Tym razem to ja otworzyłem szeroko
oczy. Zapach dymu... dobrze czuję? Szybko jednak się otrząsnąłem
i znowu wrogo zmrużyłem oczy. Przecież widziałem w jak wielki
szok wprawiłem go swoimi słowami, nie mogłem dać mu tej
satysfakcji i tak po prostu się przestraszyć. Bo się nie bałem,
okej? To tylko zdziwienie, szok... termiczny. Swoją drogą to
zaciekawiła mnie pewna kwestia, gdy ten wielgachny dupek opuścił
kawiarenkę: czy aby na pewno był taką zwykłą amebą? Nie
odezwałem się do niego słowem, kiedy już mnie puścił i
pozwoliłem mu wyjść. Nie chciałem na nowo rozpoczynać wymiany
zdań, przecież to na nic. Dupkiem był, jest i dupkiem pozostanie,
a ani jedno z moich słów nie dotarło do niego w sposób taki,
jakiego się spodziewałem. To znaczy... nie oczekiwałem
automatycznego przestawienia się z poziomu neandertalczyka na
jakiegoś biznesmena, ale liczyłem na choć odrobinę skruchy.
Przeliczyłem się, no jasne, bo po co słuchać?
Wszyscy ci, których ryk tej małpy
postawił pod ścianą pomału zaczynali na nowo oswajać się z
miejscem i ogólną, przyjazną aurą, po tym jak „niebezpieczeństwo”
minęło. Ale ponowię pytanie: czego tu się bać? To tylko
człowiek. Wielka, nadzwyczaj głupia góra mięsa, której się
trochę we łbie poprzestawiało i nic poza tym. Nie będę się
bawić w społecznika, behawiorystę ludzkich szczeniąt i ganiać za
nim jak obłąkany, by przyswoił te akceptowane społecznie nawyki,
jednak mam przeczucie, że to nasze nie pierwsze spotkanie. Skąd? Bo
zawsze tak jest... gdy nie chcesz widzieć danej osoby już nigdy
więcej na oczy. Chwyciłem jeszcze tylko za materiał koszuli i
przyjrzałem mu się, mrużąc oczy. I skąd tu niby ślad po
przypaleniu..? Przecież nie pożółkłaby w sekundę bez wyraźnego
oddziałującego na nią czynnika... Ciekawe.
Wyrywając mnie z zamysłu dziewczyna,
która towarzyszyła mi przy stoliku położyła rękę na moim
ramieniu i pociągnęła za sobą do stolika.
- Po co zawsze musisz się odezwać?
Sam świata nie zmienisz!
- Irytuje mnie prostackie
zachowanie, tak? Nic poza tym.
- Ach, przestań już – westchnęła
ciężko. - Zamówię ci ciastko z rabarbarem.
Od tego feralnego wydarzenia minął
tydzień. Na szczęście od tamtego czasu miałem to szczęście i
nie miałem z nim już do czynienia, a i nie słyszałem o żadnych
przykrych wydarzeniach na terenie uczelni, więc zdawało mi się, że
jednak się pomyliłem. Czyli, że... że już go nie zobaczę! Tak!
Tej kreatury, tego błędu, tego dziwnego pomiotu o mózgu ameby i
posturze goryla! Nie no, drodzy państwo, ten dzień nagle stał się
jeszcze bardziej cudowny. Trzeba by to czymś uczcić i wyjść
gdzieś na miasto, napić się bubble tea z tapioką, przy okazji
trochę w ciszy i idealnej samotności odpocząć od gwaru panującego
na uczelni... tak, to był idealny plan na dzień. Kolejne wykłady
zaplanowane były na popołudnie, więc miałem dość sporo czasu
dla siebie.
Wychodząc z domu nie spodziewałem
się, że nogi zaniosą mnie tak daleko. Jednak słuchawki na uszach
to magiczna metoda, dzięki której naprawdę można zajść dwa razy
dalej niż się planuje. Pogoda w dodatku dopisywała, słońce
świeciło tak, że krótko mówiąc raziło po oczach. I może to dziwne, ale lubiłem
ten czas w roku. Było właśnie tak cicho...
- Nie swędzą cię czasami zęby,
szczeniaku?
O nie, tylko nie TEN głos... nie
śpieszno mi było, by spojrzeć w tamtym kierunku, jednak słysząc
dźwięk obijanych kości instynktownie odwróciłem głowę w tamta
stronę. Oho, tak, to moja ameba we własnej osobie, a ja znowu
jestem przy takim zdarzeniu... to chyba jakiś chore przeznaczenie! I
nie podszedłbym tam i zainterweniowałbym, gdyby nie to, że...
cholera jasna, JA jestem tym DOBRYM i nie mogę pozwolić, by takie
rzeczy miały dalej miejsce, kiedy jestem obok!
Zatem po chwili wahania przyspieszyłem
kroku i znalazłem się niebezpiecznie blisko zajścia. Już miałem
wyciągnąć do niego rękę, pociągnąć go za ramię, jakoś
uspokoić, nie wiem, cokolwiek poczułem swąd spalenizny. Zmrużyłem
oczy, przyjrzałem się uważnie. To chyba jakiś żart... to on tak
śmierdział? To on się palił?
- Uspokój się, idioto! - warknąłem
w końcu stojąc krok za nim i zacisnąłem mocno ręce w pieści,
zaś z mojej strony powiał chłodny wiatr rodem ze Skandynawii. -
Co tym razem ci zrobili, przeszli za blisko?! - dobrze, że miałem
maskę na ustach, bo z nerwów aż zagryzłem dolną wargę. Boże,
jak dawno nikt nie działał mi na nerwy tak, jak on!
Robi się gorąco. :3 Nie będę się rozpisywać, czytam dalej.
OdpowiedzUsuńTak, dobrze czuć zapach dymu. I nie, na szczęście dla mnie i nieszczęście dla Julka panowie spotkają się jeszcze. W końcu to takie przeciwieństwa, a one przecież się przeciągają! <3 Ich spotkanie to przeznaczenie, zanosi się na epicką walkę 8_8
OdpowiedzUsuń