poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozdział I - Mściciel?

Przekręciłem łeb i spojrzałem ze skosa na stojącego przede mną chłopaka. No taki przypadek to mi się dawno nie trafił. Ludzie jakoś tak instynktownie spieprzali gdzie pieprz rośnie, kiedy warczałem na nich. Jak to kiedyś ktoś powiedział miałem od zawsze wiecznie wkurwioną, ciężką aurę, która wystarczała, żeby innych zwyczajnie straszyć po nocach. Tym kimś była przyjaciółka mojej matki, która de facto interesowała się wszystkim, co było dziwne, od okultyzmu po stare legendy i filmidła dla niepełnosprytnych nastolatków wychowanych na słodkich wampirach bez kłów. Owa przyjaciółka ostro twierdziła, że musiał mnie matce zmajstrować jakiś demon czy inne dziwadło. Zupełnie jakby taki kreatury łaziły po świecie. Ludzie tacy jak ja, którzy mieli pewne interesujące właściwości, oczywiście, ale mity były mitami i miały nimi zwyczajnie zostać. 
Wracając do białowłosego przede mną. W jego oczkach ujrzałem szczere zacięcie. Niemal zrobiło mi się żale tego, że on miał zasady, a ja je miałem w dupie.. niemal, bo dawno już przestałem przestrzegać większości zasad ponoć cywilizowanego świata, który więcej miał w sobie fałszu i dobrze skrywanych podziałów niż sięgało moje pojęcie. 
- Słuchaj no Zamaskowany Mścicielu czy jak tam sobie uroiłeś dzieciaku, tak, zbawi mnie ta chwila, bo będę mógł wybrać się gdzieś, gdzie mniej jest takiego ugrzecznionego tałatajstwa jak ty - warknąłem mierząc go wzrokiem należącym do tych mniej przyjemnych. - A teraz podrepcz ładnie gdzieś dalej na tych swoich, cennych jak sądzę dla twojej osoby, nóżkach, póki jeszcze nadają się do tej czynności. 
Odwróciłem się od swojego prześladowcy i rzuciłem zamówienie, które kasjerka zaczęła bezzwłocznie realizować. Widać było, że zwyczajnie zależy jej na tym, żebym dostał, co chciałem i sobie zwyczajnie poszedł. Widziałem jak zerka błagalnie w stronę Mściciela najwidoczniej nie chcąc burdy na swojej zmianie. Prawidłowo, prawidłowo, tak powinno być. Mnie się nie drażniło. Robiło się co chciałem, to wszystko było cacy i wszyscy rozchodzili się o własnych siłach, po nikogo nie musiała karetka przyjeżdżać, a za mną nie ganiali panowie w mundurach. 
- Dziękuję bardzo - stwierdziłem do wystraszonej blondynki, która ledwie dała radę podać mi moje jedzenie i resztę. - Widzisz? Jak się mnie słucha to nawet bywam kulturalny, a teraz zejdź mi z drogi - zwróciłem się do chłopaka, który dalej spoglądał na mnie tak, jakbym mu całą rodzinę wytłukł i zrobił sobie pieczeń z jego psa. 

<Julciu? Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? ^,^>

2 komentarze:

  1. Nie powiem, charakterek to ma. Idę po więcej. (Zachłanna kobieta.)

    OdpowiedzUsuń
  2. O jaa... Na miejscu tej kasjerki pewnie by mi wszystko leciało z rąk ze stresu xD Dobrze, że nie straciła zimnej krwi. Za to jeśli chodzi o Ariego, to spodziewałam się po nim wulgarnych odzywek, ale widocznie myliłam się i jest bardziej cywilizowany niż się wydaje, nawet jeśli wpycha się do kolejki :D No to teraz tylko czekać na odpowiedź naszego odważnego chucherka. Swoją drogą ma jaja chłopaczek, by skakać do kolesi wyższych o 10 cm xD

    OdpowiedzUsuń