Otworzyłem szeroko oczy, słysząc to
wyznanie.
- Łah, całe dwa miesiące? - zacząłem
mu od razu bić brawo. - Nie wiem czy się śmiać czy płakać,
dlatego powiem, że jestem dumny – przyznałem z uznaniem.
- Ha, ha, ha... Śmiej się, śmiej...
Masz z czego – wyburczał, wciąż na mnie patrząc. - A wszystko
przez ciebie.
Chyba nie muszę mówić, jak wielki
uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy usłyszałem te słowa.
Kurcze no, było w tym coś uroczego.
- Skąd miałem wiedzieć, że płoniesz
do mnie tak gorącym uczuciem? - roześmiałem się. - Byłeś dla
mnie tylko płonącym dupkiem.
- Przecież Ci powiedziałem, że mi
się podobasz... - podszedł do mnie i zadziornie przyciągnął do
siebie. - Dalej płonę... i może jestem teraz nieco mniej dupkiem,
co? - spytał z przekąsem.
- Podobanie się komuś niekoniecznie
musi mieć związek z jakimkolwiek głębszym uczuciem. Pech chciał,
że poznałem cię raczej od strony napalonego frajera - mruknąłem,
podnosząc nieco głowę do góry. - Wciąż jesteś dupkiem, trochę
mniejszym, ale wciąż. Tylko teraz prywatnym.
- Oj, oj... Nie mów głośno, bo się
wyda, że masz słabość do dupków - wyszczerzył się zadowolony,
a kiedy zanadto skupiłem się na tym uśmiechu, jego dłonie
zabłądziły gdzieś na moje biodra.
- Jaką znowu słabość, raz mi się
zdarzyło... Wypominać mi będzie – nadmuchałem policzki, udając
obrażonego. Jednak nie byłem w stanie wytrzymać tak za długo,
rozproszony tym podejrzanym macaniem w pasie. Bosz, napaleniec,
zboczeniec...
- No oczywiście, że będę. A do tego
mam nadzieję, że jestem i będę jedynym dupkiem, do którego masz
słabość – zamruczał i tym razem już skubnął mnie w ucho,
przez co zmrużyłem nieco oczy i odchyliłem niepewnie głowę.
Wciąż pewne rzeczy były dość
dziwne, nowe i zaskakujące, ale przy tym stawały się także coraz
bardziej przyjemne. Przykładem jest choćby to co robił teraz.
Nigdy wcześniej nie powiedziałbym, że będą mi się podobać
takie rzeczy.
- Zastanowię się... Jednak większą
słabość mam do ciasta twojej mamy. Może zjemy?
- Nie ma żadnego zastanawiania się –
znów zaczepił moje ucho, a sekundę później poczułem krótkie
muśnięcie zębami. - A co do ciasta to przynajmniej wiem czym cię
w razie czego przekupić.
- O nie, nie. Taki łatwy to ja nie
jestem, samo ciasto nie wystarczy. Nie zauważyłeś po takim czasie?
- odsunąłem się od niego mimo wszystko. - Ile nam to zajęło..? W
sumie trzy miesiące. Brajanka raczej wyrwałeś w jedną noc.
Kolejne brawa za wstrzemięźliwość!
- Ale co on ma do rzeczy? Wiesz
przecież, że ten koleś nic dla mnie nie znaczy... Ot było sobie
jedną noc i minęło. Poza tym nie mówiłem nigdy, że jesteś
łatwy...
- Ugh, po prostu dalej mnie wkurwia...
- przewróciłem oczami, zaskoczony tym, jakie słowa wypływają
dziś z moich ust. Przecież ja nie przeklinałem... A przynajmniej
nie tak, by wszyscy to słyszeli. -Zastanawia mnie też ile mogłeś
wypić, żeby nie dostrzec takiej brzydoty.
- Wcale nie... - urwał i natychmiast
się poprawił. - Zwyczajnie się kiedyś do mnie dosiadł, a że
wypiłem i potrzebowałem towarzystwa to tak wyszło i tyle. Naprawdę
nie masz się czym przejmować.
„Wcale nie...”?Urwał! Próbował
się wykręcić! Czyli coś ukrywa, wiedziałem! Uniosłem więc brew
wysoko.
- Wcale nie..? No proszę, kontynuuj.
- Wcale nie byłem aż taki znów
pijany...
- Czyli ci się podoba? - spytałem,
choć znałem odpowiedź na to pytanie.
Gdyby wciąż go interesował, nie
siedziałby teraz ze mną, a mimo to irytowała mnie świadomość,
że gdzieś całkiem niedaleko stąd ten śmieć sobie beztrosko
żyje... Miałem taka straszną ochotę to zmienić i to życie mu
skrócić w trzy sekundy.
- Nie o to mi chodziło – zrobił
pauzę nim dokończył. - Podobasz to mi się ty, a on... Po prostu
nie łap mnie za słówka, co? Serio, było, minęło, nie wróci...
tyle w temacie...
- Coś nie masz się jak bronić –
pokręciłem głową i machnąłem ręką. - Nie ważne, nie istotne,
wszystko wiem, ale... wciąż go nienawidzę.
- No skoro ci podpadł. Ja się nie
wcinam. W razie czego wiem jak zutylizować zwłoki... To co, robimy
coś dobrego do jedzenia?
„Robimy”, tak..? Już ja znam to
„robimy”. „Ja popatrzę, ty porobisz”, zgadza się?
- Bez problemów je rozszarpię, nie ma
kłopotu – mruknąłem i udałem się w stronę kuchni.
Niewiarygodne, ale czułem, jak
rozsadza mnie od środka. Wystarczyło tylko wspomnieć jego imię, a
mnie już zaczynało nosić. Tak bardzo go nie znosiłem.
- Zasrany dupek, po chuj to się w
ogóle urodziło? Daje dupy za gar zupy, potem się przypierdala
porządnego człowieka, ugh - wstawiłem wodę na kawę, po czym
sięgnąłem po jej puszkę do szafki. Zerknąłem katem oka, by
zlokalizować chłopaka, a ten oczywiscie stał już w drzwiach. Po
uśmiechu na jego twarzy od razu wywnioskowałem, że chyba dobrze
się bawi słuchając tego, co mam do powiedzenia na jego temat.
- Masz... ciekaw rymy – usłyszałem
i aż prychnąłem.
- Tia. Boże, po tym szczylu widać, że
się puszcza z odległości wielu mil - wywarczałem jeszcze raz. -
Myślałem, że te licealne siksy, które rozpaczały, że mejkap im
spłynie były straszne, ale jak widać chodzą po tym świecie
gorsze kreatury.
- Wyglądasz naprawdę zjawiskowo,
kiedy jesteś taki zazdrosny - wyszczerzył się szeroko, a ja miałem
już ochotę nie tylko Brajanka, ale też i jego zastukać. Tak mnie
podjudzać..!
- Ja nie jestem zazdrosny! - łupnąłem
cukierniczką o blat. - Tylko zwyczajnie poirytowany. A także
zawiedziony, że mimo wszystko kiedyś zobaczyłeś w nim coś
atrakcyjnego. Krzywe zęby, tłuste włosy, krzywe, chude nogi...
Jeszcze torebeczki mu na ramieniu zabrakło, mały gnój. Ile on ma w
ogóle lat, 15? Jeszcze raz go spotkam to się cofnie do podstawówki.
Z uszu mi aż kipiało i chyba... on
też to zauważył, bo zaraz mocno mnie objął, a ja poczułem się
dziwnie. Jednocześnie jednak bardzo, bardzo miło. Chciał mnie
uspokoić, prawda? Nie miałem nic przeciwko.
- Posłuchaj mnie uważnie. Naprawdę
nic nie mam do tamtego chłopaka, ok? Nic, a nic... To był tylko i
wyłącznie seks. Nie mam pojęcia ile ma lat, nawet imię musiał mi
przypomnieć ostatnio, bo za cholerę nie pamiętałem. Nie masz czym
się tak złościć. Teraz mam ciebie i na tobie naprawdę mi zależy,
więc przestań ciskać gromami z oczu i skup się na tym co robisz,
bo stanie an tym, że zrobisz sobie jakąś krzywdę.
- Nic sobie nie zrobię, bo nie jestem
zły na Ciebie tylko na niego. Rozumiesz? Denerwuje mnie, że jest.
Ale bym mu łepek ukręcił... - ostatnie wyszeptałem, choć nie
ukrywałem płynącego z tych słów jadu.
- Rozumiem, rozumiem, ale już naprawdę
spokojnie – i chyba się uśmiechnął, ale nie zdążyłem tego
zarejestrować, bo zaraz mnie pocałował. W dodatku nie byle jak...
Tak słodko, czule i nie przesadnie namiętnie. Słowem: idealnie. I
niech mnie tak całuje... tylko nie teraz, gdy brzuch przygrywał mi
pieśni żałobne.
- Dobra to... odgrzeję rybę, a ty
zalejesz kawę – posłałem mu krótki uśmiech i udałem się do
lodówki. Kwestia przyrządzania, bądź też podgrzewania jedzenia
jak zwykle była moją działką.
Dzięki temu, że sprawnie nam to
wszystko poszło już niecałe piętnaście minut później
zasiedliśmy w salonie na tej wysiedzianej już kanapie. Na stole
talerze z gorącym jedzeniem, obok oczywiście kawa i jakaś woda na
popitkę, tylko słodyczy brakowało. Ale to tam zaraz... Od czego
ma się takiego CUDOWNEGO CHŁOPAKA, który na pewno, gdy go ładnie
poproszę, to pozmywa i wróci z ciasteczkami z czekoladą.