranił wręcz uszy. - Serio taki stary koń, a strzela sobie w najlepsze focha. No tak, lepiej siedzieć i chlać, mając innych w dupie.
- Nie wiem o co ci chodzi... Mogłabyś jednak przestać się drzeć. Słuch mam jeszcze dobry... przynajmniej póki co.
- Nie... nie masz... Jesteś głuchy jak pień i do tego głupi! Nie wiesz o co mi chodzi, co? A Julien to co? Przestał cię obchodzić?
- A co to ma do rzeczy, co?! - tym razem to ja się wydarłem, spoglądając na nią twardo. - Co, przyszłaś się chwalić, że się pieprzycie?!
- Nie... Przyszłam się dowiedzieć czy dalej ci na nim zależy, ale widzę, że mam już odpowiedź.
- Zależy... Nawet jeśli by mi zależało to, to nic nie znaczy! Po chuj w tym grzebiesz? Ruszasz ten temat...?!
- Naprawdę jesteś kretynem... Zwyczajnym kretynem, który język w gębie ma tylko jak trzeba kogoś skląć. Skoro ci nie zależy to dobrze... Przynajmniej wiem na czym stoję.
Dziewczyna odeszła. Tak po prostu, a ja zostałem sam z jeszcze większą dawką myśli.
Zależało mi? Nie! Dlaczego by miało niby?! Nie powinno przecież nawet... Chociaż... Może trochę? Kogo ja próbowałem oszukać? Tak, zależało mi. Tak, do jasnej cholery, martwiłem się o tego tlenionego konusa, pożądałem go, wciąż katowałem się myślami, w których było go pełno, a na domiar wszystkiego zwyczajnie go przez ten czas polubiłem... Wspólne poranki, jazda na uczelnię, przekomarzanki, śmiechy z reakcji jego znajomych widzących mnie z nim, oglądanie durnych filmideł... Brakowało mi tego wszystkiego. Brakowało mi też jego chłodnych dłoni smyrających mnie po karku...
Spojrzałem na stojącą na stoliku butelkę. Przez chwilę chciałem po nią sięgnąć, ale... co jeżeli znów się spiję i tylko wszystko pogorszę? Tylko, że tak chociaż nie myślałem... Chuj by to wszystko strzelił...