- No i pięknie, teraz mu to wyślij - poprosiłem.
- Powinieneś sam mu to wysłać skoro ci się podoba - zaszczebiotała Marika i sięgnęła po swojego drinka. Jej czerwona sukienka ciasno opinała kształtne, choć szczupłe, ciało, a kasztanowe włosy opadały miękkimi falami idealnie ułożone. Tak, jeżeli chodziło o wygląda Marika była istną perfekcjonistką. Była też bardzo dobra w innych rzeczach, ale to tak na marginesie.
- Podoba? Błagam cię, to wrzód na dupie. Cały czas włazi mi w drogę, prawi te swoje morały i uważa się za nie wiadomo kogo... Wielki Zamaskowany Mściciel, o wybaczcie panicz Mściciel.
- No dobrze, dobrze jak chcesz. Jak ci tak na tym zależy to nieco go pomęczę i rozgrzeję. Może okaże się fajniutki - uśmiechnęła się i zatarła drobne dłonie z zapałem. - W ogóle to chce wiedzieć kim jestem. Przedstawić się czy napisać, że spełnieniem jego najskrytszych snów? - spytała.
- To drugie - wyszczerzyłem się.
- Jak sobie życzysz... - zaczęła stukać w ekran telefonu z wprawą, kogoś, kto niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę wisiał na telefonie. - ...z chęcią dostałabym cię w swoje łapki... - wymruczała uśmiechając się do ekranu.
Sięgnąłem po swoją szklankę, z której wypiłem jednym haustem resztę whisky. Nie ma to jak usiąść w spokoju, w dobrym lokalu i odsapnąć. Szczerze mówiąc odkąd spotkałem tego tlenionego kurdupla chodziłem poddenerwowany. Miałem wrażenie, że skurwiel wyskoczy zza rogu jak wtedy przy parkingu. Wpadnie, wmiesza się i zacznie pierdolić od rzeczy jak zawsze. Trzeba mu było utrzeć nosa i pokazać, ze wpierdalanie się w nie swoje sprawy czasami miewa przykre skutki. Jakie to szczęście, ze przez resztę zajęć nie miałem bezpośredniego widoku na jego ryj i mogłem spokojnie pospać.
- No już, już, nie denerwuj się tak - Marika wyjęła z mojej dłoni pustą szklankę i odstawiła ją. - Jeszcze znów coś popsujesz i będzie trzeba zmieniać lokal. Poza tym w czym takim kłopot? Twój zamaskowany pieszczoszek to bardzo uprzejmy chłopak. Przeprosił mnie właśnie i stwierdził, że chyba numery pomyliłam. Widzisz? - pomachała mi komórką przed twarzą.
- Tak, słodki, że próchnicy można dostać - burknąłem i skinąłem na kelnera, żeby przyniósł mi jeszcze kolejkę.
- Znów będziesz miał kaca - rzuciła nie odrywając wzroku od wyświetlacza.
- I ty zaczynasz?
- Ktoś czasami musi. Szczególnie, ze później marudzisz. Może weź znajdź sobie miłe towarzystwo, poruszaj się nieco, pobaw. Poprawi ci się, zobaczysz, a ja sobie poflirtuję.
- Działaj, kochana, działaj... - zachęciłem i jak sugerowała wstałem poszukać jakichś rozrywek.
Mimo jednak szczerych chęci zastanawiałem się czy jutro znów natknę się na tego upierdliwego kurdupla. Miałem nadzieję, że zdołam tego uniknąć.
Jaki on jest niesamowicie wredny. ^^ Teraz już nawet nie wiem kogo ukochać. <3
OdpowiedzUsuńNo niezła menda z naszego Ariego xD Ale i tak go kocham ^^ Nie wiem dlaczego, ale polubiłam bardzo jego przyjaciółeczkę. Taka dobra i trosliwa dla naszej ameby <4
OdpowiedzUsuń