niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział IV - Sumienie

To było jakieś chore... ten sam człowiek, który podbił mi oko tydzień temu, dziś uratował mnie przed jakimiś podejrzanymi fagasami. Nie miał w tym przypadkiem jakiś zamiarów? Przeszło mi przez myśl i wtedy pociągnął ten swój jakże błyskotliwy żart z gwałtem. Bardzo śmieszne, no boki zrywać.
- Przyniosłeś mi jedzenie? - spojrzałem zaskoczony na talerz, po czym wziąłem go w ręce i uniosłem pod światło, robiąc mały test na zawartość trutki tak mimo wszystko.
- Ślepy jesteś? Powiedziałem, żebyś jadł – warknął, a ja prychnąłem i mimo osobistej niechęci do tego dania, jak i do chłopaka w końcu spróbowałem.
- Niemożliwe, tu na pewno jest trutka.
- Zamknij się.
- Co ja tu robię? Dlaczego mi pomogłeś? Czy to przypadkiem nie ty przez ostatni tydzień wyzywasz mnie od konusów? - zmrużyłem podejrzliwie oczy i wróciłem do jedzenie.
To wszystko wydawało mi się jakieś podejrzane. Po pierwsze, dlaczego mi pomógł? Przecież nawet nie możemy na siebie patrzeć, a tu co? Nagły przypływ miłosierdzia? Jednak z drugiej strony... gdyby nie on nie wiadomo co by się ze mną stało. Cholera jasna, teraz powinienem mu podziękować. Ta myśl sprawiła, że zacząłem jeść jeszcze wolniej.
- Co ty tam w ogóle robiłeś? - dopytałem, wbijając w niego ponownie spojrzenie. W ogóle nie powinienem go opuszczać, to był wróg...
...któremu zawdzięczałem życie.
- O to samo mogę zapytać Ciebie.
- Nie twój interes.
- Twój też nie.
Jak on mnie irytował...
- Trochę zabłądziłem – uśmiechnąłem się do niego pięknie, acz ironicznie. - Twoja kolej, amebo.
Odstawiłem pusty talerz na stolik. Wierzyć się nie chciało, zjadłem coś spod rąk tego gościa, siedząc w jego mieszkaniu, na jego kanapie, pod jego kocem. Dlaczego od razu nie wyszedłem, a on od razu mnie nie wykopał? Zerknąłem w okno, skąd dobiegły mnie jasne promyki światła. Dziwne, przecież było ciemno...
- Która jest godzina?
Może trochę nachalnie rozpocząłem swoje „milion pytań”, ale chyba miałem prawo wiedzieć. Coś tu się działo, o czym jeszcze nie miałem pojęcia. Jeszcze, bo mam nadzieję, że już niedługo się wyjaśni. W końcu Arian mi pomógł... MI. Bezinteresownie? Takie miałem przeczucie. Czemu? Nie wiem i chyba on też. Spuściłem głowę w dół, znowu mnie zabolała, ale i zwyczajnie uderzyło mnie sumienie. Niech mu będzie, ten jeden raz powiem mu coś miłego.
- Jajecznica była smaczna.


4 komentarze:



  1. Nasza męska Elsa nie ma poczucia humoru. :> No nie mogę z nim, jaka podejrzliwa gadzina... Żryj i nie marudź. XD No dziękuj w końcu, słownie albo w naturze. XD Nie pogardzę. (Jestem zła, wiem) No dobra, wysilił się na pochwałę posiłku, trochę mało ale od czegoś trzeba zacząć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PRZEPRASZAM?! XD Każdy na moim miejscu byłby podejrzliwy! Daje mi jakieś jedzenie niewiadomego pochodzenia, w dodatku osoba, którą średnio mile wspominam. Coś jeszcze? XDDD POCHWALIŁEM, OT CO. DO PODZIĘKOWANIA W NATURZE DALEKA DROGA!

      Usuń
    2. Tak złotko, tak. xD Ja bym go nie podejrzewała o nic, chyba że o chowanie trupa w szafie. ;)

      Usuń
  2. Przekomarzanie się naszych milusińskich jest cudowne ^.^ Aż mi się miło zrobiło gdy przeczytałam to podziękowanie Juliena. No! Tak powinno być :D Wdzięczny bądź, konusie :P

    OdpowiedzUsuń