- Nie... - jęknąłem.
Nie, nie. NIE! To jakiś koszmar! Ja rozumiem wszystko, naprawdę, ale co mu ona zrobiła?! Moja biedna...
Pogładziłem lakier, tuż obok brzydkiego ubytku. Trzeba było to jak najszybciej naprawić, w przeciwnym razie tylko bardziej się biedactwo zniszczy... Moja kochana Lalunia... Tak ją skrzywdzić... Nie daruję! Choćbym nie wiem co miał robić, to nogi z dupy powyrywam temu tlenionemu konusowi! Najpierw jednak trzeba było naprawić choć nieco zniszczeń jakich dokonał...
Wsiadłem na motocykl i ostrożnie dojechałem do warsztatu Rikkiego.
- Ohoho... Pomóc ci ukryć zwłoki? - spytał ledwie wjechałem i ledwie jego wzrok padł na sprawę, z jaką przyjechałem. Tak, ci którzy mnie znali wiedzieli, że na wszystkim co moje był wywalony wielgachny, dający po oczach napis "Nie rusz!", a za motocykl byłem w stanie zabić i to dosłownie...
- Jak skurwiela dorwę, to nie będzie co ukrywać - warknąłem tylko.
- Będzie na jutro i śladu nie zobaczysz - stwierdził mężczyzna, za co byłem mu wdzięczny. Nikomu innemu bym mojego skarba nie powierzył. Jeśli o nią chodziło to nikomu nie ufałem.
Zapłaciłem jak zawsze z góry i to z nadwyżką i ruszyłem piechotą do najbliższego baru. Na szczęście nie było daleko, bo nie miałem cierpliwości do długich, powolnych spacerów. Wolałem pruć na Laluni ile fabryka dała.
- Coś mocnego - rzuciłem do barmana i tak zaczął się dla mnie wieczór pełen wrażeń, który miał mi zagwarantować nic innego jak względny spokój. Wystarczyło pojeść, spić się i spuścić parę z krzyża, a wszystko wydawało się nagle piękniejsze i prostsze. Nie było wrednych gówniarzy, którzy włazili mi w drogę. Nikt nie prawił mi morałów, nie wisiał nade mną i nikt w nic się nie wpieprzał...
Tak odnośnie pieprzenia, dosiadł się do mnie ciekawy, drobny brunecik o orzechowych oczach... Cudnie.
Dźwięk budzika dosłownie we mnie uderzył. Poczułem jak po mojej czaszce rozchodzi się fala uderzeniowa, która obijała się to o skroń, to znów potylicę.
- Ja pierdolę... - wycharczałem i słabymi ramionami sięgnąłem po znienawidzone urządzenie. Nie dość, że budzik z radiem darł się niemiłosiernie, to jeszcze jasny wyświetlacz raził mnie w oczy. Chwilę szamotałem się z ustrojstwem, bo nie byłem w stanie zebrać myśli i przypomnieć sobie jak to cholerstwo wyłączyć. Skończyło się na tym, że wyrwałem kabel z gniazdka i odrzuciłem budzik na bok.
Opadłem znów na poduszkę, ale zdawałem sobie sprawę z tego, że muszę lada chwila wstać i jechać na tę pieprzoną uczelnię... No po prostu super, nie ma co...
Z najwyższym trudem, walcząc z wirującym wokół światem, podniosłem się do siadu.
- Zbieraj się... - rzuciłem do bruneta, który postanowił zacząć się do mnie znów kleić.
- Tak wcześnie? - jęknął, ale nie było mowy o jakiejkolwiek dyskusji, nie żebym nie miał ochoty jeszcze pospać, a później porządnie i długo się budzić... Najlepiej intensywnie. Musiałem się jednak zbierać, a miałem jeszcze ochotę zaliczyć przynajmniej długi prysznic, który może przynajmniej odrobinę by mnie postawił na nogi.
Z domu wyszedłem niemal już spóźniony, ale nie było to jakoś szczególnie istotne. Czułem się dalej lekko mówiąc, jak odgrzane zwłoki, którym tir po czaszce przejechał. Mimo to widok mojego kochania, stojącego na podjeździe poprawił mi nastrój. Była jak nowa. Gdybym nie widział wczoraj tej wstrętnej dziury to nie byłbym w stanie odróżnić nowego lakieru od fabrycznie położonej warstwy. Idealnie... Teraz tylko gaz do oporu i można było ruszać na kolejną godzinę spania, tym razem na sali pełnej idiotów.
Nasz goryl sprowadza sobie chłopców do domu. Ciekawe czy dla takiego to był delikatny...
OdpowiedzUsuńAparycja Ariego nigdy nie pozwoliłaby mi stwierdzić, że woli on chłopców, ale... No cóż, w końcu to seme xD On to ma gdzieś co inni o nim myślą :3 Aż jestem ciekawa, jak ten bunecik mógł się ruszać i zebrać po upojnej nocy xD
OdpowiedzUsuń