- Tu się nie pali - usłyszałem. Obróciłem się więc z krótkim, ostrzegawczym warknięciem i moim oczom ukazał się rudy knypek z okularami na nosie. Mordkę miał tak urodziwą, że można by nim dzieci straszyć. Nabawiały by się biedactwa traumy i szczały nocami w wyra do końca swoich dni.
- A kto mi zabroni? - warknąłem aż go cofnęło. - Może ty? Jeżeli uważasz, że zdołasz to zapraszam...
- N-nie... Ja... już pójdę - wymamrotał dodając jeszcze szybkie przeprosiny i pognał aż się za nim kurzyło. I dobrze. szkoda byłoby nawet lać coś tak pokracznego.
Czas to też istotna rzecz, a ja miałem go mieć coraz mniej. Wszystko przez to, że moja kochana mamusia wymarzyła sobie dla mnie szkołę. Studia, pracę... Miałem już robotę i to taką, w której zarabiałem w ciągu wieczora więcej kasy, niż ona przez miesiąc. Było mi z tym dobrze, ale nie... Postanowiła się uprzeć, że to nic dobrego, że lepiej mi będzie tutaj, na wspaniałej uczelni, pośród miłych ludzi, budując swoją przyszłość. Takim to sposobem, nie chcąc już się z nią kłócić, dałem się udupić i zamknąć w budzie. Tak, matka była jedyną osobą, z którą nie miałem serca się długo i zajadle kłócić. Wykorzystywała to nie raz...
Rzuciłem niedopałek i przydepnąłem go. W dupie miałem spojrzenia innych. Jak na mnie patrzeli? Jak na bestię, która uciekła z pobliskiego zoo i panoszy się po ich świecie. I dobrze. Przynajmniej czuli respekt, który mi się należał. Nie włazili mi niepotrzebnie w drogę, znali swoje miejsce. Tak powinno to wyglądać.
Uczelnia była spora. Budynek miał dwa piętra naszpikowane różnymi salami, gabinetami i innymi duperelami, w których nie miałem najmniejszej ochoty przebywać. Mimo to musiałem pofatygować się do właściwej sali wykładowej. Jakaś cycata rura, która chyba postawiła sobie za cel nauczanie w tym miejscu... czegoś, bo nie zadałem sobie trudu, żeby posłuchać o czym były owe zajęcia, postanowiła upomnieć mnie za spóźnienie. Olałem ją i usiadłem z tyłu. Ledwie się zbliżyłem, a jakiś koleś zrobił mi miejsce, jakże uprzejmie z jego strony. I przede wszystkim mądrze, bo inaczej zarobiłby kopa i spadłby z krzesła.
Nie mam pojęcia jak udało mi się wysiedzieć w tej umieralni do końca wykładu, z którego pamiętałem tyle, że był i to do tego nudny. W końcu jednak mogłem się ruszyć. Swoje kroki skierowałem do niedużej knajpki, do której z tego co zaobserwowałem chodziło sporo tego uczelnianego bydła. Widać żarcie na stołówce im nie odpowiadało.
Nie przejmując się czymś tak prozaicznym jak kolejka ruszyłem żeby zakupić sobie coś do jedzenia. Kilka kanapek powinno starczyć póki co.
- Przepraszam, ale powinieneś poczekać na swoją kolej - upomniał mnie jakiś chłopaczek. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy była jego biała czupryna, później maska na całkiem niebrzydkiej buźce... A przynajmniej z tego co mogłem wywnioskować widząc jedynie część twarzy.
- A ty co? Nosek ci odpada, że tak zakrywasz pyszczek? - spytałem z jadowitym uśmiechem.
<Julien?>
Pozwolę sobie zostawić bezczelnie komentarz. ;) Zapowiada się ciekawie ale nie wiem z jakiego źródła to znalazłam. Pewnie z Eldki ale jestem zbyt leniwa żeby cie poszukać. ;)
OdpowiedzUsuńHej! Ja również pozwolę sobie zostawić komentarz :D Opowiadanie poleciła mi droga Noriko. Kiedyś już czytałam kilka notek ale oczywiśce teraz nie pamiętam gdzie byłam i muszę zostawiać komentarze by wiedzieć, który rozdział mam już przeczytany. No ale nic, przeczytanie dobrych notek na dobrym blogu zawsze spoko ^^ Oj, postać Ariego bardzo mi się spodobała, dobrze pogonił rudzielca xD Aczkolwiek gdybym miała takego Ariego spotkać to pewnie bym się go bała :D
OdpowiedzUsuń