niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział IV - Jestem w piekle.

To co się działo w ostatnim czasie na pewno nie było dla mnie zbyt dobre. Po raz pierwszy w życiu będąc na uczelni nie czułem się ani trochę komfortowo, na wykładach nie mogłem się skupić, a moje notatki przypominały ciąg nierozczytywalnych bazgrołów. Nie mogłem tylko znaleźć nigdzie przyczyny, przecież ból brzucha minął, więc nie byłem chory. Nie zmieniłem także diety, wciąż stołując się w tamtej feralnej knajpce. Towarzystwo także było to samo, więc nie mogła być to ich wina. Codzienność pozostawała wciąż taka sama i tylko nieliczne aspekty, jak temat wykładu czy film na wieczór się w nim różniły. No więc może ktoś by mi podpowiedział, o co mi chodzi? Po tamtej krótkiej rozmowie z amebą na parkingu wcale nie poczułem się lepiej. Znaczy, brzuch przestał mnie boleć, ale to wszystko. Gdy zmieniałem salę i przechodziłem korytarzem czułem często na sobie spojrzenie, które z pozoru starałem się ignorować, ale ile można udawać, że to takie nic? To było straszne, nie wiedziałem kto to, nie wiedziałem czy może czegoś sobie nie ubzdurałem, a co najważniejsze, czy przypadkiem nie przesadzam? Jednak to nie jedyna rzecz, jaką udało mi się zaobserwować przez te kilka dni. Otóż po tym, jak powiedziałem Arianowi, by go ręka boska broniła, by koło mnie nie siadał... to praktycznie go już nie widziałem. Przecież go nie unikałem i wątpię, by to on unikał mnie. Jedynie zauważałem, jak to spóźnione ciele włazi z buta niemal ZAWSZE spóźniony na wykład i czasem niechcący złapałem go na tym dziwnym spojrzeniu w moją stronę. O co mu, do cholery, chodziło? Znowu chce mi podbić oko, bo tak? Niedoczekanie jego, drugi raz już się nie dam.
Najgorsze było jednak nie to, co się działo na uczelni, a to poza nią. Myślałem, ze skoro rozkojarzenie łapie mnie wśród reszty studentów, tak tu, poza murami uniwersytetu będę się czuł znacznie lepiej. Prawda? Guzik prawda. Gówno prawda. Jak wyszedłem z domu koło godziny 17, tak poszedłem i... znowu odpłynąłem. Myślałem o nauce, o tym co będę robić po skończonych studiach i o tym, czy gdziekolwiek mnie przyjmą, bo przecież kulturoznawstwo to chyba jeden z najbardziej oklepanych kierunków. Tak, nawet takie myśli mnie wzięły. Myślałem także o tym, czy w moim życiu jest choć odrobina tego, co zazwyczaj u „młodych” bywa. Nie było zbyt wiele imprez, przelotnych związków jeszcze mniej, a większość wolnego czasu spędzałem w domu, na dodatkowej nauce. Jaki ja jestem inteligentny... wolny czas na naukę, to się w ogóle mija z celem. Tak naprawdę jedyną rozrywką, która naprawdę sprawiała mi przyjemność była moja co tygodniowa wizyta w schronisku, skąd przygarnąłem swoje oba koty. Moje myśli pognały jeszcze dalej, bowiem zahaczyły nawet o tematy czysto egzystencjalne, przeplatając je z umięśnioną amebą z uniwerku. Głupi mózgu, po cholerę ty sobie tak dokładnie zapamiętałeś jego pysk, a wczorajszych notatek nie pamiętasz prawie wcale? W każdym razie zamyśliłem się i to dość mocno. Za mocno, o czym dowiedziałem się w momencie, gdy ktoś pociągnął mnie gwałtownie za ramię do tyłu. Otworzyłem szeroko oczy, przywracając umysł do automatycznego stanu trzeźwości psychicznej. Gdzie ja jestem?! Szybko odwróciłem głowę w stronę tejże osoby, a wredny, szeroki uśmiech na ustach mężczyzny uświadomił mnie, że mam kłopoty. Kiedy chciałem się wyrwać, szarpnął mnie mocno i docisnął do ściany budynku. Cholera jasna, gdybym tylko nie był rozkojarzony... poradziłbym sobie, na pewno! Spojrzałem na niego wrogo i kopnąłem go znienacka z całej siły w nogi, celując tak dokładnie w piszczele. Facet warknął, a ja nie dość, że dostałem od niego po pysku, bo jakżeby inaczej, jak spod ziemi wyrósł drugi i... urwał mi się film.

Dziwne... było mi ciepło, całkiem wygodnie, ale nie mogłem się ruszyć. Czułem absolutną pustkę w głowie, a ciało jakby odmówiło mi posłuszeństwa. Ale gdzie ja jestem? Przecież nie wróciłem do domu, a gdybym właśnie leżał na chodniku chyba nie byłoby mi tak ciepło. To może jestem w szpitalu? Nie... w szpitalach jest ten charakterystyczny zapach talku, pomieszanego z lekami i sztuczną sterylnością. To może umarłem..? To nie takie głupie, w końcu dostałem w głowę... Jasne, kiedy tylko zdałem sobie z tego sprawę ta zaczęła niemiłosiernie boleć, jakby ktoś właśnie uderzył mnie łomem.
- Tss... au... - mruknąłem cicho, układając dłoń gdzieś na włosach.
- O, żyjesz.
Usłyszałem nagle i dopiero wtedy uchyliłem powoli powieki. Byłem w jakimś mieszkaniu, a przede mną stał... Arian. Zaraz... ARIAN?
- Umarłem i trafiłem do piekła, o ludzie... - jęknąłem, naciągając na siebie bardziej koc, czy co to właśnie mnie okrywało. Nie ważne, było ciepłe, a ja znowu zamknąłem oczy.
- Bardzo ciekawie dziękujesz za pomoc – warknął, a ja znowu na niego spojrzałem. Co ten dupek zrobił? Dlaczego jestem w jakimś obcym mieszkaniu? Dlaczego stoi przede mną akurat ON, świecąc tak o nagim torsem? To na pewno nie omamy? Zerwałem się do siadu, ale przed oczami zrobiło mi się ciemno, więc znowu złapałem się za głowę.
- Aua...

3 komentarze:


  1. Spóźnione ciele. <3 Aż się do niego uśmiecham. :) Jakże on się nieładnie zaczyna wyrażać, to chyba zła aura nowego kolegi. ;)
    Biedny polarek. Tak, będzie niedźwiedź i polarek. <3 Wracając... Kto śmiał obijać tą słodką mordzioszke? :O Niech ginie.
    Co za podziękowanie, trafił do piekła. Dupe mu uratował a ten już marudzi. Czuje chemie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta chemia to gaz pieprzowy, którym Julcia by mnie chętnie poszczuł...

    OdpowiedzUsuń
  3. To dziwne uczucie, jakoby ktoś obserwował Julcia to pewnie sprawka tego pacana, który podał Ariemu numer do naszej zamrażalki. I pewnie przez niego Julek został pobity. Czuję to. Kurde, też często się zamyślam, ale nie do takiego stopnia, by zapuszczać się w szemrane dzielnice! Julek, ogar! Ty się ciesz, że otrzymałeś pomoc :D Jeszcze takimi widoczkami zostajesz uraczony po przebudzeniu... Nie narzekałabym <3

    OdpowiedzUsuń