piątek, 17 lutego 2017

Rozdział III - Flircik

- No i pięknie, teraz mu to wyślij - poprosiłem.
- Powinieneś sam mu to wysłać skoro ci się podoba - zaszczebiotała Marika i sięgnęła po swojego drinka. Jej czerwona sukienka ciasno opinała kształtne, choć szczupłe, ciało, a kasztanowe włosy opadały miękkimi falami idealnie ułożone. Tak, jeżeli chodziło o wygląda Marika była istną perfekcjonistką. Była też bardzo dobra w innych rzeczach, ale to tak na marginesie.
- Podoba? Błagam cię, to wrzód na dupie. Cały czas włazi mi w drogę, prawi te swoje morały i uważa się za nie wiadomo kogo... Wielki Zamaskowany Mściciel, o wybaczcie panicz Mściciel. 
- No dobrze, dobrze jak chcesz. Jak ci tak na tym zależy to nieco go pomęczę i rozgrzeję. Może okaże się fajniutki - uśmiechnęła się i zatarła drobne dłonie z zapałem. - W ogóle to chce wiedzieć kim jestem. Przedstawić się czy napisać, że spełnieniem jego najskrytszych snów? - spytała.
- To drugie - wyszczerzyłem się.
- Jak sobie życzysz... - zaczęła stukać w ekran telefonu z wprawą, kogoś, kto niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę wisiał na telefonie. - ...z chęcią dostałabym cię w swoje łapki... - wymruczała uśmiechając się do ekranu.
Sięgnąłem po swoją szklankę, z której wypiłem jednym haustem resztę whisky. Nie ma to jak usiąść w spokoju, w dobrym lokalu i odsapnąć. Szczerze mówiąc odkąd spotkałem tego tlenionego kurdupla chodziłem poddenerwowany. Miałem wrażenie, że skurwiel wyskoczy zza rogu jak wtedy przy parkingu. Wpadnie, wmiesza się i zacznie pierdolić od rzeczy jak zawsze. Trzeba mu było utrzeć nosa i pokazać, ze wpierdalanie się w nie swoje sprawy czasami miewa przykre skutki. Jakie to szczęście, ze przez resztę zajęć nie miałem bezpośredniego widoku na jego ryj i mogłem spokojnie pospać.
- No już, już, nie denerwuj się tak - Marika wyjęła z mojej dłoni pustą szklankę i odstawiła ją. - Jeszcze znów coś popsujesz i będzie trzeba zmieniać lokal. Poza tym w czym takim kłopot? Twój zamaskowany pieszczoszek to bardzo uprzejmy chłopak. Przeprosił mnie właśnie i stwierdził, że chyba numery pomyliłam. Widzisz? - pomachała mi komórką przed twarzą. 
- Tak, słodki, że próchnicy można dostać - burknąłem i skinąłem na kelnera, żeby przyniósł mi jeszcze kolejkę.
- Znów będziesz miał kaca - rzuciła nie odrywając wzroku od wyświetlacza.
- I ty zaczynasz?
- Ktoś czasami musi. Szczególnie, ze później marudzisz. Może weź znajdź sobie miłe towarzystwo, poruszaj się nieco, pobaw. Poprawi ci się, zobaczysz, a ja sobie poflirtuję. 
- Działaj, kochana, działaj... - zachęciłem i jak sugerowała wstałem poszukać jakichś rozrywek. 
Mimo jednak szczerych chęci zastanawiałem się czy jutro znów natknę się na tego upierdliwego kurdupla. Miałem nadzieję, że zdołam tego uniknąć.

2 komentarze:

  1. Jaki on jest niesamowicie wredny. ^^ Teraz już nawet nie wiem kogo ukochać. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. No niezła menda z naszego Ariego xD Ale i tak go kocham ^^ Nie wiem dlaczego, ale polubiłam bardzo jego przyjaciółeczkę. Taka dobra i trosliwa dla naszej ameby <4

    OdpowiedzUsuń