Kawa na kuchennym blacie naprawdę
podniosła mnie na duchu. Szczerze mówiąc, gdy składałem moje
zamówienie nie spodziewałem się, że faktycznie mi ją zrobi, a tu
taka niespodzianka. W dodatku spełnił wszystkie moje warianty
smakowe. Chciał mi się podlizać czy co? A może wczoraj wydarzyło
się coś, czego faktycznie nie pamiętałem? Arian był w jakimś
zbyt dobrym humorze, to było dla mnie chyba zbyt dużo. To jego
gwałtowne przejście z wkurwionej ameby, do ucywilizowanej ameby
było tak strasznie szybkie, że w mojej głowie teraz jedynie
kłębiły się myśli dotyczące jego osoby. Dlaczego, po co i
jak... dlaczego ty, dlaczego ja, dlaczego my? Spojrzałem na niego z
ukosa, niespecjalnie chcąc by to zauważył, ale oczywiście musiał.
Co za chora siła sprawiła, że on trochę znormalniał w moich
oczach? Pewnie ta sama, która nakazuje nam wciąż na siebie wpadać.
Postanowiłem dosiąść się obok niego,
a gdy już to zrobiłem naciągnąłem na siebie odrobinę koca. Choć
zdawało mi się, że mój rozmówca potrzebował go bardziej ode
mnie.
- Wyglądasz na zmęczonego.- Tak chrapałeś, że nie mogłem spać.
- Ja wcale nie chrapię – odpowiedziałem zawzięcie, mrużąc oczy. Kombinował odpowiedzi na poczekaniu, prawda?
- A wiesz to, bo...?
- Bo wiem, nigdy nie chrapałem. To raczej Ciebie bym o to podejrzewał... a po tym jak wyglądasz stwierdzam, że zaczniesz chrapać nim stąd wyjdę.
- Po coś chyba zrobiłem kawę, ta?
- A nie wolisz się położyć? To w końcu twoje mieszkanie, możesz robić co chcesz – rzuciłem, przewracając oczami. Przecież było mi to bez różnicy, a on wyglądał, jakby zaraz miał zaryć nosem o ten stolik. Zmartwiła mnie tylko ta jego warga, musiała boleć. Poza tym chyba przyglądałem mu się zbyt długo, bo w końcu i on na mnie spojrzał. Nie dobrze. - Straszna z Ciebie ameba, nic nie zadbałeś by to jakoś wyglądało.
- Odpieprz się, okej? Główka nie boli, wyspała się Królewna?
- Niewiarygodne, tak się mną przejąłeś? - wyciągnąłem wolno rękę w kierunku jego twarzy. - To pochyl pyszczysko.
Spojrzał na mnie, jakbym urwał się z choinki. To takie dziwne, że chciałem się odwdzięczyć? Nawet takie coś jak on okazało się, że umie współczuć drugiemu człowiekowi, więc czemu miałem mu nie pomóc? W dodatku zdawałem sobie dobrze sprawę z tego, że to monstrum umie tylko wszystko spalić, więc ciężko mu będzie przytrzymać lód przy swojej wardze. Korzystając z chwili jego dekoncentracji przyłożyłem opuszki palców do jego ust, które już po chwili zrobiły się przyjemnie chłodne i na pewno go mniej bolały. Może nie mogłem tego wyleczyć, lecz czułem się podświadomie zobowiązany, by pomóc, jak umiem. Przechyliłem lekko głowę, spoglądając na niego nieco łagodniej. W sumie nie wyglądał tak źle, jak go sobie zapamiętałem.
Oni razem są niemozliwi, takie przeciwieństwa zawsze sie przyciągają. cudowna zasada świata.
OdpowiedzUsuńOoo, jak słodko <3 Ta pomoc Juliena rozwaliła mnie na łopatki *_* To było tak urocze no... ~ Ale te ich przekomarzanie jest super :D
OdpowiedzUsuń