To było jakieś chore... ten sam
człowiek, który podbił mi oko tydzień temu, dziś uratował mnie
przed jakimiś podejrzanymi fagasami. Nie miał w tym przypadkiem
jakiś zamiarów? Przeszło mi przez myśl i wtedy pociągnął ten
swój jakże błyskotliwy żart z gwałtem. Bardzo śmieszne, no boki
zrywać.
- Przyniosłeś mi jedzenie? -
spojrzałem zaskoczony na talerz, po czym wziąłem go w ręce i
uniosłem pod światło, robiąc mały test na zawartość trutki
tak mimo wszystko.
- Ślepy jesteś? Powiedziałem,
żebyś jadł – warknął, a ja prychnąłem i mimo osobistej
niechęci do tego dania, jak i do chłopaka w końcu spróbowałem.
- Niemożliwe, tu na pewno jest
trutka.
- Zamknij się.
- Co ja tu robię? Dlaczego mi
pomogłeś? Czy to przypadkiem nie ty przez ostatni tydzień
wyzywasz mnie od konusów? - zmrużyłem podejrzliwie oczy i
wróciłem do jedzenie.
To wszystko wydawało mi się jakieś
podejrzane. Po pierwsze, dlaczego mi pomógł? Przecież nawet nie
możemy na siebie patrzeć, a tu co? Nagły przypływ miłosierdzia?
Jednak z drugiej strony... gdyby nie on nie wiadomo co by się ze mną
stało. Cholera jasna, teraz powinienem mu podziękować. Ta myśl
sprawiła, że zacząłem jeść jeszcze wolniej.
- Co ty tam w ogóle robiłeś? -
dopytałem, wbijając w niego ponownie spojrzenie. W ogóle nie
powinienem go opuszczać, to był wróg...
...któremu zawdzięczałem życie.
- O to samo mogę zapytać Ciebie.
- Nie twój interes.
- Twój też nie.
Jak on mnie irytował...
- Trochę zabłądziłem –
uśmiechnąłem się do niego pięknie, acz ironicznie. - Twoja
kolej, amebo.
Odstawiłem pusty talerz na stolik.
Wierzyć się nie chciało, zjadłem coś spod rąk tego gościa,
siedząc w jego mieszkaniu, na jego kanapie, pod jego kocem. Dlaczego
od razu nie wyszedłem, a on od razu mnie nie wykopał? Zerknąłem w
okno, skąd dobiegły mnie jasne promyki światła. Dziwne, przecież
było ciemno...
- Która jest godzina?
Może trochę nachalnie rozpocząłem
swoje „milion pytań”, ale chyba miałem prawo wiedzieć. Coś tu
się działo, o czym jeszcze nie miałem pojęcia. Jeszcze, bo mam
nadzieję, że już niedługo się wyjaśni. W końcu Arian mi
pomógł... MI. Bezinteresownie? Takie miałem przeczucie. Czemu? Nie
wiem i chyba on też. Spuściłem głowę w dół, znowu mnie
zabolała, ale i zwyczajnie uderzyło mnie sumienie. Niech mu będzie,
ten jeden raz powiem mu coś miłego.
- Jajecznica była smaczna.
OdpowiedzUsuńNasza męska Elsa nie ma poczucia humoru. :> No nie mogę z nim, jaka podejrzliwa gadzina... Żryj i nie marudź. XD No dziękuj w końcu, słownie albo w naturze. XD Nie pogardzę. (Jestem zła, wiem) No dobra, wysilił się na pochwałę posiłku, trochę mało ale od czegoś trzeba zacząć.
PRZEPRASZAM?! XD Każdy na moim miejscu byłby podejrzliwy! Daje mi jakieś jedzenie niewiadomego pochodzenia, w dodatku osoba, którą średnio mile wspominam. Coś jeszcze? XDDD POCHWALIŁEM, OT CO. DO PODZIĘKOWANIA W NATURZE DALEKA DROGA!
UsuńTak złotko, tak. xD Ja bym go nie podejrzewała o nic, chyba że o chowanie trupa w szafie. ;)
UsuńPrzekomarzanie się naszych milusińskich jest cudowne ^.^ Aż mi się miło zrobiło gdy przeczytałam to podziękowanie Juliena. No! Tak powinno być :D Wdzięczny bądź, konusie :P
OdpowiedzUsuń